Mój wiersz O rozmowach trafił do antologii pokonkursowej jako wyróżnienie/pocieszenie w finale XXXI Konkursu Poetyckiego O Złote Pióro Sopotu, temat: W stronę tradycji - to, co dla mnie najważniejsze. To kolejna informacja zwrotna na temat mojego miejsca w konkursowym obiegu. Przyznaję, że tym razem dałam się skusić. Nagrodzie. W końcu chodziło o Złote Pióro. Perspektywa zdobycia pióra okazała się skuteczniejsza niż rozsądek. Wstyd mi. Kupiłam sobie wczoraj na pocieszenie farbki, stalówki i biały tusz. Konkursy są z natury subiektywne, wiadomo. Każde jury buduje własną hierarchię wartości, estetyk i oczekiwań. Dlatego traktuję ten wynik po prostu jako fakt. To mi przypomniało, że konkurs nie jest ani wyrocznią, ani miarą jakości pisania. Jest jedynie chwilową oceną dokonaną przez kilka osób w konkretnym czasie. Dlatego tak, pióra nie ma. Wiersz zostaje i tyle tego.
O rozmowach
Zaczynają się w miejscu, gdzie język traci przyczepność,
jakby ktoś przesunął interpunkcję o pół oddechu za daleko
i teraz każde zdanie kończy się nie tam, gdzie trzeba,
tylko w gardle, w tym małym zaciśnięciu,
które udaje pamięć, a jest już tylko jej atrapą.
Nie wiem, jak oznaczyć ten moment. Powinien istnieć znak
dla rzeczy, które się nie wydarzyły, a jednak zostawiły ślad
cięższy niż ciało, coś pomiędzy pauzą a pęknięciem,
tradycją a jej wymazaniem gumką, która brudzi bardziej niż atrament.
Myślę o lesie, nie jako o miejscu, ale o błędzie w zapisie świata,
jakby ktoś zamiast trwanie wpisał zużycie i nie poprawił,
by wyglądało wystarczająco prawdziwie.
W podziemnych korytarzach, gdzie światło gaśnie bez świadków,
coś się jeszcze przesuwa, nie dźwięk, raczej jego cień,
jak odbitka dłoni na ścianie, która nie pamięta, do kogo należała.
Badam te kłody w ustach. To jeszcze język, czy już tylko archiwum ciszy?
Czy tradycja polega na tym, że uczymy się milczeć w odpowiednich momentach,
a potem przekazujemy to dalej, jak rodzinny przepis na przetrwanie?
Z martwego ciała wyrasta coś, co udaje sens, może drzewo,
a może tylko jego projekt, rozrysowany w powietrzu,
które nie chce już oddychać, bo pamięta zbyt wiele.
Zwierzęta nie potrzebują tej konstrukcji. Ich rytm nie zna ironii,
nie zna też historii, dlatego są bliżej początku. A my,
bliżej wersji roboczej końca, tej, której nikt nie chce opublikować.
Mówię, że krzyczą, ale to tylko moje tłumaczenie,
niedokładne, jak każde słowo, które próbuje udawać doświadczenie,
a jest tylko jego cieniem, lekko przesuniętym w stronę wygody.
Oni patrzą przez coś, co nie jest już szybą, raczej filtrem,
przez który świat wygląda jak źle wywołane zdjęcie.
Za dużo bieli, za mało ciała.
Pytam, co zrobiliśmy z ich obecnością, ale pytanie
rozpada się w trakcie, jakby nie było gotowe na odpowiedź,
jakby tradycja polegała właśnie na tym, na niedokończonych zdaniach,
które brzmią wystarczająco poważnie, żeby je zostawić.
Może jednak nigdy nie krzyczeli, może to my
potrzebowaliśmy tego dźwięku, żeby mieć co zapamiętać.
Idę dalej. Piasek pod stopami zachowuje się poprawnie,
nie protestuje, nie zapisuje ciężaru, jakby wiedział,
że pamięć to luksus, na który nie stać materii.
Nie potrafię oddychać w tej składni, gdzie każde zdanie wie więcej
niż powinno, a mimo to kończy się banalnie, jak rozmowa przy stole.
Nikt nie mówi o tym, co najważniejsze, bo to już zostało ustalone
dawno temu i nie wypada tam wracać.
Świat nie wygra, to zdanie brzmi dobrze, ma odpowiednią wagę,
można je powiesić na ścianie obok innych przekonań,
które niczego nie zmieniły.
To nasza ostatnia próba znaczenia, nie bitwa, to słowo
jest zbyt teatralne, raczej poprawka, dopisek na marginesie,
gdzie ktoś próbuje jeszcze raz, tym razem wolniej,
tym razem szczerze.
Ziemia nie potrzebuje naszych wersji.
Ona nie czyta.
Ona przechowuje.
I może właśnie dlatego rozmowy ze zmarłymi nigdy się nie kończą,
bo nie ma już komu powiedzieć, że wszystko, co miało być przekazane,
zostało zapisane w niewłaściwym miejscu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.