Od dawna myślę o głupocie nie jak o braku inteligencji, ale jak o pewnej formie nieuwagi wobec świata. Nie mam na myśli pomyłek ani niewiedzy, te zdarzają się każdemu. Bardziej chodzi o moment, w którym ktoś świadomie nie chce zobaczyć czegoś, co dla mnie jest oczywiste i ważne. Czytam czasami różne teksty o tym, jak powstaje wrażenie głupoty, pewnie tutaj Innyglos potrafiłaby to ładnie ująć i nazwać. I prawdopodobnie napiszę to nieporadnie, ale spróbuję objaśnić mój punkt widzenia. W wielu tych tekstach/artykułach przeczytałam, że jest to konflikt perspektyw, każdy człowiek porządkuje świat według własnej hierarchii ważności. Coś, co dla mnie jest kluczowe, czyli dokładność, empatia, sposób mówienia o innych, stosunek do wiedzy, dla kogoś innego może być zupełnie marginalne. Wtedy zaczynamy się rozmijać. Zauważam, że szczególnie trudno znoszę głupotę w sprawach, które dotykają mojego poczucia sensu. Jeśli ktoś lekceważy coś, co dla mnie jest częścią świata i wartości, na przykład odpowiedzialność za słowo albo elementarną uważność wobec innych ludzi, reaguję dużo silniej, niż gdy chodzi o rzeczy błahe. Autorzy tekstów tłumaczą to dość prosto, ludzie filtrują rzeczywistość. Nasz umysł nie jest w stanie zajmować się wszystkim jednocześnie, więc skupiamy się na tym, co jest powiązane z naszym doświadczeniem i emocjami. Z tej perspektywy głupota często okazuje się nie tyle brakiem zdolności myślenia, ile brakiem zainteresowania danym fragmentem świata. A jednak trudno mi przyjąć to wyjaśnienie do końca spokojnie. Bo kiedy ktoś ignoruje coś, co dla mnie jest ważne, mam wrażenie, że nie chodzi już tylko o różnicę priorytetów. Czasem wygląda to tak, jakby człowiek nie chciał włączyć myślenia w miejscu, gdzie ono jest potrzebne. Zastanawiam się nad tym także dlatego, że wiem, iż każdy z nas bywa dla kogoś innego głupi. Każdy ma swoje ślepe pola, czy pomija obszary, które dla innych są oczywiste i znaczące. Może dlatego głupota jest w pewnym sensie zjawiskiem relacyjnym, pojawia się pomiędzy ludźmi, kiedy ich mapy świata przestają do siebie pasować. Mimo to mam w sobie przekonanie, pewnie naiwne, że istnieje jakiś minimalny poziom uważności wobec rzeczywistości. Taki, który polega na tym, że kiedy coś okazuje się ważne dla drugiego człowieka, próbujemy przynajmniej na chwilę zatrzymać się i zrozumieć dlaczego. Jeśli tego zatrzymania nie ma, zaczyna się coś, co ja właśnie nazywam głupotą. Nie dlatego, że ktoś ma za mało rozumu. Raczej dlatego, że nie chce go użyć tam, gdzie mógłby zobaczyć więcej niż tylko własny punkt widzenia.

mam wrażenie, że chodzi tu o komunikację wzajemną. jeśli ktoś różni się od Ciebie percepcją, potrzebami, czy sposobem bycia - nic ze znajomości nie będzie. blog i notki są doskonałym papierkiem lakmusowym. jeśli czytanie cudzego tekstu męczy Cię, rozprasza, zawiera te "głupoty", to może trzeba zwyczajnie odpuścić? nie da się przeczytać wszystkiego, nie da się z każdym zamienić choćby krótkiego zdania. lepiej skupić się na tych, z kim jest "po drodze".
OdpowiedzUsuńgorzej, gdy takie istoty spotykasz na płaszczyźnie zawodowej i nie da się ich uniknąć. ale dochodzenie do porozumienia wydaje się bardzo ciężką walką. jeśli nie dostrzegasz w rozmówcy cienia zainteresowania Tobą i Twoim rozumieniem rzeczywistości, to kontynuacja tego dialogu wydaje się zwykłą stratą czasu wiodącą ku otwartemu konfliktowi. nie wiem, czy da się kogoś "nauczyć uważności", a do zmiany priorytetów nie dochodzi zbyt często
Tak tak, zgadzam się i nie da się nauczyć, uzmysłowiłeś mi dlaczego unikam ludzi, podskórnie czuję i mam to uczucie niepokoju w sobie i trzymam się z daleka.
Usuńnie wiem czy właśnie głupota? Margo...kurcze trochę mnie zbiłaś z pantałka, zastanawiam się. juz wczoraj się zastanawiałam :-) i rzeczywiście nie po drodze mnie z takimi ludźmi ale czy to głupota...mam kłopot z określeniem, definicją. ale rozumiem.
OdpowiedzUsuńNo wiesz, starałam się ująć moją niechęć do głupich ludzi najdelikatniej, jak potrafiłam. Uściski.
UsuńBardzo ciekawie piszesz, wywołałas mnie do odpowiedzi, a ja nie wiem czym jest głupota. Mam podobne wrażenie jak ty - że jest jakąś formą nieuważności, braku zaciekawienia, dosadnie mówiąc wdupiemania. NIe wiem czy jest to końca związane z inteligencją jako IQ, czy jest prostym przeciwieństwem, to raczej odmowa zainteresowania czymś, co nie jest mną, co mi się ze mną nie kojarzy, odmowa przyjęcia, że są inni ludzie i inne istoty. Upraszczanie, bo ktoś nie może znieść skomplikowaności świata i tego, że nawet po przeciwnej stronie jest dobro i zło.
OdpowiedzUsuńJak myślę o głupocie to przychodzi mi na myśl wyszukiwanie tylko takich argumentów, faktów, doświadczeń, które potwierdza, co już i tak wiemy, czyli ważne jest żeby mieć rację a nie żeby się czegoś dowiedzieć. Do pewnego stopnia wszyscy to robimy - ach jak przyjemnie mieć rację, ale są ludzie którzy nie mogą przyjąć nic z zewnątrz, co by mogło zmienić ich świat wewnętrzny i przekonania, mogą tacy ludzie wiedzieć bardzo dużo, ale to wszystko nie będzie służyło dowiedzeniu się, tylko potwierdzeniu, że już sie wiedziało od początku. Ich racja zawsze najracniejsza.
Myśle sobie, że tak bardzo trudno zauważyć, że ktoś ma inaczej, że ktoś jest inny, że ktoś coś może inaczej zauważyć i że to inaczej też ma prawo bycia i istnienia, bo przecież żaden z nas nie jest omnipotentny. Jak się zauważy i dopuści inaczej, to można się czegoś nauczyć, dowiedzieć, można rozszerzyć swoją świadomość, przeciwieństwo tego to chyba dla mnie głupota właśnie. Bardzo ciekawe Margo!
Innygłos
Byłam przekonana, że odpisałam, ale nie... Tak, dokładnie rozumiem o czym piszesz, wybieranie tylko tego, co potwierdza własne racje, jest chyba jednym z najczystszych przejawów głupoty. Wiedza używana jak mur, nie jak drzwi. I tak, masz rację, wszyscy to w jakimś stopniu robimy. Różnica jest w tym, czy potrafimy się na tym przyłapać.
Usuń