W tym mieście każda ulica
to żyła.
Każdy most to zerwany nerw.
Idę, ale moje stopy
nigdy nie dotykają ziemi.
Cegły drżą jak przełyk
przed wypowiedzeniem żalu.
Okna patrzą.
Szyby mają zaparowany wzrok,
jak gdyby wciąż chciały pamiętać
dzień, kiedy umilkło echo.
Pod ścianami gromadzą się
kolory starej garderoby Magdy:
śnieg bez oddechu,
granat pomiędzy snem a migreną,
szarość, która ma smak:
popiołu i cytryny.
Miasto uczy zapominania –
właśnie tak, jak uczysz dziecko
nazwy liści, które i tak opadną.
I jak uczysz:
nie każdy wraca, kto znika.
Z okien spada światło
jak stare zdjęcie.
Jeszcze widać twarz.
Jeszcze dom.
Ale wszystko już się marszczy,
jak palce po godzinie w wodzie.
W tym mieście nie ma cienia,
który byłby tylko cieniem.
Są tylko resztki światła,
które nie zdążyły o kimś zapomnieć.
z emiterium

uwielbiam oglądać swoje Miasto na starych mapach. patrzę wtedy, co zniknęło, co zmieniło bieg i gdzie zamiast drzew pojawia się asfalt. łatwo się zapomina. dotykam takich map palcami, jakbym miał nadzieję, że tam, pod spodem da się wyczuć stare ścieżki. labirynt, którego już nie ma.
OdpowiedzUsuńMiałam w bibliotece Encyklopedię ulic naszego miasta. Lubiłam do niej zaglądać.
OdpowiedzUsuńUlice to nie tylko budynki, ile ciekawostek o zdarzeniach i ludziach, zmiany nazw, właścicieli...
Podobają mi się metafory w Twoim wierszu:-)