czwartek, 14 marca 2013

Szereg małych domków



Dzisiaj rano miałam 30 min wolnego. Postanowiłam iść przed siebie, nie lubię stać w miejscu i czekać. Pomyślałam: zobaczę co jest za zakrętem i najwyżej wrócę. Nie wróciłam. Dziwne domy z figurkami osłów nad drzwiami, o fantastycznej architekturze to miejsce może jedynie pomarzyć. Obraz przede mną wznosił się, a widoczność wyłaniała charakterystyczne domki z lat pięćdziesiątych. Charakterystyczne dla Irlandii. Zagospodarowany każdy kawałek ziemi, żadnych subtelności - nie myślcie sobie. Jednak w tym wszystkim jest jakaś harmonia. Niewątpliwie mój szybki krok drażnił koty wylegujące się w oknach, nie miałam odwagi by wyciągnąć aparat i zbliżyć oko do obiektywu. Na ulicy nie było nikogo, jednak wrażenie, że ludzie śledzili mnie przez wąskie szpary żaluzji przykleiła się do oddechu. Nikt nie ograniczał mojej swobody, jednak czułam, że coś się na mnie zaciska, przyspieszyłam i zatoczyłam pętlę. Tak, już wiem, co jest za zakrętem.

26 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. będą, obiecuję zapolować na tego osła :)

      Usuń
  2. To, co za horyzontem (zakrętem) zawsze było motorem poznania.
    Na drugi raz miej przy sobie fotoaparat, by pochwalić się odkryciami:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam, tylko czyłam niezręczność położenia

      Usuń
  3. na zdjęciu widzę gąsienice - złożone z domków?

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię takie spacery wyrwane z kontekstu, wpatrywanie się tak jakby się chciało zrobić zdjęcie, Stachura o tym pisał.

    Dwa dni przed rozpruwaniem, byłam na dworcu w Katowicach, przez lata brudny, obskurny, specyficzny magiczny. W tym dniu wyglądał wyjątkowo mrocznie, zlikwidowane już sklepy, oberwane reklamy. Ściskałam w kieszeni aparat i nie zrobiłam ani jednego zdjęcia. Ostatnia szansa zmarnowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A byłam kilka razy na roprutym dworcu katowickim, jeszcze jak śpiewałam... tak i też nie mam zdjęć

      Usuń
  5. o bardzo często czuję t,o czego nie widzę i też aparat chowam. Wewnętrzna przyzwoitość nakazuje w takich momentach tak zachować się, nawet, gdy owe czucie wynika z błędnej oceny:) Szkoda, szkoda, że z ukrycia nie pstrynełaś;)

    OdpowiedzUsuń
  6. szkoda. Ale chyba wiem co czułaś:)Też tak niekiedy mam i aparat leży w torebce/plecaku/gdziekolwiek bądź tyle, że nie przy oku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie szkoduj Oluś, za chwilę tam wrócę

      Usuń
  7. Tez znam to uczucie..kiedys spacerowalam po olbrzymim cmentarzu zydowskim na Queens i czulam sie tam bardzo dziwnie choc uwielbiam spacerowac po cmentarzach..czulam sie jak intruz..dlaczego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cmentarze uwielbiam, kiedyś o tym pisałam... ale nie czułam się jak intruz, właśnie tam nie :) a może dlatego, że nigdy nie byłam sama, nie wiem. Chyba właśnie dlatego. Sciskam :)

      Usuń
  8. Ja również nie lubię stac w miejscu i czekac:) Pięknie zbudowałaś atmosferę, poproszę o kontynuację...

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiadomo czy następnym razem będzie to samo, za zakrętem. Sprawdź jeszcze kiedyś.
    Ja często czuję ten nacisk cudzych oczu i myśli, ale to pewnie tylko wyobrażenie.
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie było wyobrażenie, żaluzje się poruszały :)

      Usuń
  10. ja wiem, to chyba te koty ;)
    wszystkiemu winne te wypasione leniwe kociaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem możliwe, jak wracałam do domu, to dwa angielskie się przeciągały w słońcu

      piękne!

      Usuń
  11. Kiedyś w Holandii wyciągnęłam aparat i zrobiłam parę zdjęć uroczym domkom. Z jednego z nich wyskoczyła wściekła baba i strasznie mnie opieprzyła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, no właśnie tego się obawiałam, i nie szczucia kotami, tylko psami, to nie była słodka dzielnica, czarne beemki na podjazdach, no dobrze, wyobraźnia mnie przerasta :)

      Usuń
  12. Och, i ten dreszczyk, ciekawość...kiedyś tak "zbłądziłam" na Słowacji i doszłam do jakiejś zapadłej, zapomnianej w oczach Najwyższego, prawosławnej wioski...
    I również, nie miałam odwagi wyciągnąć aparatu. Czułam na sobie niewidzialne oczy mieszkańców. Cisza jak makiem zasiał. Wąska ulica. Poprzyklejane do siebie domy jakby ktoś je na siłę do siebie docisnął...
    Uwielbiam błądzić :)

    Pozdrawiam, na siłę wiosennie, choć zasypało mnie 20 cm świeżego puchu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że już bardziej wiosennie niż śnieżnie :)

      Usuń
  13. Fajnie tak uciec w miasto przypadkiem,wtedy widac najciekawsze rzeczy.Pozdrawiam Malgosiu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, poszłam tam drugi raz, ale było już inaczej :) ściskam Kasiu

      Usuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.