sobota, 21 marca 2026

O pragnieniu

 



Nie jak ciało, które zna swoje odruchy,
raczej jak pusta filiżanka, kiedy sprzątam po śniadaniu,
a ty wyszedłeś bez słowa i nawet nie trzasnąłeś drzwiami,
tylko zostawiłeś uchylone, abym sama sobie dopowiedziała przeciąg.

O twojej obecności w drobiazgach,
które udają niewinność, w niedopitych łykach kawy,
w krzywo odstawionym krześle,
w zdaniach, które nie kończą się kropką,
bo nauczyłeś mnie mówić bez pewności,
jakby każda myśl była tylko wersją roboczą życia.

Chciałam rozciągnąć codzienność pomiędzy nami
jak cienką tkaninę, prześwitującą, trochę zużytą,
ale własną, i zszywać ją gestami, które nic nie znaczą dla świata,
a dla mnie są architekturą przetrwania:
że coś podam, zatrzymam, będę pamiętać,
jak odwracasz głowę, kiedy nie chcesz widzieć mojego zachwytu.

Bo widzisz, zachwycam się źle, za wolno albo za bardzo,
nie tam, gdzie trzeba,
nie wtedy, kiedy wypada klaskać.

I oni odchodzą. Znikają jak światło z pokoju,
kiedy nikt nie pamięta, kto zgasił.

Zostaję z tym swoim nadmiarem,
jakby ktoś pomylił proporcje i zamiast jednej osoby
wsypał we mnie garść sprzecznych wersji:
tej, która chce być blisko,
i tej, która już się uczy nie prosić.

To znaczy czasem milczeć,
bo każde słowo jest podejrzane, każde zostań brzmi jak umowa,
której nikt nie podpisał.

Więc uczę się ironii, ostrej jak szkło z rozbitej butelki.
Mówię: nic się nie stało, a potem zbieram siebie z podłogi,
fragment po fragmencie, żeby nikt nie zobaczył,
jak bardzo to jednak było wszystko.

I jeszcze te kolory, magenta w miejscach, gdzie powinno być neutralnie,
jakby ktoś celowo podkręcił nasycenie
w scenie, która miała być realistyczna.

Może o to chodzi, że ja nie umiem być realistyczna,
że każdą relację zapisuję,
jak powieść, której nikt nie chce czytać do końca,
bo za dużo w niej czułości, a za mało instrukcji obsługi.

To także wiedzieć, że mogę zostać sama z całym tym językiem,
który nikogo już nie obchodzi, i mimo to
układać zdania tak, jakby ktoś jednak miał wrócić
i przeczytać je szeptem, z tą swoją niedbałą uwagą,
która kiedyś była dla mnie całym powodem,
żeby oddychać.





1 komentarz:

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.