środa, 1 kwietnia 2026

O materiałach, bylejakości i takich tam




Od czasu do czasu ktoś mnie pyta, skąd biorę papier do malowania, jakby to było coś podejrzanego albo co najmniej ekstrawaganckiego. No więc: od producenta. Mój ulubiony ma biuro w Londynie i czasami, od informacji, że papier jest dostępny mam tylko kilka godzin na zamówienie i opłacenie rachunku, niestety szybko znika. I tak, papier powstaje poza Unią Europejską. Wybieram dokładnie ten jeden rodzaj, bawełnę o jakości, która od lat nie daje mi spokoju. To nie jest przypadek ani snobizm. To jest wybór narzędzia, które odpowiada na to, co chcę zrobić. Papier może wyglądać jak coś niepozornego, wręcz jak odpad z pracowni, ale kosztuje, ma prawo, wiadomo. Bo niesie ze sobą konkretne właściwości: chłonność, opór, pamięć śladu. Na nim pewne rzeczy po prostu się wydarzą, a na innym nie. To samo dotyczy farb, pędzli, tuszu i wszystkich mediów. Niektórych efektów nie da się osiągnąć byle czym. Nie da się zastąpić jakości kompromisem bez utraty tego, co w pracy najważniejsze. To nie jest kwestia luksusu, tylko precyzji. Nie, farbkami Sophie nie opędzę rysunku, tak samo, jak nie zrobię tego przypadkowym tuszem z marketu. Każde medium ma swoje miejsce i swój język. Po prostu potrzebuję takiego, który mówi dokładnie to, co chcę powiedzieć bez uproszczeń. Więc tak, wybieram świadomie. Przeważnie drogo, czasem z daleka i wbrew czyimś oczekiwaniom. Efekt nie jest negocjowalny. I naprawdę, kto mi zabroni.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.