czwartek, 20 czerwca 2019

Wymiana albo spiętrzenie





Buduję miasta. Wydaje się, chociaż pozornie, 
że ręce nie sięgają Zwrotnika Raka. W ślad za myślą,
wylewami rzek. Przecież mogę się pobłogosławić
i wystrzelić w kosmos. Zapomnieć 
o podziale komórek. Świat jest czymś, co się kształtuje 
i rozsypuje. Donosi w trzęsieniach ziemi, 
z niszczycielską siłą kaprysi i pozostawia po sobie pustynię. 
Metody stare jak świat. W obrębie siebie 
zawsze zostajemy na czyjejś łasce albo brakuje nam odwagi. 
Czego chcę? 

Baśka powiedziała – ułóż miasto. Stopniowo 
zwiększałam odległości. Dekorowałam ulice 
rozsianymi w kartonie domami. Leżały na grzbietach, 
wielkie żuki albo wieże bez anten. Powódź coś zniszczyła. 
Nie tylko uprawy i leśne ścieżki. Powietrze nasycone zgnilizną, 
kwitnie pleśń i roznosi się rdza. Miejskie życie. 
Tyle o nim wiemy co nic.


4 komentarze: