wtorek, 9 czerwca 2020

Kwitnienie




Z trudem oddycham, wyłuskuję cię z oczu, myśli, z litości.
Na drugim brzegu skała, nie widzisz? Pluskanie,
jest jak trop dla gwiazd. Beczki po sardynkach, małżach. W dębie
moje tysiące skarbów. Zimno, sennie.

Pękająca fasola, oderwana kieszeń fartucha. Przechodzimy podobną drogę.
Kołyszemy się, przytulamy do pluszowych zasłon, porannej pościeli.
Odpowiadasz pocierając krawędź blatu.

Podobasz mi się. Bujanie obok siebie. Scena z butelkami,
kilka kropli na szczęście. Nasza wylewność
kończy się obok butów, blisko drzwi. Znoszę suknię ślubną mamy.
Powiększam jej zdjęcie, lecz nie słyszę już głosu.

Nie zastanawiam się nad powodem milczenia. Patrzę na pięści,
zdartą skórę i odmierzam kieliszki wódki.
Jesteś niewidzialna, kiedy niebieskie strumienie uzdrawiają ludzi,
oczyszczają krtań, powieki, niebo. Mam twoją dziurkę w ustach,
zostawiasz mnie w spokoju.



6 komentarzy:

  1. jakie zmiany...

    "Znoszę suknię ślubną mamy.
    Powiększam jej zdjęcie, lecz nie słyszę już głosu."
    9 czerwca to dzien Urodzin Mojej Mamy... dziękuję za wiersz. Juz półtora roku nie ma Jej z nami.

    Dziękuję za życzenia urodzinowe, było mi bardzo miło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamięć pomaga.

      Kolejnych długich i wspaniałych lat Alis, jeszcze raz, naj naj naj.

      Usuń

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.