piątek, 20 września 2013

wewnętrzny spokój

Agnieszka Renusz


Znalazłam w pamięci listę rzeczy do zabrania. Książki, książki, książki. Do tego zielona pietruszka (suszona), dwa obrusy, dwa ręczniki, śpiwór, jakieś coś tam, nawóz - ile to rzeczy człowiek gromadzi. A wystarczy trochę wody, ognia, albo odwrotnie i sprawa załatwiona. Siedzę w kącie i drażnię język. Psuje mi to nastrój, ale język spędza we mnie najwięcej czasu, więc jak mam wyjaśnić, że robi się jałowy. Niech już sobie udaje, że mną rządzi. Chociaż wczoraj zwątpiłam i nie wiem, czy jest ze mną szczery. Na szczęście nie wyrywa się z gardła i nie sprawia wrażenia, że się lękam, albo wściekam. A rano… rano słyszę: czy pani już nie śpi? Przybieram postawę obserwatora, mierzę oddech, czekam, aż do równowagi. Cokolwiek zakładam, chce mi się pić.

8 komentarzy:

  1. nie wolno zbyt długo trwać w zwątpieniu, ranek przynosi więcej optymizmu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś też tak miałem. Pić, pić, pić. Uważaj...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. relaks, woda, woda gazowana, kawa

      szukam kwiatów hibiskusa :)

      Usuń
    2. no to kamień z serca, bo tak jak Daras pomyślałam..(przepraszam,ale jestem na tym punkcie przeczulona)

      ..a w ogóle to z tym jałowym językiem to chyba wyolbrzymiasz ;-p

      Usuń
  3. Herbatka? Właśnie zaparzyłam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wewnętrzny spokój, ech marzę o nim... pić mi się też chce, czegoś mocniejszego, ale nie mogę, więc upijam się zieloną.

    OdpowiedzUsuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.