wtorek, 29 maja 2018

O czymś pod spodem





Dziennik rzeczywistości, zakładników życia,
pozostawanie w cieniu, kiedy pozostali mówią sobie wszystko
i błyszczą. Światło odbija się od złoceń, czoła, nosa.
Płacz nie przynosi ulgi. Nic nie wnosi, nie uspokaja.

Tabletki miękną w szklance, migrena mości się po obu stronach.
Kilka lat temu mogłam wyśnić węże morskie. Psy obgryzały rośliny
przycięte równo, a sąsiadka ostrzegła je czule, że to im wyjdzie
bokiem. Burza. Tamten dzień. Zamknięte okna, drzwi.

Dzieci szeptały między sobą. Zawsze było coś ważniejszego,
tajemniczego. Ludzie nie potrzebowali miłości, szukali chleba.
Jakiegoś cudu. Symboli. Robaki kojarzyły się z morzem,
skarby z głębią, wojsko z wojną. Dzisiaj.

Chłopcy o nieznajomej dziewczynie: nikt ważny.
Nie odróżniają sztuki od miłości, a bezpłodności nie łączą z zatrutym
lasem, martwą rafą, wypalonymi tropikami. Ładują w siebie
obietnice, puchną. Stają się obcy. Wyjście zarasta trującymi grzybami.
Czarnym mchem.


11 komentarzy:

  1. taka dość apokaliptyczna wizja... a właściwie wejrzenie...
    całość bardzo piękna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Apokaliptyczna - mam podobne odczucie jak Lusi A.

      Usuń
    2. To już trwa, a ja sobie a muzom :)

      Usuń
  2. Ja czuję tu złość poskórną na niopamiętanie ludzkie

    OdpowiedzUsuń
  3. Mrocznie! Ale prawdziwo.
    I pieknie... :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, zauważam, że każdy ma innym poziom odczytywania mroku, chyba jestem chodzącym mrokiem, ale nie mrukiem, serio. :P

      Usuń
  4. ojezooo Margo mam w duszy to samo ...

    OdpowiedzUsuń