ale nie było. Było wręcz niejasne,
jak noc na przełomie, kiedy ktoś zdmuchuje
resztki światła z ust, a ono się nie daje.
I zostaje w powietrzu sztuczny ślad oddechu, migotanie.
Celtycka wiosna, tylko że nie. Coś żarzyło się pod skórą,
Wszystkie obnażone gesty, słowa jak kartki,
zbyt lekkie, by coś ważyć, zbyt ciężkie,
by ich nie rzucić. Taki węzeł, co pęka zanim go ktoś zawiąże.
Nie, no wiesz, to się nie klei, powiedział, a ja,
wbrew logice, widziałam wszystko w ciągłym ruchu.
Sznury, węzły, nitki jakbyś wędrował po śladach,
które nigdy nie były twoje. Zawsze gdzieś obok,
zawsze na marginesie. Pamiętasz margines?
Ten biały cień co zostawia papier, kiedy światło się nie patrzy?
To wszystko nie było o nim, nie było o mnie.
Nie było o węzłach, on je przecinał, bo nie potrafił wiązać.
Było o słońcu. Wbijało się w szyby, niewybaczalnie
na zawsze. Było o zwykłości. Stawia mur,
niewidzialny i taki solidny, jakby nigdy nie istniał.
Siedzę teraz na krze, ona płynie gdzieś tam,
może do ciebie. Może do nikogo.
I może się roztopi zanim odnajdzie brzeg.
Może to lepiej. Może to było wszystko, co mogłam obiecać.
A kiedy słowa płynęły przez powietrze z ust,
już nikt nie słuchał, pozostałości światła
rozpraszały się na zakurzonej podłodze,
I coś się niosło, czego nie rozumiał nikt,
na pewno nie on, ani ja.
Rzucane petardy w podwórkach,
a potem tylko cisza, bo ktoś zdmuchnął światło,
bo ktoś powiedział, że to już czas.
I matka. Miała w torbie wszystko, co najgorsze:
zasmarkane chusteczki, wspomnienia,
pośpieszne oddechy dzieci,
strzelały w poezję, jak w tarcze,
nie wiedząc, że ranią.
Koło moich rodziców też ktoś rzucał petardy.
Leciały też słowa. Głupie, takie. Zostawiały znaki
w powietrzu, w każdej fałdzie podłogi
w samym sercu dnia, tam, gdzie czas
przestawał mieć znaczenie.

Ciągle myślę gdzie czas przestaje mieć znaczenie. Bo to boli. Odbiera oddech i ścina krew. A słowa jakiekolwiek też się zatrzymują w bezdechu.
OdpowiedzUsuńPosyłam dobre myśli Ade :*
UsuńCzas chyba pozornie przestaje mieć znaczenie, to my zmieniamy perspektywę lub ktoś zmienia nam życie.
OdpowiedzUsuńCisza potrafi być kojąca, ale potrafi też przerażać...
Zależy od okoliczności, cisza daje wytchnienie.
UsuńNawet jak się roztopi, to coś się działo kiedy płynęła i być może poruszyło siłę pozwalającą płynąć dalej.
OdpowiedzUsuń:)
UsuńMatka miała w torbie wszystko co najgorsze...
OdpowiedzUsuńDla mnie najlepsze: zasmarkane chusteczki i oddechy dzieci.
Ciekawe z tym czasem, czytam sobie ostatnio, że czas jest jedną z zasad rzeczywistości, przed ktorymi matka chroni nowonarodzone dziecko i pozwala mu ignorować czas. Do czasu.
Innyglos
Tak paradoksalnie, to wszystko jest 'do czasu'. :)
UsuńJeśli o ciszę chodzi, jestem nienasycony. Może dlatego, że pracuję z ludźmi? Lubię ludzi, lubię rozmowy, lubię ruch, śmiech, ale po przekroczeniu pięćdziesiątki cenię ciszę ogromnie. Nawet Bacha sobie dawkuję, bo cisza jest moją najbardziej ulubioną muzyką.
OdpowiedzUsuńCzuję podobnie. I tak, nawet ulubioną muzykę ostatnio dozuję. :)
UsuńPoruszyły mnie te nieoczywiste obrazy i cisza obecna między słowami... Jak echo rozmowy, która dawno się skończyła, ale nadal drży w powietrzu.
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
Usuń