środa, 6 listopada 2019

Biji Rojava




Co sile po dobru

Kiedy kamień uderza mocniej, mogłabym skleić jego ciało,
mogłabym zakryć twarz i wszystkie oczy oderwać od gałęzi, na której rosną.
Mogłabym wynieść pudła wypełnione lalkami,
choć brakuje im rąk, nóg. Słyszę melodię. Czekam na sygnał:
słońce wcześniej wzeszło? Życie kręci się, wiruje światło, zieleń przywiera do skóry,
wspomnienia, które schroniły się w łazience, pod wanną. Ciemniejsze niż zwykle,
mógłbyś coś z nimi zrobić? Nauczyć uciekać, biec. Aż osłabną, tyle rzeczy
nagle wychodzi na ulicę. Bezgłowe, bez krzyku. Brak im pieniędzy,
nie używają mebli, nie piją kawy. Wchodzą we mnie zapachami,
przybierają kształt zdolny do oswojenia. Staram się mieć siłę,
zobaczyć, dotknąć małych ptaków i miejsce, w którym gniazdują. Lalki.
Zawsze jest ktoś, kto zdąży pomalować im usta, napoić sokiem z owoców.
Odczekać, aż pożegnają się odsłaniając twarz i serce. Posłuchaj, oddychają.


3 komentarze:

  1. Niezwykły. Wysoko wrażliwy 😚

    OdpowiedzUsuń
  2. I przypomina się wojna na Bałkanach. Ludzie giną, a reszta świat robi tyle, co nic. Bolesne to Twoje pianie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze jest pełno smutku wobec wydarzeń..

    OdpowiedzUsuń