Byłam w Polsce w ruchu i rozmowie. Prowadziłam spotkanie autorskie z Szymonem Katorskim i to było jedno z tych spotkań, które nie są promocją, tylko czasem wspólnego myślenia, wejściem w tekst z kilku stron naraz. Kwadra Szymona Kantorskiego wracała w rozmowach nie jako projekt zamknięty, lecz jako pole napięć: pomiędzy porządkiem a rozszczelnieniem, między formą a doświadczeniem. Poezja, która nie chce być gładka ani jednoznaczna, zawsze lokuje się trochę obok głównego nurtu i właśnie dlatego zostaje na dłużej. Grudzień sprzyja podsumowaniom, ale też odsłania mechanizmy obiegu. W poezji klucz towarzyski bywa najskuteczniejszym filtrem poleceń i omówień, nie jako zarzut, raczej jako fakt kulturowy. Dobra poezja rzadko ma przebicie tam, gdzie liczy się natychmiastowy rezonans. Częściej krąży wolniej, po cichu, przez rozmowy, spotkania, prywatne rekomendacje. I to jest jej naturalny rytm. Poznałam Rafała Czachorowskiego z Fundacji Duży Format, jego uważność na autora i konsekwencja w budowaniu drogi książki są czymś rzadkim i godnym podziwu. Wywiady, recenzje, realne spotkania z czytelnikami, dostępność książek, wszystko to składa się na myślenie o poezji jako o relacji, a nie jednorazowym geście. Towarzyszyła temu obecność graficzki fundacji Darii K. Kompf, rozmowa była równie inspirująca wizualnie, co literacko. Był Roman Chojnacki, umówiliśmy się na spotkanie poza szumem, bez publiczności, z intencją zrobienia czegoś dla siebie, co w tym świecie bywa najbardziej twórcze. Był Maciej Krajewski, u którego gościliśmy, człowiek w nieustannym ruchu, nie do zatrzymania, o którym niedawno pisałam. Takie osoby przypominają, że literatura dzieje się także pomiędzy książkami, w energii, gościnności, w rozmowie, która nie musi od razu prowadzić do publikacji. Moja ostatnia książka Emiterium funkcjonuje więc dokładnie w tym obiegu: bez hałasu, list i rankingów, bez grudniowych podsumowań. Nie dlatego, że jest nieobecna, tylko dlatego, że poezja tego typu rzadko wpisuje się w sezonowe narracje. I może to jest jej siła, trwanie obok, w swoim tempie, w rękach czytelników, którzy trafiają na nią nie przez algorytm, lecz przez czyjąś uważność. Grudzień nie musi być bilansem strat. Może być mapą cichych powiązań, rozmów, spotkań, które nie składają się w spektakl, ale w sensowną, długą obecność. Poezja, która naprawdę pracuje, zawsze wybiera tę drogę.
Przyjechała też BP stenography of emotion, z pięknymi bukietami kwiatów. Jej uścisk był jak zastrzyk energii na grudzień, który w tym roku daje mi trochę w kość: fizycznie, emocjonalnie, logistycznie. Taki uścisk, który nie pyta, tylko jest, i na chwilę ustawia pion świata. Była też Maria Kolorowa, od której otrzymałam broszką w kształcie domku z kluczem i sową, z kartkami, które niosą w sobie coś więcej niż papier i obraz. O tym jeszcze napiszę i pokażę osobno, bo wymagają własnej przestrzeni i uważności.

Z chęcią wczytuję się w to, jak subtelnie opisujesz pewnie niuanse - bez naruszania ich granic, bez domykania. Otwarty nawias, jak przypomnienie, że w grudniu nic się przecież tak naprawdę nie kończy. W styczniu nie zaczyna. Wszystko jest ciągiem i historią, którą - kto jak kto, ale Ty piszesz pięknie. / Przesyłam przedświąteczne uściski.
OdpowiedzUsuńDziękuję Anno, za miesiąc będzie już koniec stycznia. Również ściskam :)
Usuńdziękuje serdecznie
OdpowiedzUsuńBardzo proszę :)
UsuńPoezja pokątna, niesiona jak pocałunek prosto w serce, zawsze znajdzie swojego żywiciela, nasyci, zakopie pod ziemią, sponiewiera , będzie wieść na pokuszenie, na pokruszenie zębów które cedziły słowa. Małgoś, bardzo Ci dziękuję, że jesteś:*
OdpowiedzUsuńWzajemnie B. :*
Usuńczyli dzieję się również rzeczy wartościowe - hurra. dobre wieści powinny pojawiać się częściej, niechby całkiem malutkie. w powodzi spraw mrocznych, nieprzyjaznych, nawet iskierka potrafi usadzić ciemność na peryferiach. niech sie zdarza, niech dzieją się dobre sprawy jak najczęściej.
OdpowiedzUsuńNo właśnie, niech.
UsuńŚwietnie i oby więcej tak dobrych chwil!:)
OdpowiedzUsuńOdniosę się do tematu sztuki, która pozostaje żywa dzięki autentycznemu kontaktowi z ludźmi, także z innymi twórcami, którzy czują podobnie. Jestem fanką takich zjawisk. To zupełne przeciwieństwo wszechobecnej reklamy, narzucania trendów i wyznaczania „podiów” - mechanizmów, które (moim zdaniem) działają jak podkładany śmiech w sitcomach.
Dziękuję Anne :) Właściwie z tej nagradzanej poezji naprawdę podziwiam twórczość może dwóch osób i to z pełnym przekonaniem. Resztę próbuję rozumieć, ale nie zawsze czuję. Mam też świadomość, że jurorzy poruszają się w określonych trendach, językach, wrażliwościach, ich prawo. Być może jest we mnie jakiś 'problem' z oczekiwaniami, które wynikają z tego, kim jestem, skąd piszę i jak długo już patrzę. Ale chyba wolę ten rodzaj niespójności niż dopasowanie się do podkładanego śmiechu. Autentyczny kontakt, z tekstem i z drugim człowiekiem, wciąż wydaje mi się ważniejszy niż podium.
UsuńPodia są dobre, kiedy z jakiegoś zajęcia robi się główne źródło zarobku, ale ma to niewiele wspólnego z faktyczną twórczością. Chociaż nie twierdzę, że na podiach nie stają artyści, których cenię - zwyczajnie o wiele więcej świetnych twórców spotkałam tam gdzie się więcej tworzy niż o tworzeniu krzyczy:)
Usuń