Leżał rozpięty, wspomnienie ruchu,
żyły drzew wsiąkały w humus,
w warstwy, których nikt nie spisał.
Wiatr brał jedno po drugim,
łamał sosny jak kręgi kręgowców,
przewracał strony wilgotnych korzeni,
aż nic nie zostało proste.
Mówili:
nie bójcie się, las wróci,
będzie inny, nie ten sam, ale prawie.
Będzie udawał, że nic się nie stało.
Ale my wiemy,
ziemia nie oddaje tych samych kroków,
nie śpiewa dwóch identycznych pieśni,
nie mówi w językach, które wymarły.
Kiedy przyjdą dzieci,
zapytają o kształt cienia, o ruch gałęzi,
o zapach mchu i miejsca, gdzie rosły śliwy.
Ich imiona będą już inne,
niesione wiatrem, niezapisane.
Pod korą pękają resztki dawnych dni,
powoli stają się wszystkim.
To, co umarło, rozkwita w innej skórze.
Noc nie jest końcem, tylko przerwą.
A my?
My też będziemy węgielnym śladem
w pulsującym rdzeniu świata.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.