poniedziałek, 18 maja 2026

Irysy

 



Byłam gdzie indziej.
Pomiędzy godzinami do oddania tekstów i kubkami niedopitej kawy.
Ciało chorowało, świat robił swoje.

I nagle otworzyły się czarne irysy.
Ciemne, dokładne.
Wychodzę do nich kilka razy dziennie, jakby mogły coś sprawdzić we mnie albo uspokoić rytm dnia.
Mówię do męża: patrz, moje piękne dzieci.
Śmieje się tym swoim spokojnym śmiechem, który niczego nie podważa.

Nie potrafię myśleć o nich inaczej.
Przywiązanie też jest formą wiedzy.
Nie trzeba tego tłumaczyć.







1 komentarz:

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.