piątek, 18 kwietnia 2025

'MobLand' – czyli jak zabić duszę, mając marmurowy kominek i skórzaną sofę

 




Obejrzałam trzy odcinki. Trzy. To wystarczy, by zatoczyć spiralę od fascynacji do odruchu wymiotnego, od miłości do Guya Ritchiego (ach, Snatch, ach, Lock, Stock!) do chłodnego co ty Guy, zrobiłeś z moją ufnością? MobLand to nie serial, to test psychologiczny, szarża okrucieństwa, która miała być stylowa, ale została zakrwawioną satyrą bez puenty. Helen Mirren, którą cenię jak dobrą przyprawę do starego wina, tu wypada jak liść laurowy wrzucony do kubka z Liptonem. Jej akcent? Brzmi jakby duchy przodków wstały z torfowisk i zaklęły ją w parodię. A może to zemsta Irlandii za wszystkie kolonialne zbrodnie? Tom Hardy, mój jedyny ratunek. Złoty pas, bez którego już dawno bym odpadła z tej morderczej karuzeli przegięcia. Jest jak cisza po wybuchu, zmęczony, nieobecny, piękny, jak mężczyzna, który wie, że wszystko już przegrał. Ale nie on jeden tam chodzi po kadrach. Ten młody nożownik, dziecię Harriganów, sztyleciaż z TSAN-em* w oczach i manierą wkurwienia wzorcowego... nie wiem, kto go castował, ale wbił się w mój system nerwowy, jak drzazga pod paznokieć. Jego obecność to psychiczny atak per se, jakby ktoś chciał zbudować postać złożoną wyłącznie z TikTokowego ADHD i zblazowanej brutalności. A przecież oni mają domy jak ze snu. Marmury, ogrody, lampy jak stalagmity z rozszczepionego światła. Tylko że tam nic nie żyje. Nawet psy, jeśli są, nie szczekają. Tylko milcząco trawią ciszę socjopatii. Socjopaci w jedwabnych koszulach, z katalogową duszą na kredowym papierze. Brutalność? Tak, jest. Ale nie w stylu, który coś mówi, który mówi: świat boli. Tu brutalność jest dekoracją. Staje się jak groteskowy bukiet z wnętrzności, na stole, w salonie, obok kieliszka koniaku. A poziom absurdu? Wysoki. Tak wysoki, że bolą płuca. Tlen się kończy. Trzecim odcinkiem osiągamy orbitę i spoglądamy na ludzkość, jak na źle wycięty mem. Harriganowie jako koncept są porywający, lecz ich wykonanie to taniec lalek, którym ktoś urwał sznurki i kazał improwizować. Nie wiem, czy dam radę oglądać dalej. Nie dlatego, że to źle zrobione. Wręcz przeciwnie, jest zrobione z precyzją szaleńca, który przez siedem lat czytał Macbeta i Glamour na przemian. Ale może właśnie dlatego, to widowisko perfekcyjnie zimne. Jak lustro, które nie odbija niczego poza krwią.

MobLand mnie nie zabił. Ale zostawił ze śladami po kajdankach. I pytaniem: czy piękny dom musi być domem potworów? Czy tylko w takim świecie serial ma prawo żyć?


TSAN – Total Sociopathic Affective Nihilism
(czyli chłód emocjonalny tak głęboki, że aż błyszczy jak marmur w salonie Harriganów).




12 komentarzy:

  1. lampy jak stalagmity rozszczepionego światła i katalogowe dusze w jedwabnych koszulach - to chyba wartość tego serialu. można zrobić opis, przy którym sceny są już zbędne. i właśnie to zrobiłaś. ominąłem przemoc i całą tę pierwszoplanową jatkę. i nie, nie oglądałem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam zniechęcając, ale dobrze mieć własne zdanie. Może serial dla Ciebie nie być brutalny, serio serio.

      Usuń
  2. Nie sądziłam, że ktokolwiek swoim wpisem mógłby jednocześnie zachęcić i zniechęcić mnie do oglądania czegokolwiek. No i teraz nie wiem. 😁 Jestem trochę zmęczona nadmiarem brutalności, niekiedy tej skrajnej, jaką serwuje się nam w filmach i serialach. Na co dzień jest jest mnóstwo, wieczne bombardowanie z lewej, z prawej. Wczoraj jak robaka rozgniotło mnie poczucie, że oto mam szczęście, że żyję - chcę plecakomisia i nawet jeśli durnych, to reality show o miłości. Bo rozwalania czaszek naprawdę mam dosyć. I psychopatów. Psychopatów, socjopatów i narcyzów. Po kokardkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może to uczucie przesytu psychopatami, socjopatami i narcyzami sprawia, że coraz trudniej mi oglądać historie pełne brutalności, intryg skupionych wokół mordu i handlu fentanylem. Spodziewałam się czegoś innego – kryminału z czarnym humorem, jak to u tego reżysera bywa. Czegoś absurdalnego, ale logicznie sklejonego, tak że z przyjemnością dajesz się wkręcić w tę grę pozorów. Tymczasem bohaterowie – rzekomo elita, ludzie z wyższych sfer – posługują się językiem i zachowaniem, które razi prymitywizmem. Może właśnie o to przerysowanie chodzi, może to zabieg celowy. Ale ja tego nie kupuję. Postaci się nie składają, nie przekonują mnie. Zamiast błyskotliwego balansowania na granicy groteski i realności – mam poczucie przesady bez finezji. Przy Dżentelmenach świetnie się bawiłam, a tu aż się zacięłam w palec, bo włączyłam ten serial do krojenia sałatki.

      Usuń
    2. Otóż to. Przesyt. Taka jednak domena tzw. kinematografii, że jeśli spodobało się raz, to trzeba teraz zbudować na podobnej wibracji dziesiątki kolejnych tworów. Tak było z filmami z czasów filmów gangsterskich, bokserskich, karate, tak jest teraz z fantasy, sf i ostatnio ulubionym tematem - przemocą. I nie ma znaczenia, czy to przemoc w szkole, w domu, na spacerze czy w pracy, czy przemocowcami są biedni, imigranci czy bogacze. Mam podobne przebodźcowanie, sezonowo uciekam w spokojniejsze klimaty (ehe, właśnie spojrzałam na moją listę Netfliksową, a tam "Jak zdobyć miliony zaniam babcia umrze", "Czarne lustro" i "Ty"). Do krojenia sałatek polecam coś nieco bardziej terapeutycznego, chyba że planujesz danie godne serialu :)

      Usuń
    3. Relax, już nic więcej nie robię i raczej włączę Dumę i uprzedzenie, jakbym jednak postanowiła zrobić sos tatrski, bo tam chyba też trzeba coś pokroić :P

      Usuń
  3. Mogę się z przyjemnością pod pierwszym zdaniem komentarza Pani Anny podpisać, bo identycznie odebrałem recenzję tę, nie-recenzję, szkic zgrabny, powiedzmy.

    Więcej nie powiem, nie chcąc zaniżać jakości treści na Milionie, bom nie oglądał serialu, ot, co. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, podpis wzajemny przyjęty z wdzięcznością ;-) A co do jakości – spokojnie, niczego Pan nie zaniża, wręcz przeciwnie. Czasem nieoglądanie też jest formą trafnej opinii – selektywność to cnota, zwłaszcza w czasach nadmiaru.

      Usuń
    2. E, jaki tam ze mnie "Pan"; panowie to byli przed wojną i się po nich na konia wsiadało, jak mawiał znany mnie kiedyś instruktor jazdy, bynajmniej nie konnej.

      Usuń
  4. Margo to jest bardzo dobra recenzja :-) na 6+ oczywiście nawet o serialu nie słyszałam ale teraz no cósz muszem inaczej sie uduszem hehe
    ty perfekcjonistko. i sobie myslę, że Gaj mi tego nie zrobił ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak obejrzysz, to porozmawiamy o Twoich odczuciach, a jestem ciekawa.

      Usuń

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.