środa, 5 stycznia 2011

Udaję licząc straty



Nie lubię podróżować bez kawy. Wystarczy, że tam, gdzie bywam, nikt nie rozumie jak można jeść zepsutą kapustę z mięsem i grzybami, gardząc przy tym foie gras i niewiele mnie to obchodzi. Nie wstydzę się, że wracam do zamkniętych drzwi, które niedawno pomalowano na niebiesko. Udaję mądrą odwdzięczając się milczeniem panu, który akurat musiał w pociągu usiąść naprzeciwko mnie. Przewracam kartki w książce i myślę sobie, że świat jest stary, chociaż nikt nie krzyczy, nie widzi myśli. Pamiętam, jak „w pociągu przyjaźni” zdzierałam stopy do krwi, a przecież nikt mnie nie gonił. Może obawiałam się docinków, albo ograniczania myśli. I ten świst szybkowaru, jakby wypalając źrenicę skazywałam mózg na życie bez materii. Dopiero zlizując zasolone dłonie i zagryzając cytrynami zauważył we mnie podróżniczkę. Pan zwyczajnie stawał się coraz głośniejszy, zaglądając przy tym w mój dekolt. Wycierał kąciki ust, jakby wabił mnie zaskakując szczerością. Jest Pani bardzo interesująca, a czy lubi szept krów, a może mogłabym mu włożyć kartę sim, bo on ma chore nadgarstki. Zamarzły ostatniej zimy, przy tym teatralnie przekładał gazetę z kolan na siedzenie. Już wtedy żałowałam, że pies sąsiadów mnie ocalił. Czułam na szyi jego oddech, nie mogłam pójść do łazienki. W ciągłym ruchu zabijał mnie coraz bardziej. Wiem, to słowo jest zabronione. Jedziemy przez most, jest coraz dłuższy, słońce w końcu znika i czuję, że szuka czegoś w kieszeniach. Czuję, bo szuka w moich kieszeniach. Zaczynam się pocić i narzekam na ból gardła. Marzę już tylko o kawie i żeby wysiąść na peron. W pośpiechu prosi o autograf, podpisuję. Udało mi się wydostać. Myślałam o tym, co niemożliwe. Wciąż mnie wabi Petersburg. Koło podbiegunowe i Japonia. Zmienię bieliznę byle już nikt nie trzepał przy mnie konia.

* Foto Max Sauco

28 komentarzy:

  1. Zamarłam, czytając. Umarłabym, jadąc.
    Tak myślę.

    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oooo... niesamowite. Kurczę, te chore nadgarstki, które zamarzły panu minionej zimy, jakoś nie dają mi spokoju. Każdy pretekst jest dobry.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szept krów aż do bólu gardła... Siostro ma słusznie przybrana- dla mnie opis-bomba. Znów mnie zaskakujesz puentą... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Poruszyło pewne aspekty męskiej wyobraźni!

    OdpowiedzUsuń
  5. A do Japonii i tak kiedyś polecimy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię Twoją (jeśli tak mogę) mini prozę poetyzującą. Urokliwa i ujmująca w zadumę. Formalnie pełna nienagannego polotu. Choć przyznam, że w tej formie oczekuję na jeszcze więcej, bo wyczuwam potencjał. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  7. no i dobrze, że jest na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Trzepanie konia przez osobników niemiłych naszemu sercu w naszej obecności naprawdę jest mało przyjemne :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Akwarelia - od takich sytuacji chyba się nie umiera, byle nie popaść w chichot :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pchełko - to na bank nie byli oni :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jolu, właśnie, te wymówki :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Barnabo - bracie, widziałam, że mężczyznom przypadnie do serca :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Zbyszku - Twoja wiara w mój potencjał skłania mnie do wytężonej pracy. Przyjdzie, to będzie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nocny - prowokatorze Ty jeden!

    OdpowiedzUsuń
  15. Iw - i tego trzeba się nam pięknym płciom wystrzegać :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Dziękuję wszystkim za poczytanie, taka to trochę prowokacja była, zmuszona przez jednego z krytyków, do pewnych przemyśleń...

    OdpowiedzUsuń
  17. mialem takiego w robocie juz nieraz zostal zlapany jak sie zabawial , co do samego tekstu jesli jest to wymysl twej wyobrazni to masz lepetynke :) a jesli to opis sytuacyjny wole sie nie wypowiadac

    OdpowiedzUsuń
  18. nic nie mysle wszystko pozostawiam wyobrazni tak lepiej,dosc mam rzeczywistosci ,trzezwej rzeczywistosci na codzien :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Mnie sie zdarzało być dla kogoś ..yyy...tarką?
    Ocieram się o zboczeńców jednym zdaniem;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Czytam dziś po raz nie wiem który. To jest jak błyskawica o sile milionów woltów.
    Błysk i wszystko przed oczami. Jechałam kiedyś zapchanym jesiennym nocnym klasy drugiej do Wrocławia, w koronkowych rajstopach. Zasnęłam, a on wysiadł. Nie zdążył się przedstawić.
    Z uśmiechem wspominam. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Chyba muszę napisać to słowo, o którym mówią, że nadużywam - REWELKA - to Twoje pisanie!
    A tutaj nie ma emotikonków z pokłonami! Więc tylko: ):-)
    Z.M.P.

    OdpowiedzUsuń
  22. Magdo - tarką powiadasz, będę uważniejsza :)

    Kasiu - mnie się tak często przytrafia

    Marku - Odkłaniam się nisko :*

    OdpowiedzUsuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.