No i człowiek nie pisze przez kilka miesięcy. Bo wnuczka, wystawa, inne teksty. Na wiersze albo zbyt mało czasu, albo zbyt wielki rozgardiasz w głowie. Wtedy tylko zapisywałam te momenty największego wzburzenia. Emocje, kilka zdań, które zaciskały gardło. Wpychałam je w zakamarki okładek, zapomniałam. A później szukam jakiegoś zdjęcia, zasuszonego płatka czy przepisu na krem z mango i odnajduję całe frazy bólu. Cierpienia, którego nie potrafiłam wtedy utulić, więc porzuciłam.
Szałaputka, szaławiła, harpagan. Zapisuję słowo po słowie.
Ocean nie podnosi głosu. Wciska sól pod paznokcie kamieni,
torf zostawia na języku ciemny posmak deszczu.
Mewa rozcina powietrze tak cienko, że przez chwilę
widać kolor wiatru.
Jem rybę z gazety. Litery przechodzą na opuszki palców.
Nie wszystkie zdania potrafię odczytać. Pamięć
zachowuje się jak mech. Nie wybiera ruin.
Szuka miejsca, które dłużej zatrzymuje wilgoć.
Dlatego pamiętam zieloność kamieni,
a nie nazwiska. Nazwiska potrafią odpłynąć.
Kamień zostaje pod skórą. Kiedy pytają,
dlaczego jestem łagodna, cofam dłoń,
jak ostrygojad, który zna przypływ
lepiej niż człowieka. Nie każde dojście
prowadzi do brzegu. Niektóre uczą tylko,
jak stawiać stopy obok cudzego cienia.
I wtedy
szum przestaje należeć do oceanu.
Przechodzi przez ciało jak cienka niebieska żyła,
która nie szuka serca. Wystarcza jej kierunek.
z serii o kolorach

Mewa i kolor wiatru, litery na opuszkach, pamięć jak mech ...lubię wybierać z wierszy ulubione drobiazgi:-)
OdpowiedzUsuńCieszę się ogromnie :P
UsuńPiękny, i tak, czuć te inne emocje, ale wiesz, wiesz jak Twoje wiersze czytam, jak rozumiem i to co z nich we mnie zostaje, też znasz.
OdpowiedzUsuńDobrze, że bierzesz z nich coś dla siebie :*
UsuńCzasem warto odłożyć pisanie na boczny tor, żeby potem uderzyło z taką siłą...
OdpowiedzUsuńDystans zawsze sprzyja tworzeniu...
UsuńJa porzuciłam nawet zamysł.
OdpowiedzUsuńM
Przytulam :*
Usuń