środa, 12 października 2016

Przeszłam drogę

Katarzyna Tchórz


                                                          Kasi

Precyzyjnie omijałam ważki, kamienie,
kolumnę rowerzystów. Spojrzenia wojskowych, przycięcia języków,
które materializują się zawsze, kiedy przeskakuję strumyk.
I wtedy dotarła do mnie nieobecność, zaprogramowana tak
jak programuje się budzik albo pilota garażowej
bramy.

W kwiatach czarnego bzu rosną bulwy. Bulwa to narośl,
pęka pod naciskiem i zmienia się w purpurową maź.
Ślady wyczuwane, kiedy słychać głosy, głębiej nic
nie ma. Nic to dzisiaj jednak coś. Coś, co kiedyś będzie
czymś albo kimś.

Szkicuję obraz. Nas wszystkich, bez wyjątku. W poczekalni
dojrzałe panienki malują usta pomadkami od Coco.
Dodają lat. Prawda, że roztropnie? Może uda się je lepiej wydmuchać.
Wypruć, uleczyć, raz po raz. Trącani palcami przechodnie
powtarzają, że żałobnice nie są ich córkami.

Ciszą porasta ciemność, wymiana spojrzeń.
Ciekawie kłamią, miękko i lekko. Jakby życie było
czymś ogólnym. Nie dotyka ich zimno
i chłód oczu. Uśmiechy wyjęte z reklamy dziennego oddziału.
Obecność mężczyzn, których nie można zrozumieć,
poprowadzić za rękę.


12 komentarzy:

  1. Ten Twój szkic, nas wszystkich taki szafirowy mi się zdaje. A jeśli pytasz, czy roztropnie, to czytałam, że kobieta w pewnym momencie życia powinna raz na zawsze ustalić, ile ma lat i tego się trzymać. Nie wiem, czy roztropnie...

    A obraz Katarzyny hipnotyzuje mnie, jak zwykle.
    <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja już ustaliłam :) w idealnym momencie :)


      Tak, Kasia i jej moc! Uściski

      Usuń
  2. Nosiłem się z zamiarem rozpisania jakiegoś wywodu, jednak nie, to piękny wiersz, a moje przemyślenia zbyt intymne, by się rozpisywać. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.