środa, 19 czerwca 2013

My garden



Paddy mógłby już wrócić. Chociażby dlatego, że muszę zajmować się jego sprawkami. 
To nie był mój wybór. Tak wyszło. Jak kopałam dół, wypełzły dżdżownice, różowe, tłuste, leniwe. 
Oj było ich tam było.

- tylko otrzep zielsko z ziemi
- chyba z gliny
- to taka ziemia jest
- wiesz ile w tej niby ziemi jest robaków?
- to są opurchlaki
- robak to robak
- eM, dzielna jesteś
- ta, wrócisz to się przekonasz

Oczywiście, że nie otrzepywałam dokładnie ziemi z trawy, bo ilość kokonów opurchlaków przerosła ilość ziemi, więc darowałam sobie ten rodzaj męczarni. Wrzuciłam wszystko do wiadra. Paddy przyjedzie niech sobie otrzepuje.



15 komentarzy:

  1. Glisty, opurchalki czy inne istoty. Nieważne co to ważne, że to robak. Dzielna jesteś bardzo, bo ja bym to zajęcie szybko porzuciła uciekając z krzykiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Te dżdżownice to jednak pożyteczne są, chociaż znam uczucie obrzydzenia i wstrętu na ich widok. Dzielna jesteś:))

    OdpowiedzUsuń
  3. Opurchlaki niech spokojnie żyją w Opurchlandii. Ja bym im nie przeszkadzała za bardzo ..
    Z wiaderka przecież mogą wyjść i pójść do Twojego domu! Łaaaaaaaa!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nawet jak zmieni się nazwę robaka na bardziej uroczo brzmiącą, to niczego nie zmieni :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dlaczego czujemy sie nieswojo, gdy bliscy wyjeżdżają na jakiś czas?

    OdpowiedzUsuń
  6. Opurchlaki wzbudziły moja sympatię. Fajna nazwa. :)

    Małgosiu, poeta potrzebny u mnie. Dasz się namówić?

    OdpowiedzUsuń
  7. "Dżdżownice są bardzo rozrywkowymi stworzeniami. Gdy się nudzą, wspinają się na dowolną górkę, po czym turlają się bokiem na sam dół. To nie jedyna z ich zabaw. Gdy na trawie jest rosa, urządzają sobie one wyścigi w ślizgach, oraz gdy pada dżdżysty deszcz dżdżownice dżdżą w dżdżystej trawie." :)

    OdpowiedzUsuń
  8. W robakach najbardziej mi się podobają ich nazwy. Takiż opurchlak właśnie, czyż nie słodko brzmi? Trafiam na obrzeżach lasu, czy na parkingach leśnych, na tablice informacyjne, informujące także o owadach w okolicy... i już pełnia szczęścia. Z ich nazw można by maleńki, o pięknym wybrzmieniu, poemat napisać. Cóż, że może bez sensu, ale może to byłoby jedyne usprawiedliwione zwycięstwo formy nad treścią:-)?? Poza nazwą, nie rozczulają mnie jednak, łyyy... Niech Pan P. wraca i sam sobie odpurchlacza wyrwane roślinki:-)A może raczej "odopurchlacza"?

    OdpowiedzUsuń
  9. Hm, jest coś zabawnego w tej opowieści :))

    OdpowiedzUsuń
  10. chciałabym umieć tak pięknie tęsknić... :)

    OdpowiedzUsuń
  11. :) przypomniała mi się scenka sprzed lat.
    Młoda pomaga w babcinym ogródku.
    Aaaa! Babciaaaa! Wąż!!!
    To nie wąż, to glizda... uspokoiła ciepłym głosem babcia zerkając na okazałą dżdżownicę.
    Achaaa...gliźźźźda... powiedziała przeciągle uspokojona :D

    OdpowiedzUsuń
  12. My w rodzinie mamy już chyba syndrom pielenia - nasza trójka, oprócz Starszego Mi. Wszyscy chodzimy schyleni po ogrodzie, szukając skąd by tu jeszcze wyrwać panoszącą się trawę czy chwast...do tego stopnia, że młodsze dziecko ostatnio chciało wyrywać kępy roślin w knajpianym ogrodzie...:-) Otrzepuję z ziemi, ale robaków nie uświadczam. :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. a po co Paddy potrzebuje te robaki? Czy one nie zejda z tego swiata do jego powrotu?
    :)))) ubawiłam się.

    OdpowiedzUsuń
  14. Robaki - gdzież tam mamy wspólnego przodka.
    I może będziemy mieli wspólnego następcę?

    OdpowiedzUsuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.