Moja nieobecność nic nie zmienia, nie naciska. Mam rację, kiedy nie odpowiadam na uśmiech. Bez powodu, bez odwzajemniania, lecą ranki, na łeb, szyję, przed siebie. Sporo nas i nikt nic nie jest nam winny. Wchłonie nas jeden komputer, dane, miejsce po przecinku, wspaniałe chwile, denne momenty, zdjęcia. Bywa, że ktoś decyduje, trzyma ręce w kieszeniach, a kiedy wyciąga dłoń, naciska czerwony przycisk. I zaczyna się od nowa. Głębokie dołki w policzkach, spokój, kołysanki. Miękkie ciało przelewa się przez ręce. Chcesz abym nie ulegała, zaciskała zęby, napinała mięśnie, nadpisywała ból, mówiła o wierze, barankach, lekkich posiłkach, używała tych wszystkich znaków. Dzieliła, pytała, zaznaczała, przystankowała, średniła się, pauzowała. Dodawała dwa do dwóch, deptała sumy, różnice, dzielnie podnosiła wzrok. Istniała ciałem i pęczniała w świetle, w cieple. Przyjmowała witaminę D3 i wytężała wzrok, przed siebie, więcej i więcej. Ale nie mam już siły, to nie dla mnie. Jestem za głupia dla osób, które wciąż kontrują moje wypowiedzi. Zrywam z tym na dobre. Daję ludziom tylko dwie szanse. Nie mam czasu na lizanie kolejnych ran.
Strony
sobota, 18 kwietnia 2020
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

dobrze to rozumiem.
OdpowiedzUsuńaż za dobrze Margo.