Leżał rozpięty, wspomnienie ruchu,
żyły drzew wsiąkały w humus,
w warstwy, których nikt nie spisał.
Wiatr brał jedno po drugim,
łamał sosny jak kręgi kręgowców,
przewracał strony wilgotnych korzeni,
aż nic nie zostało proste.
Mówili:
nie bójcie się, las wróci,
będzie inny, nie ten sam, ale prawie.
Będzie udawał, że nic się nie stało.
Ale my wiemy,
ziemia nie oddaje tych samych kroków,
nie śpiewa dwóch identycznych pieśni,
nie mówi w językach, które wymarły.
Kiedy przyjdą dzieci,
zapytają o kształt cienia, o ruch gałęzi,
o zapach mchu i miejsca, gdzie rosły śliwy.
Ich imiona będą już inne,
niesione wiatrem, niezapisane.
Pod korą pękają resztki dawnych dni,
powoli stają się wszystkim.
To, co umarło, rozkwita w innej skórze.
Noc nie jest końcem, tylko przerwą.
A my?
My też będziemy węgielnym śladem
w pulsującym rdzeniu świata.


Gdy wiatr zabiera lasy, jakoś łatwiej nam się pogodzić, niż gdy robią to ludzie...
OdpowiedzUsuńMnie jest ciężko i tak i tak.
Usuńjuż ci pisałam, że grafika z napisem las, świetna i mam pomysł na obraz, czy ci jeszcze nie pisałam ??
OdpowiedzUsuńMoże i pisałaś, ale chyba nie załapalam, wymaluj i pokaż :)
Usuń...idziemy przez las...
OdpowiedzUsuńInnyglos