sobota, 5 sierpnia 2023

O trwonieniu

 



Proste jest proste. Ból, smutek. Czas w odcieniach czerni i bieli,
moment łączenia, gdy rozmywa się ostrość, ostatnie maźnięcia.
Przeglądam smugi, kierunki, w jakich wędrują, załamują światło.
Odmawiam wina i mantry na lepsze trawienie.

Słowa light, kiełkujący mak, dokarmianie tlenem ledwo żyjącej yuki.
Wczepiam się na kilka chwil w opowieść o podziałach, rozdziałach,
na które już nikt się nie łapie, nie ma wyraźnej granicy pomiędzy
południem a północą.

Deszcz. Ociekamy z brudów, gdy stoimy na wietrze.
Zastanawiamy się, ile kropel mieści się w beczce.
Przeliczam powierzchnię, jakieś dane.
Nie potrafię odjąć gnijącego mchu, liści.
Mam je na wyciągnięcie ręki, w palcach. Przecieka odwrócony
na drugą stronę t-shirt z rysunkiem drzew.

Potykam się o połamane gałęzie. Wystające kamienie.
Wycieram starannie buty. Zdarte noski.
















Wrzosowisko/torfowisko. Ciepły, chociaż ponury dzień. Dźwigałam aparat, by dojść do wniosku, że lens, który założyłam wyróżnia się tym, że zostawia mocne ziarno. Nie wiem, czy to dobrze czy źle. Nic mnie nie cieszy dzisiaj, może jedynie Zośka, która z nami maszerowała i tylko dwa razy chciała, by ją ponieść, a kiedy jej odmówiliśmy, szła dalej uśmiechnięta, zadowolona.

2 komentarze:

  1. Szliście pięknymi stronami. Na trzecim zdjęciu udało Ci się złapać w obiektyw niesamowite chmury.
    Wrzosowiska chyba już tak mają, że potęgują smutek.
    U nas wrzosy też już zaczynają kwitnąć, ale daleko im do takich z Twoich stron, a że potykamy się no cóż, myślę, że lepiej się potykać niż nie.
    M

    OdpowiedzUsuń

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.