Znajomy pisarz w jednym z listów napisał, że powinnam wysyłać teksty do czasopism literackich. Odpowiedziałam jak moje dzieci po długich tyradach, że tak, tak, masz rację, wyślę by uciąć to gawędzenie. Wiem, że to bardzo wygodna odpowiedź z mojej strony, zwłaszcza kiedy nie mam ochoty po raz kolejny wyjaśniać, dlaczego czegoś nie zrobię. Mam zresztą kilka powodów. Pierwszy jest dość prozaiczny, nie znoszę, kiedy ktoś nie odpowiada na wiadomości. Nie chodzi nawet o odmowę. Chociaż jej nie lubię, ale przynajmniej jest jakimś komunikatem. Znacznie gorzej oceniam redakcyjne milczenie, tę szczególną formę kontaktu z człowiekiem, w której jedna strona wysyła tekst, a druga najwyraźniej traci zdolność używania poczty elektronicznej. Zaczynam wtedy odczuwać niechęć do konkretnych osób, a niektóre nazwiska coraz częściej rozpatruję pod kątem usunięcia ze znajomych na wiadomych platformach. Nie mam obowiązku utrzymywać kontaktów towarzyskich z ludźmi, których zawodowy sposób postępowania uważam za zwyczajnie niegrzeczny. Po drugie, nie lubię, kiedy mi odmawiają/zbywają, proszę odezwać się za rok. Wiem, brzmi to mało szlachetnie, ale nie zamierzam udawać, że mam w sobie szczególnie rozwiniętą potrzebę kolekcjonowania odmów. Nie mam. Wystarczająco dużo rzeczy w życiu robię bez pytania kogokolwiek o pozwolenie. Po trzecie, publikuję w eleWatorze, prowadzę poczytny blog i czytam reakcje bezpośrednie na moje teksty. Blog ma zresztą większą publiczność niż niejeden periodyk literacki, co nie jest ani szczególnym osiągnięciem, ani powodem do wyciągania wniosków o kondycji czasopism literackich. Jest jedynie faktem, i czy rzeczywiście powinnam koniecznie zabiegać o miejsce w cudzym spisie treści. Oczywiście, mogłabym wychodzić poza własną bańkę. Rozumiem argument, znam jego zalety, nie potrzebuję jednak kolejnego wykładu o tym, że autor powinien być aktywny, widoczny, obecny i gotowy do nawiązywania kontaktów. Wiem również, że literatura nie kończy się na tym, co czytam na co dzień. A czytam czasopisma. Niektóre od deski do deski, inne wybiórczo, zależnie od zawartości i cierpliwości, którą akurat mam w sobie. Także ten. Miłego poniedziałku.

Rozumiem doskonale. Jak i rozumiem twórców, którzy nie lubią spotkań autorskich...a wieczory poetyckie kilku poetów?
OdpowiedzUsuńNie wzięłabym udziału...