1.Kolor jako materia filozoficzna
(świat jako przepływ znaczeń, nie rzeczy – a kolor jako zdarzenie, ślad istnienia, nie pigment)
[XI] błękit, który przecieka
Kolor nie istnieje. To tylko zgoda światła na to,
by coś zostało dostrzeżone. Jak ja – tylko wtedy,
gdy pytasz: gdzie jesteś?
Indygo nie było w dzieciństwie.
Był atrament na palcach nauczycielki,
ciemna sukienka, pachniała czymś starym
i woda z wkładu do wiecznego pióra.
Prawdziwy kolor żyje tylko przez moment,
kiedy nie jesteś pewna, czy to cień czy blizna.
Kiedy ktoś mówi kocham i nie patrzy ci w oczy.
Filozofia zaczyna się,
kiedy nie jesteś pewna, czy róż to odcień,
czy rodzaj bólu.
2. Wspomnienia matki patrzącej na dziecko
(maternalność jako rozpad wrażliwości, nieustanne rozpoznawanie świata oczami innego ciała)
[XII] spojrzenia, których nie było
Ona nie pyta –
tylko patrzy, jakby wszystko miało swoje odwrocie.
Słoń – z drugiej strony – jest wydrążony.
Krzesło – miękkie od ciszy.
Skrzydełko kurczaka – zawstydzone.
Nie wiem, jak nauczyć ją oddychać w świecie,
który tak łatwo wnika przez oczy.
Zakładam jej kapelusz –
żeby trochę przesłonić kolory.
Nie te najgłośniejsze.
Te z wnętrza muru, z wnętrza psa, z wnętrza korytarza.
Pamięta więcej niż powinna.
Przygląda się dłużej niż wypada.
Trzyma wszystko –
jakbym włożyła jej w rękę świecący kamień
i kazała nie wypuścić, nawet przez sen.
3. Historia jednego przedmiotu, który dziecko sobie zapamiętało
(ikoniczny, banalny – ale przez pamięć staje się portalem – rodzajem archeologii uczucia)
[XIII] filiżanka, która mnie pamięta
Nie była cała.
Miała pęknięcie na brzegu –
jak usta, które nie potrafią przestać mówić.
Kolor: niebieski, ale jakby go przegryzł wieczór.
Babcia mówiła na niego: szept.
W tej filiżance piłam kakao,
ale pamiętam ją przez to,
jak odbijała światło z okna.
Zawsze z prawej.
Nigdy nie w południe.
Najbardziej rano, kiedy mleko się nie pieniło,
tylko czekało – jakby też było dzieckiem.
Nie wiem, gdzie jest teraz.
Może ktoś ją wyrzucił, bo pękła za bardzo.
Ale ona mnie pamięta –
ten dotyk, kiedy jeszcze niczego nie trzeba było rozumieć.
Wystarczyło czuć: filiżanka jest. Ja jestem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.