środa, 28 stycznia 2026

O tym, co przygniata i pachnie jak metal


 



O hortensjach, które miały urosnąć tylko trochę.
Jak włosy dziecka w żałobie. Jak skrzela w słoiku.
Nie mieściły się w oknie. Nie chciały znać proporcji.

Noszę ich kształt w płucach. Kwitną, gdy śpię głęboko,
z twarzą odwróconą do ściany. Mam wyrosłą w środku
watę – zatrzymuje głos. Matka mówiła: nie bój się wody.
Ale woda przyszła w nocy, nie pytała o grunt.

Ziemia wtedy wygięła się jak łuk z mokrego rysunku.
Od tamtej pory nikt nie potrafił wrócić.

Zostawiam notatki, ale one parują. Zostaje tłuszcz,
szczelina, ostatni zapach drzwi. Nie uczę Sophii wszystkiego.
Oszczędzam jej imiona ptaków, które spadają w milczeniu.

Kiedy boli – głaszczę powietrze. Kiedy nic nie ma –
zasłaniam się hortensją. Jakby to był jedyny sposób,
by przeżyć światło.

z Emiterium (88)

2 komentarze:

  1. nigdy nie podejrzewałem nawet, że skrzela w słoiku mogą rosnąć. ale ja w ogóle nie wiem, co miałyby tam robić, więc moja dezorientacja jest spora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, one tam są tak samo ,na miejscu', jak żałoba w dziecku albo woda, która przyszła w nocy. To obraz oddychania w złym świecie. Skrzela w słoiku nie mają rosnąć dosłownie. To obraz czegoś, co jest żywe, ale trzymane w złych warunkach. Skrzela służą do oddychania w wodzie, a słoik to zamknięcie, przechowywanie, eksponat. One tam nie są po to, żeby działać, tylko żeby być zachowane kosztem życia. Są metafora rzeczy, które miały być ,pod kontrolą', ,tylko trochę', a wymknęły się i zaczęły dusić od środka.
      Tak jak hortensje, które nie chcą znać proporcji.

      Usuń

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.