sobota, 28 grudnia 2024

Rok, w którym nauczyłam się oddychać

 




Sophia mówi: Babciu, oddychaj, powoli, oddychaj. To był rok klinicznych korytarzy, gdzie czas płynął jak lepki makaron, rozciągnięty, bez końca, z ludźmi czekającymi na werdykt, jak na dźwięk gongu, który decyduje, czy ring jest pusty, czy ktoś nadal walczy. Rok konsultacji, na które szłam z moim mężem jak na egzekucję, nerwy rozpięte, jak pranie na mrozie, które zamarza, zanim zdąży opaść. Patrzyłam na twarze, obce i bezbronne, a zarazem tak znajome, jakbym widziała w nich siebie. Anonimowość koiła, nie trzeba było mówić, skąd ta bladość, ale też kaleczyła: cisza zawsze pozostawia szpary, przez które przecieka coś bolesnego. Czasem płakałam w łazience, pisałam wiersze, o głodzie fizycznym i tym, który człowiek nosi w sobie, głodzie, który nie daje spać. Szpitalne rytuały, choćby szukanie miejsca parkingowego. To ruletka dla serca; wciąż się dziwię, że nie pękło pod presją. W chwilach ciszy znajdowałam smaki, jak ten pieczonej marchewki z czosnkiem i orzeszków piniowych. To balans, piekło i kremowa pasta na jednej kromce. W międzyczasie obejrzałam wszystkie sezony Slow Horses, kupiłam rodzinny pakiet Spotify, a Lord of the Rings towarzyszył moim codziennym marszom wokół osiedla. Głos Andy'ego Serkisa był jak plaster na chaos, który wypełniał resztę dnia. Malowałam, akwarele, rozwadnianie rzeczy, których nie dało się nazwać, a między pociągnięciami pędzla projektowałam okładki, składałam książki, drzewo genealogiczne sięgające XV wieku, struktury, które trzymały mnie w całości, gdy reszta świata rozpadała się w pył.

Dołączyłam do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, co brzmi jak wielkie osiągnięcie. Ale prawda jest taka, że wtedy mój organizm wywiesił białą flagę, dwie doby w nieprzytomności, pod kołdrą, która bardziej przypominała kokon. Rok pełen kontrastów. Na rocznicę ślubu nie kwiaty, lecz farby, i pędzel, właściwie ruda kita, którą kocham tak, jak nie powinno się kochać rzeczy martwych. Dzieci z przedszkola przynosiły bakterie jak listy z frontu, ale ja zamieniałam to wszystko na akwarele i ironię.

Mąż, próbując oderwać się od rytuałów pobierania krwi, które zawsze wydawały mi się groteskowym rodzajem pokuty, zaprojektował i zbudował dla mnie szafę z orzecha. Map chest, tak nazywa się ten wynalazek, z dziewiętnastoma szufladami, w których układam swoje prace, papiery, odłamki codzienności zamknięte w precyzyjnej strukturze. Szuflady przesuwają się z cichym szelestem, jakby były w stanie przechować coś więcej niż tylko papier ,może wspomnienia, może to, czego nie zdołam nazwać. Każda z nich, to drobny triumf nad chaosem, który w tym roku wydawał się tak wszechobecny. Trwa wojna, trwa życie, trwa chaos. Ale gdzieś w międzyczasie wciąż patrzyłam na liście i kwiaty, zbyt piękne, by je ignorować, zastanawiając się, czy to wszystko ma sens.

Wydałam szóstą książkę poetycką, żyła przez trzy tygodnie, a potem świat zapomniał, jak to robi ze wszystkim. Jednak był to też rok pojednań, spotkałam artystkę, którą kiedyś podziwiałam. Wróciła na moją orbitę. Festiwal, rozmowy, przypomniały mi, jak to jest, gdy przestrzeń między ludźmi nie wypełnia się pustką. Ale był to też rok strat. Odejście Romy Jegor w październiku 2023, zanim zdążyłam powiedzieć wszystko, co chciałam. I ostatnia, bardziej osobista śmierć, męża mojej ukochanej lekarki, tej, która uratowała życie mojej córki. Są straty, które niosę jak kamienie, choć wiem, że to jedyny cykl, jaki znamy. W jednym z czasopism literackich opublikowano moje zdjęcie bez podania mojego nazwiska jako autora. Na prośbę poety, któremu udostępniłam fotografię, zrezygnowałam z interwencji, choć uważam takie działania za skrajną nieuczciwość i brak szacunku dla pracy twórczej. A menopauza? To żart, który można pojąć tylko wtedy, gdy cię dotknie. Ale w tym wszystkim nadal oddycham. Sophia powtarza: Babciu, oddychaj. I to chyba mój największy sukces.










11 komentarzy:

  1. Twój mąż, to artysta, piękna ta orzechowa szafa...
    czy sprawa szpitalnych rytuałów jest poważna? Margo. i ten smutek.
    uciekam od niego.
    Wspólczuję strat, bardzo. przytulam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawa wyjaśniła się dopiero w Polsce. Moim zdaniem problemem był brak komunikacji między szpitalami – wystarczyłoby przeanalizować wyniki krwi z całego roku, aby zauważyć zmieniające się parametry. Na szczęście, dzięki mojej zaprzyjaźnionej lekarce, która od 34 lat uczy mnie, na co zwracać uwagę, umówiłam wizytę z odpowiednią specjalistką, która wdrożyła właściwe leczenie. Smutek – trudno od niego uciec, ale pracuję nad tym. Dziękuję za troskę :)

      Usuń
    2. :-) czyli sytuacja opanowana. Uff

      Usuń
  2. szafa jak marzenie. zdolna bestia z Węża.
    oddychaj - najlepiej powoli i bez bólu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, mąż robi dla mnie piękne rzeczy, ja dla niego piszę wiersze i maluję akwarele. Oddycham, dziękuję.

      Usuń
  3. Oddychaj Margo❤️ (ade)

    OdpowiedzUsuń
  4. eM, życzę zdrowia - z całego serca, a prawidłowe oddychanie to dobry kierunek :)

    Szafa perełka, po prostu :) Uwielbiam takie meble, a wykonane własnoręcznie przez ukochaną osobę mają najcenniejszą wartość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, oddychanie jest kluczowe. Tak, mam kilka takich osobistych pereł.

      Usuń
  5. Bądźcie dla siebie zawsze🐦‍⬛

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze i wszędzie, chociaż nikt nie daje takich gwarancji.

      Usuń

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.