Zdjęcie wydaje mi się adekwatne. Piękno folkloru. To może być wprowadzeniem, do dłuższego tekstu.
Milczę. A dlatego, że wszystko, co napiszę wydaje mi się zbyt miałkie. Mam wrażenie, że utknęłam, mimo świadomości, że trochę się w tym wszystkim orientuję (poezja). Ostatnio czytałam różne takie i znalazłam się zbyt blisko kiczu. Patrzę na wiersze, które obwołano ważnymi, odważnymi, przełomowymi, i coraz częściej nie wiem, czy zgubiłam język, czy może język zgubił siebie. Widzę drobnostki napompowane do rozmiarów objawienia. Czytam banał, który dostał etykietę czułości. I oczywistość, która po kilku łzach i trzech złamaniach wersu zostaje ogłoszona odkryciem. Przyszła do mnie taka myśl, od kiedy zaczęliśmy nagradzać nie tekst, lecz jego intencję?! Ale później słucham pewnych audycji i myślę, no tak, kazanie, idealnie to wszystko wpisuje się w kontekst. Jestem za różnorodnością, tak często to ostatnio powtarzam, że chyba powinnam jednak stanąć w kontrze. Nie oczekuję, że wszyscy będą pisać tak jak ja, bo to dopiero byłaby nuda, ani że literatura ma spełniać moje oczekiwania, bo od tego mam ulubionych autorów. Coraz częściej też myślę, że się nie znam. Być może jestem niewystarczająco współczesna albo zbyt awangardowa. Ale jako czytelniczka czuję się zwyczajnie oszukiwana. Sprzedaje mi się produkt opakowany w wielkie słowa: wrażliwość, kobiecość, trauma, ciało, dziewczyńskość. Otwieram opakowanie i znajduję watę. Dużo waty. Tak miękkiej, że nie zostawia po sobie śladu. Zastanawiam się, serio lubicie pretensjonalność? To przecież jest śmiertelnie nudne. Nie dlatego, że sięga wysoko. Dlatego, że najczęściej nie ma dokąd sięgać. To przerost tonu nad myślą. Dekoracji nad konstrukcją. Można pisać subtelnie o dziewczyńskości, czułości, macierzyństwie, starzeniu się, kwiatach, kotach i koronkach. Ale subtelność nie jest zwolnieniem z myślenia. I tak mi tutaj wychodzi, że estetyka zastępuje literaturę. Wystarczy odpowiedni odcień nostalgii. Trochę wiatraczków, porcelanowych lalek. Kilka gałązek suszonych traw. Babcine wspomnienie. Dziewczynka patrząca przez okno. Księżyc. Herbata. Cisza. I już można ogłaszać wielką poezję. Jakby rekwizyty miały wykonać pracę za język. Kopia kopii. A język? Język siedzi w kącie i udaje, że wszystko jest w porządku. Nie ryzykuje. Nie zaskakuje. Nie stawia oporu. Jest gładki bez zadrapań i temperatury. Nie ma tej jednej frazy, która zostaje pod skórą na tydzień. A przecież można być wzruszającym bez szantażowania wzruszeniem. Ta pochwała pensjonarskiej egzaltacji, to jednak budowanie i popieranie estetyki przeciętności. Jakby wystarczyło mówić cicho, łagodnie i z odpowiednio spuszczonym wzrokiem. Jakby szczerość zwalniała z odpowiedzialności za zdanie, a emocja miała automatycznie zastępować formę. Siedzę więc z zasznurowanymi ustami i zastanawiam się, czy naprawdę jestem niewrażliwa, czy może po prostu oczekuję od literatury trochę więcej niż potwierdzenia tego, co już wiem. Chciałabym, żeby mnie poruszyła. Rozdrażniła. Rozśmieszyła. Zmusiła do zmiany zdania. Zamiast tego dostaję teksty, które są jak letnia herbata. Liczy się wszystko grzeczne, odpowiednio ułożone. Pantofelki. Rajstopki. Sukieneczka. Włos przyklejony lakierem do poprawności. Nawet bunt wygląda, jakby wcześniej został zaakceptowany przez komisję estetyczną. Nawet odwaga ma regulamin. I właśnie dlatego kicz wygrywa. Nie ten jarmarczny, który przynajmniej ma odwagę być przesadny. Ten znacznie groźniejszy. Kicz udający literaturę. Kicz, który nauczył się akademickiego słownika, chodzi na festiwale, mówi o wrażliwości i doskonale wie, jak nie urazić nikogo poza językiem. A przecież literatura nie jest od tego, żeby wyglądała. Jest od tego, żeby działała. Żeby zostawiała ślad. Czasami była niewygodna, nieelegancka, zadziorna, nawet nieprzyjemna. Bo jeśli po lekturze zostaje mi tylko przekonanie, że wszystko było bardzo ładne, to znaczy, że najprawdopodobniej nic się nie wydarzyło.

ładnie powiedziane - pisanie ma szarpnąć jakieś uczucia, a nie zostawić myśl, że jest ładnie, czy nawet fajnie.
OdpowiedzUsuńNo sam zauważyłeś, że ładnie. :P
UsuńSzczerość czy emocje nie zwalniają z odpowiedzialności za formę, a literatura, która nie stawia oporu i jest tylko ładna, po prostu przestaje działać. Staje się tylko letnią herbatą.
OdpowiedzUsuńWłaśnie.
UsuńTak, po stokroć tak się czasem czuję. Oszukana. Słowo ma intrygować, wciągać i zmuszać do myślenia i szukania międzywiersza. Boli mnie literalne odbieranie świata i podawanie na tacy treści, fabuły, intrygi. I zupełnie nieważne, czy to w literaturze z wysokiej, czy niskiej półki. Ogólnie, życiowo, w każdym aspekcie. Często mój zachwyt objawia się milczeniem. Ale wnętrze galopuje po wątkach i odkrywa, śledzi, szuka. Dlaczego staliśmy się gatunkiem dążącym do totalnej łatwizny?
OdpowiedzUsuńMuszę się nauczyć milczeć, łatwizna chyba zawsze trafiała do mas. Kisses kochana.
UsuńCzytałam już w aucie w drodze do domu, ale nie lubię odpisywać na kolanie.
OdpowiedzUsuńMam podobne podejście do literatury, lubię gdy zadziwia, edukuje, zostawia w zamyśleniu, daje cos nowego do przeżycia, zajmuje myśli na długo. Nie boje się przyznać, że cos mnie nudzi lub rozczarowuje, nawet gdy krytycy chwalą.
Najtrudniej , gdy znajoma osoba prosi o recenzję, a nie chcesz zrobić przykrości.
Wszystko jednak znajduje czytelników, puszczam więc dalej...
Tak, tak, ale jak się tak wygadam, schodzi ze mnie coś czego w sobie nie lubię, wulkan niechęci, rozczarowania ludźmi i takie tam. Poza tym, dlaczego nie. Skoro jest pochwała może być szpileczka :* ktoś te balon przecież może pyknąć.
UsuńCo to za region Polski z tak pięknym folklorem? 🙂
OdpowiedzUsuńCo do części dalszej, to... nie wiem, ale się wypowiem 😉 Na poezji się za bardzo nie znam, już Ci kiedyś napisałam, ale czytam co piszesz i są fragmenty, które w jakiś sposób mi się podobają. Za to beletrystyka... no tej przerabiam trochę więcej i dzięki, że tak ładnie to opisałaś, wyraziłaś słowami to co od długiego czasu jakoś podświadomie czuję 🙂 Czasami odnoszę wrażenie, że autor narzuca mi co i w jakich momentach książki mam czuć, co myśleć, nie tym o czym pisze, tylko stylem jaki wybiera. Ale może też jest tak, że nagle bardzo wiele osób uwierzyło w to, że ma coś ważnego czy ciekawego do powiedzenia, a jeśli nie ma, to załata braki kopiując to, co akurat się dobrze sprzedaje?...
Aśka, poł biedy, gdy piszą, bo tak czują, ale żeby jeszcze język i przygotowanie merytoryczne dorównywało chęci pisania...
Usuńuch kurwa jak ja się z Tobą zgadzam :-) w kwestii teatru jest identycznie...ale jade w sierpniu na festiwal, za którym tęskniłam i zobaczę na własne oczy co sie dzieje w temacie. Według mnie zabija nas poprawność, i takie uśrednienie wszystkiego, uładzenie, ulizanie, świat wylizany... że wszyscy mają równy dostęp i powinni równo reagować i powinni trzymać emocje na wodzy...no zawsze były festiwale dla wywrotowców, i obrzeża sztuki. ale to jest jak napisałaś awangarda. ale co gdy awangarda tez upupiona ?
OdpowiedzUsuńWalić to wszystko, tylko tyle mam teraz w głowie, bo znowu weszłam w przestrzenie internetu, które nie są dla mnie i zbierałam pół dnia szczękę z podlogi.
Usuń