Żywopłot. Miękki, równo przycięty, jeszcze zielony, choć liście zaczynają już tracić kolor. W Irlandii niektórych rzeczy lepiej nie przycinać. Zwłaszcza głogu. Stare opowieści mówią, że samotny głóg należy do ludzi z sí, a człowiek, który go zetnie, może mieć kłopoty. Nie wiem, czy wierzę. Natomiast wiem, że nie zamierzam sprawdzać i dokładać sobie jeszcze zatargów z niewidzialnymi sąsiadami. Chociaż głóg, który był za ogrodzeniem wyrugował developer, czyli powstające osiedle może być pechowe? Póki co, Halloween jest tutaj poważniejszą sprawą niż przebieranie dzieci za kościotrupy i kupowanie plastikowych pajęczyn w Lidlu. Dawniej Samhain oznaczało koniec zbiorów, początek ciemnej połowy roku i długie noce, kiedy granica między światem żywych i umarłych stawała się mniej szczelna. Aos Sí wychodzili ze swoich siedzib. Púca zmieniał postać, banshee zapowiadała śmierć. Ludzie zostawiali jedzenie, pilnowali ognia, nie zapuszczali się tam, gdzie nie trzeba. Rozsądnie. Ja też nie chodzę po cudzych ogrodach po zmroku, chociaż nie ze strachu przed wróżkami, hehe. Dzieci biegają po ulicach, pukają od drzwi do drzwi, krzyczą treat or trick, a w odpowiedzi dostają słodycze. Ktoś przebrał się za zakrwawioną zakonnicę, ktoś inny za Donalda Trumpa. Nie wiem, co gorsze. W oknach dynie, duchy i duszki, w sklepach sztuczne szczęki, w radiu konkurs na najstraszniejszą historię. Wystarczy posłuchać wiadomości z Polski, serio, nie trzeba organizować dodatkowych atrakcji. Wieczorem zamykam drzwi. Sprawdzam, czy świeczki palą się bezpiecznie, dolewam kawy do filiżanki, poprawiam rękaw czarnej sukienki. Na stole leżą rozpoczęte akwarele, których nie zamierzam dziś kończyć. W kuchni pachnie śliwkami i pomarańczami, cynamonem i czymś przypalonym. Mąż mówi, że ciasto upieczemy rano, więc zostawiam wszystko i nie wdaję się w dyskusję. Podobno w noc Samhain nie należy odpowiadać na wołanie dochodzące z ciemności. Nie należy też podążać za obcym światłem ani przyjmować zaproszeń od nieznajomych. Odpowiadają mi te zasady. Niektóre tradycje mają po prostu sens. Zwłaszcza te, które pozwalają zostać w domu. Za żywopłotem coś się porusza. Dzieciaki strzelają petardami i ogromnie hałasują. Zwierzęta cierpią, ale tutaj nikt się tym nie przejmuje.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.