czwartek, 19 września 2013

Mnie tam nie ma

Jesienne migracje Jacka Witczyńskiego



słuchałam Rigoletto, kiedy się zbliżał, więc zaczęłam śpiewać.
Otwierał i zamykał drzwi przez strzępki rozmów o pogodzie.
W majowy weekend znowu olbrzymie korki, auta jak naparstki
pokryją dwa pasy nad morze, a przecież umiem jeździć na rolkach.
Pomagam sobie palcami pokłutymi od igły i waham się wisząc w dół.

Bananowe chmury, ciężarówki w marchewki, mleko w cętki
łyżka w tą czy w tamtą? Zamieszkamy razem z kubkami w koty,
kartki objęte cedrową ramką zapachną wakacjami jak wtedy:
zwinęliśmy ojcu gąsior ze śliwkami i pod oknem pękł wentyl,
akurat zakładałam łańcuch na skrzynkę
z listami. Piliście za mnie i za nich,

bez wysiłku, w gabinecie na siódmym piętrze. O tej samej godzinie
próbowałam policzyć świeczki, później pachniały kwiaty,
a znaki drogowe prowadziły na ulicę i nikt nie zauważał
pieszych.

Nie, żeby było ze mną gorzej. Chodzę po ogrodzie,
wśród plam z rdzy czarne robaki na mniszkach
dotrą do ziemi. Nikt się nie zorientował, że śpiewałam?

22.04.2012

6 komentarzy:

  1. chyba nikt się nie zorientował, choć ja jakbym coś tam słyszała :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać, wiersz się czytelnikom nie spodobał, a co dopiero śpiew :)

      Usuń
  2. To co ja mam powiedzieć...? Kiedy próbuje coś zaśpiewać każdy myśli, że recytuję:)))
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. miałam spotkanie ze spełnionym marzeniem, radość, trudności, i zwykłe życie.
    piliśmy i za nich i za marzenia

    jesiennie, dwa razy pomyślę zanim napiszę
    i tak zwyczajnie- pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spotkanie ze spełnionym marzeniem :) będę cierpliwie czekała :)

      Usuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.