środa, 23 kwietnia 2014

Wyimki z listów

Hugo Giza


Koniec stycznia

Powiedziałaś, że ręce tamtego mężczyzny wykonują wolne ruchy,
jak niekończące się gadanie kłamców. W końcu patrzysz w oczy,
w nich odpoczywa kolor zaufania albo za mgłą, świat wyzysku,
kpin, fajerwerków. Zdążysz się zorientować, zatniesz w sobie
albo na zewnątrz. Przez tydzień popiół będzie spadał na ramiona,
aż wyjdzie słońce, mróz ustąpi miejsca nadciągającej burzy.

Fałdy skóry możesz wiązać lub zszywać, widzisz człowieka zranionego,
niekiedy cię to cieszy, innym razem mętna figura zmienia się w tysiąc
ładunków wymienialnych na euro. Wypełniony podtekstami, suchym chlebem,
urojeniami, czekasz, aż ktoś poprawi ci nastrój. Wyrzuć z siebie lęk,
gumowe kółka wokół ran na kostkach, uwolnij stertę balonów, Baalów.

Ryczę, krzyczę, potem jeszcze piąty raz, do niczego to nie prowadzi.
Do pustki, wyciśniętych myśli podejrzliwie układających się na śniegu.
Kontrast pozbawia przyjemności rybaków, siedzą w barze,
tutaj życie nosi nieznane nazwy. Puls, widoczny w oceanicznej pianie,
unosi samobójców, ich palce, rozbite głowy. Skała ma kolor czerwony,
jak u wybrzeży oniemiałego morza. Kwiaty na moim ręku więdną
i nie wiem, komu jest łatwiej.

Sas: Ciekawa, poetycka opowieść. Udana kontynuacja typu poezji symbolicznej. Wiersz świadczy o ukształtowanym sposobie wyrażania emocji autora. 


Zawartość

Podarowałeś mi wnętrza wysp, statki, łodzie, ozdoby kobiet, ale nie rozróżniasz
smaku pleśni o magicznych formułach dziedziczonych w linii ojca. Kiedy krzyczą,
zatykam uszy, nie ulegam modom, regularnie ścieram kurz z książek i albumów ze zdjęciami.
Pamiętam przejścia, boczne drogi, kilka imion wyskrobanych z cmentarnych tablic.
Krewnych ustawionych według wzrostu, aby mnie dotknąć, włosy wpleść w ręce
i zmienić się w powietrze.

Rzeki przebiegają przez granicę pomiędzy drzewami, pobudzają
jasność umysłu nanoszoną przedmiotami, świadomością płci.
Opuchnięte powieki, złożone dłonie, wiara głośniejsza niż przekupka
na rynku w dzień handlowy i płacz, inny od pochlipywania ryb,
więc słyszalny przez ludzi, mocniej przenikający ocean.

Pytasz, co więcej mogę dla ciebie zrobić, żeby pokochać związki
karmiczne, poszarzałe nadbrzeża, cierpliwie zbierane nauczki
z nieustannych zaproszeń na śluby i pogrzeby, wiem, że oprócz wanny
w torbie, młotka i cieni pozaziemskich bohaterów, noszę w sobie
bezkonfliktowy związek. Totemy i radość z odrębnych gatunków snów.


Sas: Konsekwentne utrzymywanie jednorodnej szaty stylistycznej odzwierciedlającej jedną z cech listu poetyckiego i konsekwentne przedstawianie portretu podmiotu lirycznego – to wartości, które są w tym tekście należycie zrealizowane. Dojrzałe i jakże modne opisywanie świata przedstawionego (myślę o modzie na sygnalizowanie przedstawianych elementów świata przedstawionego bez ich epickiego wypełnienia) sytuują Panią w gronie Poetów ważnych, ale to Pani wie.


Najprawdopodobniej w sklepie z galanterią

Nie pytaj, co to za miejsce, ile znaczeń przychodzi do głowy,
przy workach z piaskiem, zapach skóry, posągi bogów, ładniejsze błyszczą się
niedorzecznie, właściwie nie wiem, ile w nich uśmiechu, a ile śmiechu.
Smak lata na ramieniu, już nie dręczy lękiem, choć popełniam błędy
dzień po dniu, na widok futra czuję żal do śmierci, obdarcia.

Nie możemy być nadzy, niepojęci albo niezgłębieni, podobno każdego wieczoru
jest inaczej. Wczoraj, tuż koło serca poczułam topniejący lód,
jakbym była podłączona do źródła niepokoju, gdy napełniałam dłonie wodą,
spijali z nich dobrzy i źli. Jedni zapominają, drudzy pieszczą ślady
na tablicy, ryją, przekraczają rozsądek próbując zawładnąć myślami.

Wycinam krawędzie, zaginam rogi, pozwalam wam usłyszeć
mój śpiew, niewyraźnie mruczę, wieszam na szyjach zwierząt dzwonki.
Niby są płochliwe, nieustannie się wiercą, niektóre skomlą, pies śpi.
Bardzo trudno zdjąć z siebie wzrok, bujne i ciemne twarze
wypalone słońcem. Niskim głosem wymawiamy przenikające do szpiku słowa.
W pamięci czekają nas miejsca z pozoru nienaturalne. Nocą, uczepieni siebie,
ślepo ufamy niewiarygodnemu.


Sas: I jeszcze – poprzez skumulowanie tych inicjacyjnych elementów obrazotwórczych (od szczegółu do ogółu) Pani teksty zyskują na ekspresji i filozoficznej refleksji, niestety starą metodą prowadzonej (Nietsche czy Wittgenstein zainicjowali odchodzenie od spójnego opisu). 


Jedna z zatok Atlantyku

Lubię twój śmiech, banalne wyjścia, wstążki wplecione we francuskie
warkocze, ale nadal brakuje nam pięciu minut. Każdy ruch przy zapalonych
świeczkach sprawia, że odwracamy się do siebie plecami. Ptaki bez kasków
lecą na głowę. Zamykam oczy i widzę twarze, których nikt nie pamięta,
docierają głosy, dłoń pnie się na budzik, siadam.

Czy to jest chwila przed śmiercią, czy tuż po? W tamtym domu łatwiej
mi było zapominać, czasem tracić mowę. Przy ryku silnika ludzie siedzą
spokojniej pod drzewami. Może tam będzie jak w naszym życiu, skarga za skargą,
szklanka wody przed snem, papieros po seksie. Zziębnięta wychodzę z łóżka
i zaczynamy od początku.

Szukam okularów, poręczy, telefonu, czegoś, co mnie zaprowadzi, nieważne dokąd.
Grymasy, gesty. Odwrócony plecami, nagi od pyłu w dziurawym powietrzu,
dławisz się, zamiast poczuć zapach ostatniego wieczoru. Są takie chwile
poza milczeniem. Słucham i oddycham.


Sas: Złączenie Erosa i Tanatosa, prawie niezauważalne przejście z jednego do drugiego jest na pewno wartością, ale nie dla mnie, gdyż uważam, że ostra granica znaczeniowa dzieli te sfery. Wiersz jest tak samo narracyjny, jak wszystkie nadesłane – słowem mamy do czynienia z pewnym formalnym porządkiem w tej propozycji, za każdym razem realizowanym z tym samym dystansem, kalejdoskopowym skrótem świata przedstawianego. Czuję solidne rzemiosło. W warstwie językowej potrafi Pani wykorzystywać instrumentację głoskową, która z jednej strony wpływa na melodykę z drugiej na zderzanie ze sobą pojęć, poprzez to czasem zaskakujące mnie skojarzenia (balony/Baale z pierwszego wiersza czy z tego wiersza, bardziej konwencjonalne gesty/grymasy). 


Zaczerpnięcia

Jeśli musi pan zostać, przyjrzyjmy się
podwójnym kokardom w trampkach. Deszcz spada
na wyblakłe nazwy domów, dziury w chodnikach,
śpieszę się, odskakuję, wreszcie otwieram drzwi
i zatrzaskuję bajkę.

Brakuje mi bujanych cieni.
Sukienka ciśnie. Nie ma w tym logicznego związku,
powiedziałeś, wytrzyma jak koperta wypchana listami,
rozpisane maczkiem prośby. Moja droga, piękna Pani, mogłabyś
przyjść we wtorek, w południe. U mnie jest lepsze światło.
Spływa z ramion. Więc nie wiem czy żałuję rzeki,
czy pijących ramiączek.

Sznurowane buty, usta, gesty. Czarne tasiemki, myśli,
cerowane kolana i związane ręce. Czego chcesz, kiedy się zacinam?
Za plecami ściana, wbijam w nią głowę, w podłogę rozdeptane obcasy.
Proszę, zostań. Chociaż hałas od strony wody napiera
i gasną głosy. Opowiadam, dlaczego nie zostały wysłuchane.


Sas: Wyrafinowanie tego wiersza tkwi, moim zdaniem, w zachowaniu dystansu emocjonalnego w trakcie tworzenia narracyjnej historii miłosnej. Podmiot liryczny nie utożsamia się z bohaterką, niczym wrażliwy na stany, obrazy i skrupulatny w nazywaniu emocji bohaterki obserwator, znajduje się gdzieś poza i znając psychikę opisywanej postaci (element utożsamienia się z bohaterką) niezmąconym przez wzruszenie okiem przedstawia poetycki skrót uniwersalnego doświadczenia. Kontekst padającego deszczu podkreśla i romantyczny i heraklitejski charakter opisanej historii.


(...)zajmuję się poezją z innej strony, ze strony świadomego tworzenia wartości artystycznych, próby odpowiedzi czy takowe wartości są oryginalne. W Pani wierszach znajduję dojrzałe podejście warsztatowe, umiejętność wydobywania nowych sensów poprzez zestawienia podobnie brzmiących wyrazów (może takie określenie – brzmiące metafory - coś by przybliżało, ale to też metafora), umiejętność zachowania dystansu podmiotu czynności twórczych do przedstawianej treści i ulubienie tworzenia wydłużonych wersów, które tak udanie zaoferowali nam starożytni twórcy. Z tą epoką i z bardziej lub mniej udanymi kreacjami poetyckimi kontynuatorów wiążę też perspektywę z jakiej patrzy i z jakiej mówi do odbiorcy podmiot wypowiedzi – perspektywa boska (w skrócie). Świat obserwowany przez taki pryzmat jawi się jako widowisko, czasem przejmujące, czasem zabawne, na pewno powtarzalne (choć za każdym razem inaczej) i przemijające. (...)

*Sas - 1965, nauczyciel, pszczelarz, poeta, współtwórca grupy "Poet Poet", pisma "Karton", współpracownik pisma "Rita Baum", w którym prowadzi salon odrzuconych, zwany "Poczta Poetycka". Stale publikuje we wrocławskim roczniku SPP "Pomosty", co kwartał czyta wiersze z poetami ZLP w KMiL we Wrocławiu, od 2004 prowadzi happening poetycki na grobie Wojaczka, który zakończy się w 2015 roku. Zadebiutował w 2001 roku tomem "Komentarze". w 2014 roku 5 wierszy do muzyki Rafała Augustyna zostanie wydanych po polsku i angielsku w formie dodatku do Jego płyty. Zwolennik literatury zaangażowanej w sprawy doczesne.

22 komentarze:

  1. Wyrafinowanie i prostota to chyba szczyt marzeń czytelnika i tu te marzenia się spełniają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wielu czytelników, tyle oczekiwań. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Więcej marzeń nie pamiętam, za wszystkie z serca dziękuję. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) ściskam mój muzyczny drogowskazie :*

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Bo słowa to magia, czasami czarna magia :)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Tak, przesympatyczny człowiek, aczkolwiek powściągliwy, ale akurat to, bardzo cenię w ludziach :**

      Usuń
  5. Pięknie Małgoś....bardzo mi dziś z Twoimi wierszami po drodze
    czuje jak spływa ze mnie to co było poblokowane, posupłane
    idę popłakać....dziękuję :****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Płacz oczyszcza, po burzy zawsze wychodzi słońce :)

      Uśmiechy posyłam :)

      Usuń
  6. Hmm...chciałam coś mądrego napisać, ale gdzie mnie do "mądrości"

    eM, jestem pod wrażeniem :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Małgosiu, nie umiem tak jak pan Sas, ale wiedz, że dziś zamiast pracować byłam tu w ciągu dnia i czytałam po kilka razy - "tuż koło serca poczułam topniejący lód". Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  8. Uczta!
    ...choć wstaję od stołu z apetytem na więcej:)

    Ściskam Cię Małgoś!

    OdpowiedzUsuń
  9. "Kwiaty na moim ręku więdną
    i nie wiem, komu jest łatwiej." - wg mnie temu co te kwiaty trzyma...
    "wiara głośniejsza niż przekupka" powtórzę się - niezwykłe i trafne porównanie;
    "Nocą, uczepieni siebie,
    ślepo ufamy niewiarygodnemu." to dobrze, że tak, po to mamy siebie.
    "Zamykam oczy i widzę twarze, których nikt nie pamięta,
    docierają głosy, dłoń pnie się na budzik, siadam." często to przeżywam tylko bez budzika, bez przeszkadzania, bez nagłego przerywania...
    Poezja dla mnie to bardzo skomplikowana materia, to nie matematyka, w której wszystko ze wszystkiego wynika, więc czasem mam trudności ze zrozumieniem poezji, ale tak sobie myślę, że musi taką być, by każdy coś dla siebie odnalazł i by nie podawano wszystkiego na talerzu, by zmusić do myślenia, jak... w matematyce właśnie.
    Smutno mi się zrobiło...
    Pozdrawiam.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. edit: wg mnie temu co te kwiaty trzyma jest trudniej
      Już lepiej...

      Usuń
    2. zrozumiałam w lot :) dobrze, że lepiej :*

      Usuń
  10. Królowo ratuj... bo przy Twoim poetyckim "oku" jestem jak krasnal... mała... pozdrawiam z uklonem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj nie nie... to nie tak, nie malej mi tu :*

      Usuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.