sobota, 25 sierpnia 2012

Weekend

Caleb O'Connor


O piątku napiszę po siedmiu dniach, bo odkąd tu przyjechałam
dla wprawy wymieniam uśmiechy z dziećmi sąsiadów.
Nie witają się ze mną, chyba że piłka ląduje na dachu.
Wtedy ich cienie zlewają się z wracającymi zza pagórka krowami.

Dzięki nim wiem, że kończy się eteryczny dzień w kolorze welwet,
czekają fotele z podnóżkiem, kawa i maślane ciastka. Chleb pleśnieje
tutaj szybciej. Zasypiam, nie dostrzegając nad głową frunących żółtych
balonów, zielona koniczyna odbija się na szarym niebie, którego negatyw
blaknie. Muszę się przyzwyczaić do nowych smaków, zapachów, polubić wiatr,
co z kominów wykręca resztki popiołu.

29 komentarzy:

  1. Jeśli czekają fotele z podnóżkiem, kawa i maślane ciasteczka, to jest dobrze i będzie dobrze.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Te słowa są samym spokojem, pięknie oddajesz tamten nowy klimat. Czy krowy tam są takie jak u nas? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj od rana kosiarki na każdym jardziku popierdują, a krowy dokładnie takie same, trawa im smakuje, mają tylko większe pole do popisu :*




      Usuń
  3. Klimat tam chyba bardziej wilgotny, stąd ten chleb :)
    Jeśli masz krowy blisko, to znaczy, że nie męczy Cię miejski smog, a ciasteczka i fotel znaczą bardzo wiele, nawet jeśli dla dzieci z sąsiedztwa jeszcze nie jesteś znaną panią :)
    powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wilgoć wiejski klimat, mieszkam za miastem, właśnie z widokiem na pagórek, a dzieci są wszędzie... dosłownie

      Usuń
  4. Jak dzieci zaczną się witać z Tobą, to będziesz już całkiem "swoja".
    Krowy już Cię pewnie uznały ...
    Niech wieją dobre wiatry!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a z drugiej strony niestety chatka zasłania mi widok na stadninę koni, O! Wiatry są idealne :)

      Usuń
  5. Dokładnie, zgadzam się z przedmówczynią Vi, smakujesz wyspiarski klimat i fantastycznie ubierasz go w wiersze.
    No i Ty jedna rozumiesz ironię... ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smakuję, bo już wiem, czego mi brakowało :)

      nie tylko ja, zapewniam Cię

      Usuń
  6. O co chodzi z tymi krowami.. czy Ty w jakimś PGRze made in Irlandia jesteś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu chyba jeden wieli PGR jest, dookoła, gdzie tylko kawałek zielonego jardu, poza miastem oczywiście, to pasą się krowy, konie, owce, krowy, konie, owce, byki - też. :P

      Usuń
  7. Poczułam tamten klimat:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie nie zawiewa od krów, ale są miejsca, gdzie przesiąkam :)

      Usuń
  8. czuje że jest Ci tam dobrze Małgoniu i bardzo sie cieszę
    Rafał

    OdpowiedzUsuń
  9. O! Więc krowy tam na noc wracają do domu? Nie śpią na trawie? Czy trawa jest tam tak samo zielona jak u nas? :)
    Pozdrawiam, Małgorzato (także z zielonej wyspy) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Schodzę niżej, bo cieplej, zieleńsza :) przez cały rok

      z której?

      Usuń
    2. Jak to z której? To nie wiedziałaś, Małgoś, że jadąc na zieloną wyspę, opuściłaś zieloną wyspę?

      Usuń
  10. podnóżek maślane negatyw kominów - i jestem zdobyta:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) czekaj jak zacznę palić w kominku, na razie jest ciepło...

      Usuń
  11. "[...] dla wprawy wymieniam uśmiechy z dziećmi sąsiadów" - piękne, a gdy dzieci znikają z pola widzenia, zostają krowy, a z krowami raczej się nie da wymienić, ale zawsze można się do nich zwyczajnie uśmiechać;)
    i ten "wiatr, co z kominów wykręca resztki popiołu..." - brawo!
    Zanurz więc ciastko maślane w kawie i trwaj.

    OdpowiedzUsuń
  12. Przez moment wydało mi sie że byłaś w Smoleńsku:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Najlepiej rozpocząć aklimatyzację od miejscowych pub'ów :))

    OdpowiedzUsuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.