poniedziałek, 15 października 2012

Opadanie




Seks, erotyka, załamanie nerwowe, senność. To tylko cztery z kilkunastu haseł, które kłębią się w pobliżu. Zasypiam zanim dopadną mnie dwa pierwsze słowa. W locie, więc załamanie przede mną. A to z powodu snów. Wydaje mi się, że wszystko działa przesadnie. Jak nie jestem głodna, to nic nie jem, jak nie chce mi się pić, to nie piję, jak nie chce mi się palić, to nie palę. I pewnie kubek kawy dziennie to stanowczo za mało, ale mam w sobie tyle wody, więc myślę, że zanim magazyn się wyczerpie, minie trochę czasu. Wciąż tkwię przy słowie wstępnym jednej z książek. Chodzę z nią od łóżka do toalety, zanoszę ją na kanapę, przekładam na fotel, jesteśmy coraz bliżej kominka. Wiem, że nie jest nudna, ale moja sytuacja przed stanem krytycznym musi się w końcu rozwinąć. Dobrze, że dzisiaj zaczyna się weekend. Wybaczcie mi ten osobisty wywód, ale może nikt się nie zorientuje, że sprawą nadrzędną jest w tej chwili zupełnie co innego. A co? No właśnie, rzadko się nad tym zastanawiam, w ogóle nie bardzo wiem, jak daleko sięgają moje zainteresowania, i czy dla zrozumienia tych kwestii powinnam wyrażać się precyzyjnie, punktowo, czy punkowo. Punkiem jest się przez całe życie, nawet kiedy codziennie wciągam garnitur w prążek i dziesięciocentymetrowe szpilki. Dobrze, że tatuaże przykrywa koszula i nawet rąbek skrzydła nie wylatuje na powierzchnię. Nie chce mi się gadać, po prostu nie otrzymuję odpowiedzi na pytania. Skoro od siebie wymagam spójności, dlaczego niektórzy ludzie robią się uciążliwi, niechętni, chyba, że mają do mnie jakiś interes, wtedy całym obszarem siebie są aktywni i gonią za mną, jak ja wieczorami za piłeczką tenisową. W końcu Kuba zapytał, co z nią zrobimy. Ciało leżało sztywne od kilku godzin. Przecięte ścięgna tuż nad piętą miały dziwny kolor, i niemal wszystkie krople krwi spłynęły do odpływu wanny. Kiedy to zobaczyłam, to jest właśnie, kurwa, kara za ciekawość - przeklęłam po raz drugi. Poznałam ją tydzień temu i, zamiast siedzieć w domu i gadać na czacie z ludźmi, poszłam z nią na piwo. Otworzyć się to ja potrafię, w tych chwilach, kiedy nie dopada mnie leń, nawet byłam bardzo miła. Nad wyraz. Na kaflach pipka napisała: to nic nie boli. Jednak wyraz twarzy wcale nie wyrażał tego aż tak jasno, nawet gdybym miała okazję, jednak nie skorzystam. Należy uwzględnić, że ciało znalazło się w tej wannie nielegalnie i przez to, że biografia denatki była kwiecista nieprzeciętnie, nie bardzo wiedziałam, co z nią zrobić. Żeby było ciekawiej, od czasu kiedy przyleciałam na wyspę, nie mam telefonu komórkowego, bo mój pieprzony dostawca usług telekomunikacyjnych w Polsce zakłada jako jedyny sim-loki w aparatach abonentów. Zdjęcie tego czegoś odłożyłam do kolejnej wizyty w ojczyźnie. Pozbawiona łączności, zwątpiłam, czy chce mi się dzwonić na Gardę. Kuba wypowiedział coś pod nosem, chociaż byliśmy nierówni wzrostem, jednak w tym momencie rozumu mieliśmy po pół. Poleciłam mu zaciągnąć wszystkie rolety, przynieść tasak, deski do mięsa i czarne worki na śmieci. W końcu nie pozostaje nam nic innego, jak tylko poćwiartować pannę i zakopać w różnych częściach wyspy. Na szczęście przed wylotem do Kanady Marek zostawił nam szpadel i kadzidło. Wtedy nie bardzo wiedziałam, do czego użyć tej duszącej mieszanki zielska, teraz chyba potrzebuję złamać mdlący zapach krwi i wszystkiego, co wydobywa się z ciała zaraz po rozćwiartowaniu organizmu. Biochemicznie to pewnie jest nawet bardzo ciekawa jednostka, jednak mamy zbyt mało czasu, a przypomniało mi się, że mama chciała, abym poszła na farmację, niestety, brak zacięcia do chemii, odwiódł mnie na dobre od maminych marzeń. Dzisiaj przynajmniej wiedziałabym, w czym Janda rozpuściła ciało niedoszłego zięcia w wannie na poddaszu kamienicy. Stanowczo za dużo filmów i książek. W tym śnie było jeszcze dużo więcej ciekawszych wątków, które podjęłam, ale na szczęście zachciało mi się siku. I kiedy wstałam, i popatrzyłam przez okno… Tak, krowy są tam gdzie je zostawiłam, a to znowu ten idiotyczny sen. Muszę pojechać do miasta w celu zakupienia kartek i znaczków. Teresa i Dorota w szkole, mama przerabia buraczki na sałatkę. Za Basią chodzi dyrektorka, a Matylda milczy. Miejscowa gazeta chce mi płacić 16 centów za jedno słowo. Zastanawiam się, ile jest we mnie słów. A może nie powinnam oddzielać poezji od tematów z koszmarów sennych? Jednak w sztucznym świetle wypadam niekorzystnie i nie potrafię lać wody na pięć stron, nawet o Douglasie Dunnie czy Dereku Mahon, którego wiersze przerabia w szkole mój syn.

http://szafa.kwartalnik.eu/44/htm/proza/poludniak.html

6 komentarzy:

  1. Oj krwawy ten sen, ja wolę zapominać takie straszności, ostatnio śniło mi się, że kici ogonek obcięli, tfu-tfu!
    Na szczęście zaraz wstałam.
    Przeniesienie się w zupełnie inne miejsce na globie rzadko przebiega całkowicie bezstresowo.
    Trzeba zmienić wiele rzeczy i przestawić siebie samego.
    Uściski!!!
    iw

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, trudno aby tak nagle wpaść i się nie zepsuć, ale chyba mi dobrze idzie :) podobam się im :)

      Usuń
  2. Taaa, mnie też już nieraz "siku" wyratowało od sennych koszmarów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ożeż! Niby czytałam uważnie, ale potem przyszło zwątpienie...na szczęście to sen mara Bóg wiara, jak powiada moja mama:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.