czwartek, 17 października 2013

O garderobie

Przypomniałam sobie, jak jechałam do Odessy. W walizkę swobodnie wchodził mój syn i zastanawiałam się, po co mi taka wielka, ale za chwilę koleżanka upierała się, że muszę zabrać to i tamto. Więc dobrze, zapakowałam się. Jakoś. Wszystko było cacy. Ze Szczecina jechaliśmy sypialnym pociągiem do Przemyśla. Było pięknie, komfortowo. Kierunek na koniec świata. No dobrze, byłam oszołomiona i z podniecenia chyba przestałam myśleć. Odessa to niezwykłe miejsce, więc przygotowałam się na wszystkie okoliczności. Buty takie, siakie, sukienki, spodnie. Jednak nie przewidziałam, że walizka nie spełnia wymogów ukraińskich linii kolejowych. Zwyczajnie nie mieściła się w drzwiach pociągu. w końcu panowie upchnęli landarę, szafę, to coś, ale od tamtej chwili nie mogłam zasnąć. No nie szło mi na samą myśl, że będę musiała w Odessie przeprawiać się z szafą przez miasto komunikacją miejską. Ktoś z was wie, jak wygląda komunikacja miejska w Odessie? No więc Marszrutka, to przerobiony bus ciężarowy, no i moje szczęście w nieszczęściu, bo azjatyckie rozmiary bagażowe mieściły się tam swobodnie. Do Polski wracałam przez Kijów, ale od popijania różnych trunków byłam już obojętna i nie myślałam, jak tam dotrę z garderobą wielkości małego nosorożca, ale może o tym innym razem.

Oddesa, pomnik Carycy Katarzyny 











39 komentarzy:

  1. Kierunek Wschód...kusi i przestrasza...ale może kiedyś :)
    Tyle że będę pamiętać......bez szafy :))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wschód jest piękny, jestem oczarowana Ukrainą, Morze Czarne jest nadzwyczajne, pociągi bezpieczne i tanie, cała podróż była bardzo sympatyczna i polecam, tam nie sposób się zgubić. A Kijów niezwykły, piękny, dostojny, Dniepr, Ławra Paczerska, Dom Bułchakowa, Muzeum Głodu, każde miejsce warte wybrania się tam.

      Usuń
    2. czyli jak nic się wybiorę :)

      Usuń
    3. Polecam, chcę tam wrócić, ciągnie mnie do Lwowa :*

      Usuń
  2. Tobie nie było wtedy do śmiechu ... mi teraz jest :-))
    pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, dzisiaj też się z tego śmieję :)

      Usuń
  3. Już chyba jadąc w jakimkolwiek kierunku, szafy nie zabierzesz :))) Myślę jednak, że pobyt w Odessie wart był tego. Nie byłam tam niestety :(. Za naszą wschodnią granicą była tylko na Litwie i Łotwie. Miło, że trafiłaś do mnie i trafiaj jeszcze :). Ja też znajdę drogę do Ciebie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie, nie, to była walizka tak wielka, że nawet do samoloty nikt nie chciałby jej zabrać, ale było minęło :) Ukraina piękna jest :) polecam

      ściskam

      Usuń
  4. Przed z górą dziesięciu laty, mój kolega wybrał się nad Bajkał. Postanowili jechać ichnimi kolejami. Przeżycie niesamowite, wiele zdjęć i wspaniałych wspomnień o ludziach, których tam spotkali. Rosja ma w sobie coś odurzającego:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moje wspomnienia też są niezwykłe, szerokie koje, i koza w każdym wagonie, samowar z herbatą, piękny czas :)

      Usuń
  5. Jeszcze się w te rejony nie zapuściłam, tak jakoś patrzę na Wschód z odrobiną dystansu. Odessa i Petersburg to tak mi się kołaczą po głowie...
    Historia wciągnęła, czekam na ciąg dalszy z niecierpliwością ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wschód jest przepiękny, kiedy zachowuje się zwyczajne środki ostrożności, nic złego nie ma prawa się przytrafić. Poza tym tam całe tabuny turystów się błąka :)

      Usuń
  6. To tylko zaplanować ponowną wycieczkę .....

    OdpowiedzUsuń
  7. ładna historia,
    mnie jednak bardziej ciagnie do Gruzji.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedys wybiore sie w te strony....
    Serdecznosci
    judyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że Ławra Paczerska zrobi na Tobie wielie wrażenie, piękne miejsce. Klastor w centrum miasta, wchodzisz za mur i masz wrażenie, że jesteś w innym świecie, cisza, spokój, piękno.

      Usuń
  9. Będę się martwił jak będziesz na miasto, w torebce (tak samo jak moja znajoma) zabierać w niej wannę. Składaną czy nie tego nie wiem ale wiem, że ona tam jest. Kilkukrotnie groziła mi, że mnie nią huknie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a nie wystarczy młotek?

      też można huknąć :P

      Usuń
    2. W młotku się nie można wykąpać jak przyjdzie nagła ochota.

      Usuń
    3. jednak nie zdecyduję się na wannę :)

      Usuń
  10. Naprawdę nabiera się ochoty, by odwiedzić Odessę. Bardzo ładne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  11. trzeba było spakować przepakować się w jaką siatę i dalej w świat!!
    Odessa, rozmarzyłam się, chętnie bym się wybrała w tamte strony!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, żeby to był weekend, to może i by się dało, ale to była dłuższa podróż i w Kijowie z szafą wielkości dziecka nosorożca jechałam metrem, przejście przez bramkę było urocze i podziwiali mnie Ci, co się bardzo spieszyli, przystawali, tańczyłam przed nimi piruety, pewnie myśleli, że jestem mongołką albo innym czortem :P

      Usuń
    2. chiałąbym to zobaczyć, a szafa dwu- czy trzydrzwiowa?? ;))

      Usuń
  12. boże, boże, byłaś w Odessie!
    ja chcę więcej opisów! wrażeń!
    powiedz mi, że i ja tam kiedyś w końcu dotrę!
    x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noo kochana, powiem tak, to miasto skrajności, bardzo bogate i biedne, nie ma środka. Panowie z kałachami przed sklepami jubilerskimi, trzy sklepy Armaniego na jednej ulicy, z Mango - ochroniarz nas wyprosił. Do dzisiaj nie wiem dlaczego. Wódka tańsza od wody mineralnej, nie wiedziałam co mam pić - z wrażenia. W kafejce internetowej przyjaciółka zatrzasnęła się w toalecie, ale pan ochroniarz cudem ją uwolnił. Tam wszędzie są ochroniarze. Miałam wrażenie, że za nami chodzą tajniacy i nas pilnują. Część wypoczynkowa wygląda jak z filmu o Bahamas, Maiami, albo inne wybrzeże, kapało od przepychu, złota, a pół kilometra dalej rynek, gdzie na gazetach piętrzyły się wybebeszone zwierzęta, kiełbasy, tony winogron, arbuzów... To należy zobaczyć!

      Usuń
    2. ja chcę TO zobaczyć! bardzo!! co za klimat!!

      Usuń
  13. Swietne czytanie w piatek rano! Gdybym sie nie bala widoku wybebeszonych zwierzat, moze bym i pojechala..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale rynku nie trzeba odwiedzać :)

      Poza tym te skrajności są fascynujące, tego się nie da opisać...

      Usuń
  14. na wschodzie byłam tylko przejazdem. Miałam kolegę, który studiował w Odessie i był nią zauroczony. Niestety Odessa nie była dla niego za sprawą wszechobecnego alkoholu. Oglądałam to miastu na wielu fotografiach, cudne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ten alkohol, myślę, że jak dłużej byśmy tam przebywali, bylibyśmy jeszcze bardziej zauroczeni

      ale wakacje w Odessie chciałabym spędzić :) chociaż po 4 dniach bez uata, to była już nuda, a fanką baletu aż tak wielką nie jestem :)

      Usuń
  15. No właśnie, trochę więcej tej Odessy. Bo walizka walizką. Ja w Stanach musiałam kupować nową, olbrzymią, największą na świecie, którą nazwałam Brian (na swoja polską zawsze mówiłam Grzegorz, żeby nie wyszło, że samotnie podróżuję - a tak wtedy było, no). Więc musi być w Odessie coś jeszcze, czego ja nie mogłabym skometować, bo byłoby nowe zupełnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nie, nie mogę napisać o tym jak spóźniliśmy się na koncert laureatów, a tylko dlatego, że tramwaj, kórym jechaliśmy z plaży, rozwinął prędkość 5/h, można było wyjść i wejść bez uszczerbku na zdrowiu. W końcu zdecydowaliśmy jednak wysiąść i pobiegliśmy na drugi koniec Odessy wiedząc, że mamy przed sobą wyrok śmierci, dyrygentka nie była z nami. Z resztą, to zdjęcie na którym siedzimy w orzełkach jest właśnie po tym, jak dowiedzieliśmy, że zespół został rozwiązany. Później poszliśmy na wódkę, bez orzełków, rzecz jasna. Było jeszcze kilka incydentów, kiedy ksiądz zapytał mnie czy panuję nad swoją dupą, miał szczęście, że się odsunął, okazało się, że chodziło o grupę, te różnice językowe...

      Usuń
  16. Bonjour, Je viens de chez mon ami Rick et grâce à lui, je découvre aujourd'hui ton blog qui me plait beaucoup par la qualité de ta communication de tes expériences et par la beauté de tes photos.
    Bien amicalement, depuis la France...

    Roger Dautais

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Roger!

      Ravi de vous rencontrer, mes meilleures salutations. Je me demande comment traducteur peut manipuler

      :)

      Usuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.