poniedziałek, 4 listopada 2013

Pani Brzozie




Lejkowate ślady po deszczu rozcierasz
letnią oliwą, wiatr wywołuje bezsenność,
w której ktoś woła twoje imię, mierzy długość nóg,
rozpala resztki bezbarwne i cuchnące.

Bezruch pojawia się nieoczekiwanie, unieruchamia kolana.
Z kieszeni wystaje chusteczka, papierki po czekoladkach,
zaklejone; spacerujemy wzdłuż klifów.

W drodze powrotnej zgarbimy się z braku światła, niechęć
rozleje się, gdzie sięgniemy. Rozpięta w oknach, drzwiach,
wkrótce stwardnieje, więc nie chowaj rąk za siebie, zwalniamy -

krawężniki niedopasowane wysokością do szurania.
Ktoś dodaje gazu, według obliczeń
połowę mamy za sobą.


02.10.2012

14 komentarzy:

  1. Czytam i za każdym razem widzę inne obrazy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach i Brzoza to osoba, żeby było ciekawiej :)

      Usuń
  2. A Ty wiesz że słowo "brzoza" to w PL prawie święte?! :)
    "Połowę mamy za sobą"... Dnia. Drogi. Życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wiem, chyba dopiszę Pani

      i będzie Pani Brzozie

      Usuń
  3. czuję lekki niepokój czytając...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potknięcie rodzi potknięcie, więc się nie dziwię.. że czujesz

      Usuń
  4. tak sobie wyobrazam spacer u schylku jesien
    zimno, wieje, ale nadal brniemy...
    "połowę mamy za sobą." - ta, juz blizej jest niz dalej...

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie znoszę wiatru, ale nie tylko on wywołuje moją bezsenność. Również spacer wśród klifów :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy jaki wiatr, pozdrawiam ciepło

      Usuń
    2. Właśnie, taki ciepły wiatr to cudowna sprawa :)

      Usuń
  6. Brak światła i niechęć - tak właśnie czuję. Dokładnie tak.

    OdpowiedzUsuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.