poniedziałek, 30 lipca 2018

Na uspokojenie





Szept, za którym wspinasz się, spadasz, podnosisz i tak dalej.
Nie jest za późno, nawet kiedy myślisz, że jest. Blask czasowników.
Przegięcia, wygięcia z woli osób trzecich. W pląsach, w locie
ptaków w jedną stronę. Cała ta maszyneria o kant rozbić.

Wybór, od którego nie ma ucieczki. Przypływ. Odkładane rachunki
za wodę, bo niby nieotwieranie kopert jest jak
nieodkręcanie kranu, można wyprzeć, przeczekać strach, odpływ.
Wyliczane tytuły, nazwiska, dzięki którym dojrzewamy i odmieniamy „ó”
otwarte lub zamknięte.

Bajki o głosach, malowanych ptakach, ocalonych, wstaję z kolan.
Przyglądam się rysom, pęknięciom, wybuchom gejzera, łamię głos i ołówki.
Tylko szmer, jednostajny, lekki powiew. Wmawiamy sobie,
że ludzie się nie dzielą, segregują śmieci, ocalonych. Zaprzeczamy
we właściwej kolejności, kiedy brzęczą na torach, w świetle.
 
 

6 komentarzy:

  1. Piękny wiersz Małgoś... Taki co to wchodzi pod skórę i jeszcze długo drży pojedynczymi słowami, włoskami... Nieodmiennie mimo tylu odmian ;).

    OdpowiedzUsuń
  2. podobno nigdy nie jest za pózno. Tylko trzeba wiecej odwagi.
    (której mi brak, tchórz jestem, ooooj, tchórz...)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że czasem jest jednak za późno...

    OdpowiedzUsuń
  4. Blask czasowników - nigdy w ten sposób o tym nie myślałam, ale faktycznie coś w tym jest. Oprócz tego bardzo wierzę, chcę wierzyć, w wers przed.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przydałby się czasem wybór od wyborów :(

    OdpowiedzUsuń