poniedziałek, 24 października 2011

z cyklu - ulubione wiersze



Diane Wakoski

Pięć snów Jennifer i jej testament

Kiedy nadchodzi choroba
ciało kurczy się i maleje
i staje się tak blade że aż przezroczyste,
zjawia się Śmierć w czarnym kapturze
i staje patrząc w okno.
Zaciągamy przed nią kotary;
ale czeka pod domem.
Jej cierpliwość jest niepojęta.
Blada dziewczyna w łóżku
czeka także,
uśpiona.

1.

Trzyma lustro w ręce.
W lustrze
widzi obrazy.
Idzie ku niej lew.
Daniel zbliża się z drugiej strony.
Przy spotkaniu kłaniają się sobie
i wymieniają dary.
Lew otrzymuje od Daniela miecz.
Rękojeścią miecza jest ludzka czaszka.
Daniel otrzymuje od lwa puchar,
Z pucharu wystaje ludzka dłoń
w haftowanym mankiecie.
Kłaniają się sobie i odchodzą.
Jennifer ogląda tę ceremonię w lusterku.
Teraz odsuwa je.
Daniel i lew stają.
Odwracają się.
Daniel wraca i oddaje swój puchar.
Ale dłoń w pucharze porusza się,
chwyta lusterko
i podnosi je ku słońcu
rozsiewając wokół błyski
od których ogród staje w ogniu.
Wszystko płonie ale jest to ogień spokojny.
Nie słychać trzaskania płomieni ani wiatru.
Ogień wznosi się i opada
jakby ktoś rysował go ołówkiem na papierze.
Płoną Daniel i lew.
I ogród.
Ale puchar pozostaje nietknięty
i wciąż nieskazitelny jest haftowany mankiet;
miecz którego rękojeść stanowi ludzka czaszka
leży porzucony w ogrodzie.

* * *

Jennifer budzi się na chwilę.
Ma gorączkę.
Podaję jej wodę do picia.
Czuje za oknem obecność Śmierci
i znów zasypia.

2

Za oknem stoi piękny koń.
Jennifer chce go dosiąść.
Patrzy przez okno
i widzi jego kształty
pełne wdzięku i siły.
Czyj to koń?
Stary mężczyzna wychodzi z ceglanego domu naprzeciw.
Potem wychodzi chłopiec.
Szczupły, ubrany w strój do jazdy konnej.
Mężczyzna wręcz mu jakieś pieniądze,
chłopiec dosiada konia
i odjeżdża. Jennifer patrzy na niego i na konia
dopóki nie znikną jej z oczu.
To bolesne stracić coś nim to otrzymamy.
Po starego człowieka
zajeżdża limuzyna z szoferem.
Kiedy szofer wyskakuje
żeby otworzyć drzwiczki,
Jennifer widzi, że to szkielet,
elegancko ubrany.
Otwiera drzwiczki przed starym człowiekiem,
zatrzaskuje
i znowu siada za kierownicą,
limuzyna odjeżdża.

* * *

Zbudziłam Jennifer, żeby wzięła lekarstwo.
Kiedy ją podtrzymywałam,
wydawała się nie dość materialna, by być chora.
Jakie okropności wytrzymać może ciało.
Zasnęła zanim jej głowa dotknęła poduszki.

3

Jennifer pływa.
Boi się wody, ale nie może przestać pływać.
Płynie jeziorem
wciąż dalej i dalej.
Przez jezioro mknie
ryba z jaspisu wyrzeźbiona w Chinach przed tysiącem lat.
Jennifer zobaczyła ją i zlękła się.
Nie znosi pływania.
Nie znosi wody.
Boi się, że ryba wejdzie jej do ust,
albo otrze się o jej ciało.
Bardziej niż jakiejkolwiek innej
śmierci boi się utonięcia.

Ale na jeziorze jest w łodzi rybak.
Zapuszcza sieć. Chwyta obie, Jennifer i rybę,
Jennifer dostrzega piękne rzeźbienia na ciele ryby,
widzi, że ryba jest nieżywa,
gładka i wypolerowana,
i przestaje się bać.
Boi się ryby prawdziwej,
z prawdziwymi łuskami i oskrzelami.

* * *

Jennifer budzi się znowu.
Prosi żebym rozsunęła zasłony.
Robię to.
Ale Śmierć wciąż tam jest,
stoi samotnie w ogrodzie
w czarnym nasuniętym ciasno przed wiatrem kapturze.
Chciałam zasłonić portiery.
Ale Jennifer błaga mnie, żeby tego nie robić.
Kiedy znów zasypia,
zasuwam zasłony.
Wiem o Śmierci, ale nie lubię jej oglądać.

4

Jennifer śni się że jest harfistką.
Kiedy siedzi grając na harfie w Hiszpanii,
zjawia się przed nią niepozorny stary mężczyzna
i sprzedaje jej małpę.
Małpa ma tańczyć wokół harfy
i uderzać w struny.
Jennifer uczy ją grać na harfie „Golondrinę”
i kilka trudniejszych utworów.
Zabiera ją na koncerty objazdowe,
zarabiają dużo pieniędzy.
Pewnego dnia ktoś daje małpie szklankę wina,
co ma dalsze skutki.
Małpa zostaje alkoholiczką.
Wino, które pije zamienia się w krew. Po wypiciu szklanki krwi małpa zdycha.
Jennifer budzi się z płaczem.

* * *

Pyta dlaczego zasłoniłam zasłony.
Odsłaniam je.
Śmierć podchodzi do okna i zagląda do środka.
Jennifer siada na łóżku i patrzy na nią.
Podaję jej lekarstwo
i znów zasypia.

5

Pająk osnuwa siecią
usta uszy i oczy Jennifer.
Pająk śpiewa piosenkę
Raz bardzo dumnie
Siedząc na trumnie
Panna Bułeczka zjadała wiersze
Nadleciał ptaszek
Porwał okruszek
Bardzo przestraszył Bułeczkę.

Kiedy ptak przelatuje nad opajęczonym ciałem Jennifer
chwyta kilka jej włosów na budowę gniazda
i szepcze do ucha dwa słowa
„diamenty” i „śmierć”.
Kiedy ptak odlatuje
Jennifer się budzi.
Śmierć puka do drzwi. Wpuszczam ją. Jennifer z nią mówi.

* * *

Testament Jennifer

Nie było na świecie niczego czego bym się nie bała.
Wszystko co żywe
pożerało mnie.
Cienie rzeczywistych przedmiotów są niszczące
jak same przedmioty.
Nienawidzę ich.
Zarówno samych przedmiotów jak i udawanych przez cienie.
Pragnęłam tylko jednej rzeczy:
pięknego konia
i nie mogłam go mieć.
W kartach jest odpowiedź na wszystko,
ale odpowiedź znajdziesz wszędzie, gdzie zasięgasz rady.
Odpowiedź zawarta jest w pytaniu.
Nikt naprawdę nie chce odpowiedzi.
Jedyne o co chciałabym zapytać: czy jest na świecie ktoś taki,
kto boi się mniej ode mnie.
Jeśli jest,
dlaczego ja bałam się tak bardzo?

tłum. Julia Hartwig







Diane Wakoski  (ur. 1937), amerykańska pisarka z rodziny polsko-amerykańskiej, krytyk literacki, związana z nurtem tzw. poezji konfesyjnej. Zadebiutowała w 1962. Ukazuje przeżycia kobiety w opozycji do męskiego sposobu patrzenia na świat. Jej wiersze i poematy nawiązują do wątków autobiograficznych.

Wybrana twórczość: tomiki poezji Coins and Coffins (1962), Discrepancies and Apparitions (1966), The Rings of Saturn (1986), Emerald Ice: Selected Poems 1962-1987 (1988), czterotomowy cykl The Archaeology of Movies and Books (1991-98), szkice krytyczne Towards a New Poetry (1979).

Jest m.in. laureatką nagrody Distinguished Faculty (1989).

9 komentarzy:

  1. Poczytam wieczorem, teraz ide do ojca, obmyc, zmienic pampersy, pogłaskać, utulić, i sama do garów, takie zycie,
    j

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Margo, że mogłam zapoznać się z poezją Diane Wakoski:) Przyznaję - nie znałam:(
    A jest czego żałować, bo to rodzaj poezji, do której chce się wracać...
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też nie znałam. Podoba mi się:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. boże , co za wiersz, zaparło mi dech.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudnie, cudnie - lubię to bardzo:). Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie testament jest częścią, w której wyraża się moje życie... próbuję czasem coś o tym napisać, ale jak widać, z różnym skutkiem :***

    OdpowiedzUsuń
  7. Ups! na dzisiejszą chwilę to ten wiersz rozdarł mi do reszty serce...., zawarte w nim piękno i ból, to chyba część życia każdego śmiertelnika. Piękna poezja...., przyznaję... nie znałam! Tymbardziej dziękuję Małgosiu, za możliwość spotkania z nią! Pozdrawiam, buziaczki - Joasia

    OdpowiedzUsuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.