sobota, 27 czerwca 2026

Bambuko robi w bambuko

 


Zdjęcie wydaje mi się adekwatne. Piękno folkloru. To może być wprowadzeniem, do dłuższego tekstu. 

Milczę. A dlatego, że wszystko, co napiszę wydaje mi się zbyt miałkie. Mam wrażenie, że utknęłam, mimo świadomości, że trochę się w tym wszystkim orientuję (poezja). Ostatnio czytałam różne takie i znalazłam się zbyt blisko kiczu. Patrzę na wiersze, które obwołano ważnymi, odważnymi, przełomowymi, i coraz częściej nie wiem, czy zgubiłam język, czy może język zgubił siebie. Widzę drobnostki napompowane do rozmiarów objawienia. Czytam banał, który dostał etykietę czułości. I oczywistość, która po kilku łzach i trzech złamaniach wersu zostaje ogłoszona odkryciem. Przyszła do mnie taka myśl, od kiedy zaczęliśmy nagradzać nie tekst, lecz jego intencję?! Ale później słucham pewnych audycji i myślę, no tak, kazanie, idealnie to wszystko wpisuje się w kontekst. Jestem za różnorodnością, tak często to ostatnio powtarzam, że chyba powinnam jednak stanąć w kontrze. Nie oczekuję, że wszyscy będą pisać tak jak ja, bo to dopiero byłaby nuda, ani że literatura ma spełniać moje oczekiwania, bo od tego mam ulubionych autorów. Coraz częściej też myślę, że się nie znam. Być może jestem niewystarczająco współczesna albo zbyt awangardowa. Ale jako czytelniczka czuję się zwyczajnie oszukiwana. Sprzedaje mi się produkt opakowany w wielkie słowa: wrażliwość, kobiecość, trauma, ciało, dziewczyńskość. Otwieram opakowanie i znajduję watę. Dużo waty. Tak miękkiej, że nie zostawia po sobie śladu. Zastanawiam się, serio lubicie pretensjonalność? To przecież jest śmiertelnie nudne. Nie dlatego, że sięga wysoko. Dlatego, że najczęściej nie ma dokąd sięgać. To przerost tonu nad myślą. Dekoracji nad konstrukcją. Można pisać subtelnie o dziewczyńskości, czułości, macierzyństwie, starzeniu się, kwiatach, kotach i koronkach. Ale subtelność nie jest zwolnieniem z myślenia. I tak mi tutaj wychodzi, że estetyka zastępuje literaturę. Wystarczy odpowiedni odcień nostalgii. Trochę wiatraczków, porcelanowych lalek. Kilka gałązek suszonych traw. Babcine wspomnienie. Dziewczynka patrząca przez okno. Księżyc. Herbata. Cisza. I już można ogłaszać wielką poezję. Jakby rekwizyty miały wykonać pracę za język. Kopia kopii. A język? Język siedzi w kącie i udaje, że wszystko jest w porządku. Nie ryzykuje. Nie zaskakuje. Nie stawia oporu. Jest gładki bez zadrapań i temperatury. Nie ma tej jednej frazy, która zostaje pod skórą na tydzień. A przecież można być wzruszającym bez szantażowania wzruszeniem. Ta pochwała pensjonarskiej egzaltacji, to jednak budowanie i popieranie estetyki przeciętności. Jakby wystarczyło mówić cicho, łagodnie i z odpowiednio spuszczonym wzrokiem. Jakby szczerość zwalniała z odpowiedzialności za zdanie, a emocja miała automatycznie zastępować formę. Siedzę więc z zasznurowanymi ustami i zastanawiam się, czy naprawdę jestem niewrażliwa, czy może po prostu oczekuję od literatury trochę więcej niż potwierdzenia tego, co już wiem. Chciałabym, żeby mnie poruszyła. Rozdrażniła. Rozśmieszyła. Zmusiła do zmiany zdania. Zamiast tego dostaję teksty, które są jak letnia herbata. Liczy się wszystko grzeczne, odpowiednio ułożone. Pantofelki. Rajstopki. Sukieneczka. Włos przyklejony lakierem do poprawności. Nawet bunt wygląda, jakby wcześniej został zaakceptowany przez komisję estetyczną. Nawet odwaga ma regulamin. I właśnie dlatego kicz wygrywa. Nie ten jarmarczny, który przynajmniej ma odwagę być przesadny. Ten znacznie groźniejszy. Kicz udający literaturę. Kicz, który nauczył się akademickiego słownika, chodzi na festiwale, mówi o wrażliwości i doskonale wie, jak nie urazić nikogo poza językiem. A przecież literatura nie jest od tego, żeby wyglądała. Jest od tego, żeby działała. Żeby zostawiała ślad. Czasami była niewygodna, nieelegancka, zadziorna, nawet nieprzyjemna. Bo jeśli po lekturze zostaje mi tylko przekonanie, że wszystko było bardzo ładne, to znaczy, że najprawdopodobniej nic się nie wydarzyło.

3 komentarze:

  1. ładnie powiedziane - pisanie ma szarpnąć jakieś uczucia, a nie zostawić myśl, że jest ładnie, czy nawet fajnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerość czy emocje nie zwalniają z odpowiedzialności za formę, a literatura, która nie stawia oporu i jest tylko ładna, po prostu przestaje działać. Staje się tylko letnią herbatą.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, po stokroć tak się czasem czuję. Oszukana. Słowo ma intrygować, wciągać i zmuszać do myślenia i szukania międzywiersza. Boli mnie literalne odbieranie świata i podawanie na tacy treści, fabuły, intrygi. I zupełnie nieważne, czy to w literaturze z wysokiej, czy niskiej półki. Ogólnie, życiowo, w każdym aspekcie. Często mój zachwyt objawia się milczeniem. Ale wnętrze galopuje po wątkach i odkrywa, śledzi, szuka. Dlaczego staliśmy się gatunkiem dążącym do totalnej łatwizny?

    OdpowiedzUsuń

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.