wtorek, 14 kwietnia 2026

O rodzicach

 



Świat jest bezlitosny. I prędzej czy później zaczyna egzekwować wszystko to, co dzieje się jakby obok logiki. Przyglądam się otoczeniu i mam wrażenie, że rzeczywistość przestała być układem zależności, a stała się czymś elastycznym, co można dowolnie naginać, aż w końcu pęka, tylko że pęknięcie zawsze przychodzi za późno, żeby jeszcze coś zrozumieć. Chłopak na elektrycznej hulajnodze, jadący pod prąd prosto pod koła naszego samochodu, nie wyglądał na kogoś, kto ryzykuje. Wyglądał raczej na kogoś, kto w ogóle nie widzi związku pomiędzy ruchem a skutkiem. Jakby prędkość była tylko wrażeniem, a nie siłą. Jakby ciało było czymś odłączonym od konsekwencji. Kask? Zbędny szczegół. Przepisy? Coś, co istnieje dla innych, nie dla niego. I to nie jest już bunt, który ma w sobie choć cień świadomości. To jest raczej pustka, brak elementarnego rozumienia świata jako miejsca,w którym żyjemy.

Coraz częściej widzę dzieciaki stojące na krawężnikach, zaczepiające nas, kiedy jedziemy autem, wykonujące gesty pełne pogardy, jakby agresja była ich pierwszym językiem. I kiedy próbujesz zareagować, nie spotykasz się z zawstydzeniem ani nawet z ignorancją, tylko z natychmiastowym, ostrym odbiciem. Jakby ktoś ich nauczył, że każda uwaga jest atakiem, który trzeba odeprzeć. Nie ma tam przestrzeni na refleksję, na chwilę zatrzymania. Jest tylko reakcja. A gdzieś są rodzice? Nasuwa się oczywiste pytanie. Są, ale nieobecni, nie dlatego, że ich fizycznie nie ma, tylko dlatego, że wycofali się z odpowiedzialności. Usprawiedliwiają wszystko prostym to dobre dzieci, jakby dobro było stanem domyślnym, który nie wymaga żadnej pracy, żadnych granic. Jakby wychowanie polegało na deklaracji, a nie na codziennym, często niewygodnym byciu obecnym. Mam wrażenie, że wielu z nich bardziej boi się konfliktu z własnym dzieckiem niż tego, co to dziecko może zrobić nam albo sobie. To nie jest już kwestia pojedynczych incydentów. To jest rozlewanie się pewnego sposobu myślenia, w którym znika odpowiedzialność, a wraz z nią zdolność przewidywania. Brak racjonalności nie przychodzi nagle, to narasta w drobnych zgodach: na brak kasku, na ignorowanie zasad, na agresję, która przecież nic nie znaczy. A później okazuje się, że znaczy wszystko. Najbardziej niepokojące jest to, że ta bezmyślność jest spokojna, prawie niewidoczna. Nie krzyczy, nie ogłasza się. Po prostu działa w codziennych sytuacjach, na ulicach, chodnikach, w tych krótkich momentach, kiedy ktoś podejmuje decyzję i nawet nie zdaje sobie sprawy, że to była decyzja. I wtedy niewiele można zrobić, bo reagujesz już na coś, co zostało ukształtowane dużo wcześniej w domach, milczeniu, w wygodnym przekonaniu, że nic się nie stanie. A przecież świat nie działa na takich zasadach. No i jest poważny wypadek, zrzutka i błaganie o wpłaty na leczenie, rehabilitację.

12 komentarzy:

  1. Wielu rodziców nie wycofuje się ,a wręcz przyłącza do agresji młodych. Byłam świadkiem takich sytuacji w szkole. Rodzice, dziadkowie, dalsi krewni włączali się w ataki dzieciaków na siebie wzajemnie, dołączali do hejtu w Internecie, dochodziło do rękoczynów.
    Kiedyś wystarczyły negocjacje z wychowawcą, podanie ręki, zwrot za zbite okulary, teraz nauczyciela straszy się kuratorium, rodzica kolegi sądem. Żadnych refleksji, czysta siła i walka o przewagę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutne to wszystko. Ale też, jak widzisz, ludzi takie tematy nie interesują, dziecko? Wychowanie? Rodzice pochylają się nad problemem, kiedy dostają telefon ze szpitala, albo z policji.

      Usuń
    2. Niektórzy wręcz wyznają zasadę, że nakarmić i ubrać, to wystarczające obowiązki...
      Na szczęście znam wielu wspaniałych rodziców i fantastyczne dzieciaki.

      Usuń
    3. Tak, tak, są też rodzice obecni i wspierający, mam nadzieję, że ten proces pozostawiania dzieci samych sobie się odwróci.

      Usuń
  2. Po pierwsze, ferrumoria bardzo mi się podoba. Po drugie, widzę podobieństwa pomiędzy T a dzieciakami beż kasku na skuterach pod prad: to jest to samo zaprzeczanie rzeczywistości. Tylko, że T nic sie nie stanie, bo ma miliardową poduszkę powietrzna.
    Z dziećmi i rodzicami nie wiem czy jest gorzej. Jest jakby bardziej na wierzchu. Może chodzi o to, że kiedyś system był bardziej opresyjny (w Pl I Irl) to się bali? Ale ludzie generalnie mniej się dziećmi zajmowali. Może to wychowanie było bardziej uzewnetrznione - nawet sasiadka mogła zwrócić uwagę?
    Innyglos

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj sąsiadka za zwrócenie uwagi może mieć problemy, więc większość grzecznie odwraca wzrok. W minionym roku zwróciłam nastolatkom uwagę, by nie leżeli na masce samochodu sąsiada. Rodzice tych chłopców mieli do mnie pretensje, bo nie powinnam im zwracać uwagi, bo to są grzeczne dzieci. Te same dzieci później wystawały pod moim oknem i udawały, że się masturbują z tym swoistym zakończeniem rozpraszającym się w powietrzu. Obrzydliwość. Aaaa to Ci sami chłopcy, którzy łamali gałęzie klonu, który rośnie przy naszym domu. A rodzice cieszyli się, że potrafią skutecznie odłamywać gałęzie. Taaaaaka duma.

      Usuń
    2. No wlasnie, teraz nie ma wspólnoty i wspólnego wychowania dzieci. Współczuję sasiadow, ja dobrze trafiłam- a dzielnica nie cieszy się dobra sławą. Sąsiad z boku ma nasze klucze (a my jego jak pojechał do Tajlandii), z drugiego boku przyniósł nam kiazeczki dla córki, a handlarz dragami z naprzeciwka (nie żartuje! ) naprawia nam rowery🫢
      Innyglos

      Usuń
    3. I takich sąsiadów rozumiem :P i dziękuję za opinię o ferrumorium :) układa się :P

      Usuń
  3. pęknięcie i złamanie to już jest w zasadzie po pticach, katastrofa, czasem nieodwracalna...ja też mam wrażenie, że naginamy i naginamy i do połamania. absurdy i Was dotyczą, jak mniemam, bo pewne nader absurdalne teorie przylazły ze zgniłego zachodu. Wychowanie bezstresowe, dla dziecka oczywiście, bo dla dorosłych to jest dopiero stres. jakby nie wystarczył szacunek. Szacunek.
    Ja sobie nie życzę, żeby dziecko mnie traktowało, jak kumpele, bo tak traktuje swoją matkę. oraz niemyślenie och niemyślenie, bo to też jest dla nich uwłaczające. wiesz Margo, sztuczna zastąpi w pierwszej kolejności takie typy i typiary, i wtedy się okaże, że są zbędni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem, póki co się przyglądam. U nas nie ma Gardy (policji) na ulicach, nie wychodzą z biura. Ludzie nie zatrzymują się przed przejsciem dla pieszych, to dlaczego mieliby wymagać, by ich dzieci przestrzegały innych reguł. No i jeżdżą na czerwonym, patolgia drogowa!

      Usuń
    2. za chwile i u nas tak będzie...że przed pasami sie nie zatrzymują...dopiero co weszła ustawa, że pieszy ma bezwzględne pierwszeństwo...a młodzi ludzie no cusz, są pancerni. i nieśmiertelni jak wiadomo. i durni jak wiadomo.
      Nie możesz zwrócić uwagi? doczytałam. ja nie wierzę w to co czytam. kiedy można zwrócić uwagę? gdy będą gwałcić twoją córkę? podpalać dom? zjebałabym jak burą sukę za łamanie klonu. i to obelżywy słowy i niech rodzice przyjdę.

      Usuń
    3. Nie możesz sobie na to pozwolić. W stronę domu znajomego młodzież rzucała petardy i inne 'piromańskie' rzeczy, a przecież nasze domy to w większości lekkie konstrukcje drewniane i łatwopalne. Zwrócił im uwagę, co tylko nasiliło agresywne zachowania ze strony dzieciaków, doszło nawet do przepychanek. W efekcie rodzice tych od petard założyli właścicielowi domu sprawę o rzekome nękanie ich dzieci.

      Usuń

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.