Mieszasz herbatę łyżeczką obtłuczoną o zlew,
udaję, że nie słyszę wiadomości sączących się z kuchennego radia
jak rdza z czerwonego neonu.
Pewnego dnia będziemy jeszcze bardziej zmęczeni.
Usiądziemy obok siebie jak dwie próbki magenty
wyblakłe od słońca w drukarni.
Powiesz: ciszej,
i poprawisz mi kołnierz,
jakby świat dało się uratować
tym jednym gestem.
Na parapecie zwiędnie bazylia.
Autobus przejedzie obok naszego domu
tak wolno,
jakby wiózł wszystkich ludzi, których baliśmy się stracić.
A potem zasnę przy tobie
lekko,
jak rachunek schowany do książki,
której nigdy nie oddaliśmy do biblioteki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.