poniedziałek, 5 stycznia 2026

O człowieku

 



O człowieku mówię zawsze z pewnym opóźnieniem,
jakby sens musiał najpierw przejść przez magazyn strat,
przez halę, w której sortuje się gesty na nadające się do użytku
i te, które od razu pachną spalonym plastikiem, bo człowiek
jest konstrukcją tymczasową, złożoną z ambicji. Miały być wieczne.
I z ciała, od początku wie, że pracuje na zwolnionych obrotach,
jak fabryka uruchomiona tylko po to, by udowodnić,
że jeszcze potrafi hałasować.

O człowieku myślę jak o istocie, która nauczyła się wzruszenia
tak samo, jak nauczyła się liczenia pieniędzy i martwych godzin,
mechanicznie, z niewielką domieszką wstydu, bo empatia bywa
dziś walutą obiegową: nosi się ją w kieszeni razem z kluczami,
czasem wypada na chodnik, czasem ktoś ją podnosi i oddaje,
ale najczęściej nikt nie zauważa, że coś się stłukło.

Jest w człowieku ta osobliwa zdolność do budowania sensu
z materiałów niskiej jakości: z resztek dzieciństwa, obietnic
składanych w biegu, z miłości, która miała być schronieniem,
a okazała się instrukcją ewakuacji bez wyjść awaryjnych.
I mimo to człowiek wciąż mówi: to jeszcze nie wszystko,
jak aktorka, która po pożarze scenografii wraca na scenę,
poprawia fryzurę i gra dalej na tle czarnej ściany.

Czułość w człowieku nie jest delikatna,
jest ciężka, lepka, czasem nie do uniesienia, jak mokry dywan
wyciągnięty z zalanej piwnicy, i właśnie dlatego tak często udajemy,
że jej nie ma, to tylko przeciąg, reakcja chemiczna, błąd
w odczycie emocji. Ironia pomaga przetrwać:
pozwala nazwać rozpacz zmęczeniem,
a strach realistycznym podejściem do przyszłości.

O człowieku nie da się mówić bez odrobiny okrucieństwa,
bo życie samo w sobie jest niegrzeczne: wchodzi bez zapowiedzi,
przestawia meble, zostawia po sobie kurz i pytania,
na które nikt nie planował odpowiadać na głos. A jednak
w tej niechcianej bliskości, pomiędzy jednym rozczarowaniem
a następnym, pojawia się coś upartego, impuls, by nadal patrzeć,
reagować, próbować nazwać to, co wymyka się językowi.

Człowiek jest więc procesem, nie figurą: ciągłym stawaniem się wbrew
dowodom, że to przedsięwzięcie jest nierentowne. I może właśnie
w tym tkwi jego osobliwa godność, w tym, że wie o swojej prowizoryczności,
a mimo to codziennie rano wkłada ciało, pamięć i ironię,
jak roboczy kombinezon i wychodzi sprawdzić, czy sens jeszcze dziś działa.



PS

miejcie piękny rok 2026

PS II

jeszcze nie przywykłam do tej daty


8 komentarzy:

  1. Dawno nie czytałam tak mądrego wiersza.
    Mądrego, bo każdy w nim znajdzie coś dla siebie, a gdybym miała wskazać jego część najcelniejszą, nie umiałabym.
    Kłaniam się nisko.

    OdpowiedzUsuń
  2. no to jest piękne, co napisałaś Margo, piękne :-)
    człowiek jako nierentowne przedsięwzięcie a nawet powiedziałabym szkodliwe i urągające zdrowemu rozsądkowi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrego Małgoś, pięknego, Twojego :* Podpisano - człowiek w procesie: nagi, drżący, podskórnie, bez pamięci, bez języka, bez sensu. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesteśmy ulepieni z codzienności - często bezdusznej, więc ta zbroja, której grubość zależy od poziomu naszej wrażliwości, jest po to by przetrwać .. :)
    Piękny wiersz Małgosiu ♥♥

    OdpowiedzUsuń

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.