I nagle zrobiło się pochmurno. Sophie jest jeszcze ze mną tylko kilka dni. Od przyszłego tygodnia zaczyna summer camp, żeby jakoś dociągnąć do początku roku szkolnego. Rano wskoczyła do mojego łóżka jak tygrys, a może jakiś inny dziki kot, i od razu opowiedziała mi swój sen. A kiedy zaczynają się jej śnić koleżanki i koledzy z klasy, to wiadomo, lato się zwija. Sophie czyta chętnie, ale... niestety wyłącznie po angielsku. Ma swoje ulubione serie, z córką regularnie chodzą do biblioteki, pochłania wszystko i widać jej zapał, pasję. Z polskim, mimo że przejrzałyśmy razem Elementarz Falskiego, który kiedyś przysłała mi mama, nie chce się zaprzyjaźnić, powiedziała, że przeczytała rozumie, ale już nie chce. Kiedy byłyśmy w Polsce, czytała mimochodem reklamy i napisy. Gdy chciała wyszukać film, literka po literce składała polskie tytuły. W sklepach, kiedy czegoś bardzo pragnęła, albo w kawiarniach i restauracjach, nie pomagałam jej. Musiała sama odczytać, wybrać, poradzić sobie. I radziła, byłam z niej dumna. Któregoś dnia moja kosmiczna siostra przysłała Sophie paczkę. W środku była książka Lis z Martwego Lasu Aubrey Hartman. Pomyślałam wtedy tylko: jaka piękna okładka i ta purpura tyryjska, wielbię nieustająco. Spakowałam książkę do kartonu, który kilka dni temu w końcu dotarł do domu. Kiedy więc Sophie odpaliła się z porannym snem, pomyślałam, że najlepiej zacząć dzień od czytania. Tym bardziej, że zachwyt nad ilustracjami wcale mi nie przechodził, czułam go z tyłu głowy. Czytamy stronę tytułową, dedykację. Nagle Sophie dotyka mojego policzka i pyta:
– A to jest moja prawdziwa ciocia?
– Urodziłyśmy się tego samego dnia i tego samego miesiąca. Gdyby spojrzeć na to trochę bardziej kosmicznie... to tak. Dlaczego nie?
– Fajnie.
Przechodzimy więc dalej. Czytamy razem:
Lis z Martwego Lasu. Aubrey Hartman. Przełożył Adam Pluszka.
I wtedy wypaliłam:
– Świetnie! Znam tego tłumacza. Jest prześwietny.
Emocje rozlały mi się po całym człowieku, a Sophie całkiem poważnie zapytała:
– To twój kolega, babuniu?
– Nie jest moim kolegą, ale bardzo go cenię.
I tu wszystko się rozkręciło. Skoro nieciocia może być ciocią, to niekolega chyba też może być kolegą.
W końcu zapytałam, czy zaczyna czytać, czy ja. Zaczęła. I szło jej świetnie. Po kilku stronach oddała mi jednak książkę.
– Bo ty tak fajnie zmieniasz głos, babciu.
No i weszłyśmy do Martwego Lasu. Na spotkanie z Bazylem....
Autor oryginału: Aubrey Hartman
tytuł oryginalny: The Undead Fox of Deadwood Forest
Przekład z języka angielskiego: Adam Pluszka
Ilustracje: Marcin Minor
Wydawca: Wydawnictwo Kropka
2025 r.

Piękna okładka, książka chyba gdzieś mi mignęła.
OdpowiedzUsuńMój wnuk też uwielbia czytanie, ale sam jeszcze nie czyta.
Lubi tez opowieści, ostatnio musiałam wymyślać na nowo legendę o Popielu, prosił o coraz dłuższe historie,...
Jest dzieckiem bardzo wrażliwym zmieniam więc nieco treść niektórych bajek.
Macie z Sophie świetną relację!
Tak, mamy i to takie przyjemne jest i inne niż z własnym dzieckiem. Ty to wiesz :) dobrze być babcią, i czytać dziecku książki, bo przyjdzie czas, że to zaprocentuje.
Usuńno gdzie mój komentarz jest?
OdpowiedzUsuńpurpura tyryjska, och jak to brzmi pęknie :-)
Usuńi od razu słychać, że stoi za tym kawał historii. oraz tez uwielbiam ten kolor zarezerwowany dla władców :-)
Margo dziecię jest dwujęzyczne. czy jeszcze nie/
Uwielbiałam czytać na głos maluchom w bibliotece.
Nooo na szczęście drugi komantarz nie zniknął, sprawdziłam i do moderowania nic Twojego nie wpadło. Dziecię nawet trójjęzyczne, a jeszcze uczy się innych języków, ale to bardziej w zabawie i podyktowane nagłymi kaprysami, taki mamy klimat.
Usuń