Pokazywanie postów oznaczonych etykietą listy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą listy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 sierpnia 2014

List od Matyldy



Minęły dwa lata od wydania mojej książki, a ja gapa, nie podzieliłam się z Wami listem, który w czasie wieczoru autorskiego odczytał były wydawca. List, który wciąż mnie wzrusza... Zapytałam czy mogę opublikować, wiec bez obaw...


Droga Małgosiu! 

Zamiast mnie ciałem, masz mnie duchem. W chwili czytania tych słów masz mnie na kartce papieru, którą dostaniesz w odpowiedniej chwili. Nie dałam rady przyjechać, choć bardzo chciałam. Powody są prozaiczne, zresztą Ty wiesz…

Dlatego postanowiłam napisać. Przecież i tak pisanie wychodzi mi lepiej, niż mówienie. Pisząc wydaję się sobie taka mądra, błyskotliwa, elokwentna. Mówiąc zastygam w stuporze, brakuje mi słów, aby ponazywać życie. 

Nasza znajomość sięga chyba 2009 r., dokładnego miesiąca nie pamiętam, ciekawe czy Ty pamiętasz? Nie pamiętam, czy ja na Ciebie trafiłam, czy Ty na mnie? Jakoś się zadziało, a potem potoczyło. Odważyłam się latem 2010 roku wsiąść w pociąg i pokonać trasę Rzeszów-Szczecin. Miałaś możliwość przekonać się, czy faktycznie jestem taka, jaka się prezentuję na swoim Krótkotrwałym Zniekształceniu Rzeczywistości. 

Ale nie chcę pisać o sobie. Nie taka jest intencja tego listu. Kiedyś trafiła w moje ręce powieść „Malina” Ingeborg Bachmann. Napisałam o niej, będę nieskromna, chyba dobry tekst. To trudna powieść, do dziś mam ją w głowie. Potem Ty zaczęłaś pisać wiersze o Malinie. O facecie, który nas drażni, intryguje, fascynuje, którym gardzimy, którego pożądamy, któremu dajemy się uwieść, z którym pójdziemy w siną dal… Czytałam Twoje wiersze i wyraźnie widziałam Twoją fascynację. Podziwiałam Twoją umiejętność eksperymentowania w poezji. Potrafisz wydobyć barwy z dźwięków i dźwięki z barw. Potrafisz odwrócić rzeczywistość na lewą stronę. Nadrealnie tłumaczysz szaroburą rzeczywistość. Sięgasz po środki wyrazu, które na pozór nie pasują do poezji. Tworzysz hybrydowe konstrukcje słów, które nabierają zaskakujących znaczeń. To swoista maniera, której nikt nie jest w stanie Ci zabrać. Nikt nie jest w stanie skopiować Ciebie. Twoje wiersze przypominają kolaże pełne wyszukanych metafor, niespotykanych dziś figur stylistycznych. Twoje wiersze można by namalować i powstawałyby dzieła surrealistyczne, które tak kocham. Nadrealizm w poezji jest możliwy i Twoja poezja jest na to dowodem. Pisząc o Malinie burzysz spokojne światy kobiecych marzeń, dając w zamian namiastkę tajemniczego pożądania, chwytającego za podbrzusze skurczu. Stworzyłaś z Maliną związek, w którym porządek przyczynowo-skutkowy nie ma znaczenia. Znaczenie mają emocje, pojawiające się instynkty, kobieca, intymna fascynacja mężczyzną. 

Dziś trzymasz w rękach swoją pierwszą książkę. Widziałam ją w wersji elektronicznej i muszę przyznać, że robi wrażenie. Zapewne wersja papierowa jest jeszcze piękniejsza, niż sądzę. Twój debiut poetycki, „Czekając na Malinę”, mnie cieszy. Tym bardziej, że jakimś chytrym sposobem, stałam się jego udziałem. Koleje losu mnie zadziwiają. Ciekawe, czy gdybym nie przeczytała kiedyś „Maliny” Ingeborg Bachmann, a Ty gdybyś później nie przygarnęła Maliny pod swój poetycki dach, to czy dziś byłabyś tu, gdzie jesteś? Ciekawe, dlaczego padło wtedy na mnie, 
a dziś na Ciebie? 

Cieszę się niezmiernie z Twojego sukcesu, bo zasługujesz na niego. Jesteś kobietą o wrażliwym sercu, a wrażliwość to cenna przypadłość. Choć ja czasem żałuję, że we mnie jej za dużo się skumulowało. 

Cieszę się, że Cezary Sikorski z Zaułka Wydawniczego „Pomyłka” postanowił wydać Twoją książkę! Cieszę się, że Malina zadomowił się w Twojej głowie. Ale uważaj, bo wiesz, że jego towarzystwo niekiedy wiąże się z problemami. Lepiej ich unikać i zawczasu wyganiać Malinę, choćby na spacer. 

Joanna Mieszkowicz


Rzeszów, 2012-08-02



poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozmyślania o otoczeniu



Hugo Giza 

Droga B!

A może za mocno ścisnęłam? Odcisk na czole wygląda jak Australia. Nie, nie marzę o Australii, mam dość pająków po kątach. Małych, oswojonych i smutnych. Z wielkimi moglibyśmy się nie pogodzić. To nie byłoby umieranie, to byłaby katastrofa. Wiem, że ludzie sobie świetnie radzą ze smutniejszymi zwierzętami. Nazywają je: Barabasz, Bob, Bobek. Przyjaciele z bajek, a może cudzoziemcy, załoga żaglówki. Nie masz Internetu. Na wypadek, gdyby mnie jutro nie było, napiszę ci bajkę albo wiersz. To coś oznacza. Jak numery telefonów, domów, roczniki aut. Mam otwarte okno na zielone pastwisko, drzewa. Za chwilę liście zmienią kolor, rozprzestrzenią się obok domu. O wschodzie światło będzie świtem, świt mgłą, mgła tajemnicą. To wszystko już było, chociaż ciebie tu nie ma. Patrzę na kępy trawy, koniczynę, wkrótce kałuże powiększą się, z pewnością przypomnę sobie wiele rzeczy. Osobiste historie, miejsca, katalogi w starym laptopie, płyty oznaczone iksami, nasiona kwiatów, podmyty brzeg oceanu… Ulubione piosenki, filmy, książki. Wypowiem twoje imię, nazwę ciemność, wtedy będzie łatwiej czekać na znaki, gesty. Mam jeszcze trochę czasu. Idę na spacer, za mną szare zwierzęta. Opowiadają historyjki, a kiedy się odwracam znikają. Z nimi rysunki, usypane mandale, ciepły wieczór…