Byłam gdzie indziej.
Pomiędzy godzinami do oddania tekstów i kubkami niedopitej kawy.
Ciało chorowało, świat robił swoje.
I nagle otworzyły się czarne irysy.
Ciemne, dokładne.
Wychodzę do nich kilka razy dziennie, jakby mogły coś sprawdzić we mnie albo uspokoić rytm dnia.
Mówię do męża: patrz, moje piękne dzieci.
Śmieje się tym swoim spokojnym śmiechem, który niczego nie podważa.
Nie potrafię myśleć o nich inaczej.
Przywiązanie też jest formą wiedzy.
Nie trzeba tego tłumaczyć.






czyli tekst oddany?
OdpowiedzUsuń