piątek, 13 listopada 2015

Też tak macie?




Kiedy wyglądam przez okno i widzę ostatnie liście poruszające się w słońcu, myślę, że listopad nie jest taki zły. Jednak, kiedy zakładam mitenki, bo wieje i leje, mówię na głos: holy shit! Nie mam pojęcia, dlaczego 13. listopada w piątek czuję się o wiele lepiej niż 9. w poniedziałek. I nie jest mi wszystko jedno. Mówię płynnie, nie mam uderzeń gorąca, rozumiem, co do mnie mówią. Zapisałam rano kilka snów, żeby nie zapomnieć. 

- O czym myślisz?
- O niczym!


16 komentarzy:

  1. Dla mnie listopad jest najulubieńszym, obok października miesiącem roku. Szkoda, że w domu będę dopiero pod koniec miesiąca. :-) Już tęsknię za moim fotelem, moimi kocami, sokiem z malin do herbaty i deszczem za oknem.Wczoraj wieczorem tutaj padał śnieg z deszczem, wyglądało to zjawiskowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) u nas przed chwilą padał grad, ale to się chyba nie liczy :)

      Dobrze, że lubisz listopad :) musi być równowaga w przyrodzie :)

      Usuń
  2. A u mnie liści cała maasssa i że nie wywiało to jeszcze sie dziwię ale i cieszę - jednocześnie.
    I u nas też padał grad - tak mi się rzuciło że piszesz w odp o ty, ponoć mamy podobny front ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) a później świeciło słońce. Listopad zawsze jest zwariowany :) później szybko minie grudzień i styczeń :)

      Usuń
  3. Jestem, całuję, dobrze móc myśleć o niczym :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też dobrze czuję się jesienią, ale piątek 13... brrr! dziś był mandacik od policji:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ups, u mnie piątki trzynaste zawsze były szczęśliwe. Ściskam :*

      Usuń
  5. Dzisiaj rano myślałam o tym, że wyjatkowo piekny listopad mamy. Potem doszłam do wniosku, że w sumie przyrodniczo czuję się usatysfakcjonowana od wielu miesięcy (pomijając okoliczność suszy). Zaczęłam z przyjemnością snuć plany grudniowe i na koniec przyjrzałam się sobie z podejrzliwoscia, bo żeby tak wszystko odpowiadalo, to wręcz niemozebne ;-). Cieszę się, że się zachwycilas niektórymi aspektami listopada, bo przyjemniej jest być zadowolonym grupowo :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A już cieszyłam się, że potrafię w sobie wskrzesić siłę do tego wszystkiego, co się wokół mnie dzieje...a wieści ze świata jednak blokują i plany rozmywają się...nikną.

      Ściskam ciepło pięknoto

      Usuń
    2. Też się niedawno dowiedziałam...

      Pewien rodzaj siły mam nadzieję mieć... do końca. Gdyby prześwietlić całą kulę ziemską, to straszne rzeczy (na wielką skalę) dzieją się bez przerwy i ta świadomość mnie nie opuszcza. Dodatkowo nigdy nie wykluczam, że będą w coraz większym zakresie dotyczyć także nas. A jednak widzę wielki sens w tym pojedynczym życiu/bycie, na który mam choć trochę wpływu i który, jak myślę, trzeba odważnie podejmować. A plany... jak to plany, chwiejność/zmienność jest ich naturą :-/.

      I ja Cię ściskam.

      Usuń
    3. Pewien rodzaj siły mam i ja... co nie zmienia faktu, że chwile są niewymownie bolesne. Czas zrobi swoje.

      kisses

      Usuń
  6. Listopad zły nie jest, ale byle do lata:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Utknęłam po wiadomościach z Paryża, wybacz :*

      Usuń
  7. Żaden czas nie jest zły. Listopad również. To przecież nasze sekundy, minuty, godziny, dni...

    OdpowiedzUsuń
  8. taki stan zawieszenia, jakby taka częściowa hibernacja ;)

    OdpowiedzUsuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.