O hortensjach, które miały urosnąć tylko trochę.
Jak włosy dziecka w żałobie. Jak skrzela w słoiku.
Nie mieściły się w oknie. Nie chciały znać proporcji.
Noszę ich kształt w płucach. Kwitną, gdy śpię głęboko,
z twarzą odwróconą do ściany. Mam wyrosłą w środku
watę – zatrzymuje głos. Matka mówiła: nie bój się wody.
Ale woda przyszła w nocy, nie pytała o grunt.
Ziemia wtedy wygięła się jak łuk z mokrego rysunku.
Od tamtej pory nikt nie potrafił wrócić.
Zostawiam notatki, ale one parują. Zostaje tłuszcz,
szczelina, ostatni zapach drzwi. Nie uczę Sophii wszystkiego.
Oszczędzam jej imiona ptaków, które spadają w milczeniu.
Kiedy boli – głaszczę powietrze. Kiedy nic nie ma –
zasłaniam się hortensją. Jakby to był jedyny sposób,
by przeżyć światło.
z Emiterium (88)

nigdy nie podejrzewałem nawet, że skrzela w słoiku mogą rosnąć. ale ja w ogóle nie wiem, co miałyby tam robić, więc moja dezorientacja jest spora.
OdpowiedzUsuńNo cóż, one tam są tak samo ,na miejscu', jak żałoba w dziecku albo woda, która przyszła w nocy. To obraz oddychania w złym świecie. Skrzela w słoiku nie mają rosnąć dosłownie. To obraz czegoś, co jest żywe, ale trzymane w złych warunkach. Skrzela służą do oddychania w wodzie, a słoik to zamknięcie, przechowywanie, eksponat. One tam nie są po to, żeby działać, tylko żeby być zachowane kosztem życia. Są metafora rzeczy, które miały być ,pod kontrolą', ,tylko trochę', a wymknęły się i zaczęły dusić od środka.
UsuńTak jak hortensje, które nie chcą znać proporcji.