W tym mieście każda ulica
to żyła.
Każdy most to zerwany nerw.
Idę, ale moje stopy
nigdy nie dotykają ziemi.
Cegły drżą jak przełyk
przed wypowiedzeniem żalu.
Okna patrzą.
Szyby mają zaparowany wzrok,
jak gdyby wciąż chciały pamiętać
dzień, kiedy umilkło echo.
Pod ścianami gromadzą się
kolory starej garderoby Magdy:
śnieg bez oddechu,
granat pomiędzy snem a migreną,
szarość, która ma smak:
popiołu i cytryny.
Miasto uczy zapominania –
właśnie tak, jak uczysz dziecko
nazwy liści, które i tak opadną.
I jak uczysz:
nie każdy wraca, kto znika.
Z okien spada światło
jak stare zdjęcie.
Jeszcze widać twarz.
Jeszcze dom.
Ale wszystko już się marszczy,
jak palce po godzinie w wodzie.
W tym mieście nie ma cienia,
który byłby tylko cieniem.
Są tylko resztki światła,
które nie zdążyły o kimś zapomnieć.
z emiterium

uwielbiam oglądać swoje Miasto na starych mapach. patrzę wtedy, co zniknęło, co zmieniło bieg i gdzie zamiast drzew pojawia się asfalt. łatwo się zapomina. dotykam takich map palcami, jakbym miał nadzieję, że tam, pod spodem da się wyczuć stare ścieżki. labirynt, którego już nie ma.
OdpowiedzUsuńodpowiem Ci fragmentem wiersza, który wyrzuciłam do kosza, ale myślę, że tutaj jest dobre miejsce dla niego:
UsuńPodróżuję. Miasto za miastem, kopuły ze snów, wieże z pragnień, bazar wypleciony z zachwytów,
a jednak: cześć dla czegoś, czego nie mogę dotknąć, frenezja, co nie da się zatrzymać.
Miłość do nierzeczywistego, hołd oddawany słowom. W końcu wiem, że moje miejsce jest tutaj,
na granicy uznania i deifikacji, z książką w dłoniach, latarką w podróży między tym, co realne,
a tym, co niewidzialne.
Miałam w bibliotece Encyklopedię ulic naszego miasta. Lubiłam do niej zaglądać.
OdpowiedzUsuńUlice to nie tylko budynki, ile ciekawostek o zdarzeniach i ludziach, zmiany nazw, właścicieli...
Podobają mi się metafory w Twoim wierszu:-)
O tak, miasto, to niekończąca się pojemna metafora. Robiłam projekt książki 'niewidzialne miasta', pewnie znasz i utknęłam w tych opowiadaniach, miastach. Poszłam swoją drogą.
Usuńnadal czytam z ogromna przyjemnościa :-**
OdpowiedzUsuńcieszę się :)
UsuńBy może trochę nie na temat, jednak uwielbiam ten rodzaj poezji, który jest uniwersalny i w którym możemy się odnaleźć. W emocjach, w ścieżkach, w miastach - tych naszych, tych własnych i tych wspólnych. Świat zdaje się wtedy płaszczyzną przewidującą miejsce dla każdego. Tylko życie jakoś tak później pokazuje, że niekoniecznie. PS. Jednym z moich ulubionych porównań miasta/organizmu było, jest i pozostanie zdanie z opowiadania "Miasta Śnią" śp. Tadeusza Oszubskiego: "mnożą się arterie ulic, tkanka budowli / pęcznieje".
OdpowiedzUsuńposzukam opowiadania. I dla Ciebie też coś mam
UsuńCoś odklejała się od ziemi pełnej odpadków, świecących wściekłością ulic
i bruku, drga pod naporem ludzi, betonu. Opuszczam przestrzenie liniowe,
by zanurzyć się w pulsujących kopułach fikcji, gdzie świat układa się w delikatną sieć,
nici o splocie dziecięcej fascynacji.
uściski
W przestrzeń, w ciało, we wszystkie tańczące odcienie i nadzieje, którym codziennie przygotowuję kąpiel, a potem układam w szczeliny, między życiem i cmentarzem. Wszędzie tam, gdzie dosięgnąć niepodobna, ten wiersz pulsuje. Dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńZawsze do usług :) Jeśli tylko potrafię.
Usuń