środa, 19 grudnia 2012

Literatka na wyspie




Co jakiś czas zdarza się, że połykam uczucie: nic nie jest ważne. Dzisiaj sobie poprzemawiam, bo nikt nie ma na mnie wpływu. Z różnych przyczyn, również z natury. Taka jestem i już - niezależna. Kto lubi, kiedy ktoś inny robi go bez zażenowania na szaro? Tak się mówi, podobno. Mogłabym dosadniej, ale sami użyjcie sobie tego słowa, najczęściej można je przeczytać na murze albo pod mostem w każdej części świata, w Dublinie też. Mój dziesięcioletni bratanek złapał krawat na oczepinach, czy to znaczy, że za rok się ożeni? Też coś. Więc właśnie - anielskie cnoty i mniej anielskie - dzisiaj pogadamy o legendach, a może tak sobie tylko pogadamy, bo w końcu jestem zapchaj dziurą. W sztuce prymitywnej wystarczy, że zrobisz dziurkę w styropianie, wetkniesz wytatuowaną laleczkę, napchasz ją sernikiem i gwarantuję, że bez straty jej z tej dziury nie wyciągniesz. Nie wiem na czym polega sukces niektórych autorów, nie wiem na czym polegają ich wiersze; tutaj gdzie jestem i tak ich nikt nie zna, nawet o nich nie słyszano, a przekłady uważane z zasady za beznadziejne wyraziście ukazują sedno. Czyli: chcesz czytać poezję - to tylko w oryginale. Wszystkie zwroty akcji, modernistycznie powiększający się balon wypchany liryką współczesną, to absurd. Nic nie znaczy i nie liczy się nic oprócz rodzimych rynków, które zwalczają się wzajemnie albo promują własne środowiska, ewentualnie każdy ma coś do ugrania, zagrania, a przegrani odchodzą we własnych wierszach w siną dal. Ja sobie poszłam tu, gdzie jestem i mogę, jeżeli zechcę, wyjść do ludzi. Doświadczyć tego i tamtego. Ale muszę do nich gadać ich językiem i wstrząsnąć na tyle, by zechcieli mnie przygarnąć, mimo bardzo odległych manier. I nie wiem, czy rzeczywiście mi na tym zależy. Powinnam pogadać z kumplami, tylko gdzie oni są? Dobre wiersze zdarzają się rzadko, tak rzadko, że lepiej z tubylcami napiję się kolejnego stouta, posłuchamy muzyki i bezlitośnie skreślę z kalendarza kilka nazwisk. Czy ktoś się o mnie troszczy? Też coś! Ale mam cel i nie jest bez znaczenia, z kim będę szła w parze. Dobrze, że mój przyjazd do Irlandii został uwzględniony i za jakiś czas zadomowię się w tym klimacie, również poetyckim. Poproszona o współistnienie wpisuję się w legendę, a jaka ona będzie? Zobaczymy.

17 komentarzy:

  1. Rozterki Artysty na emigracji:)
    Trafna ocena "rodzimych rynków".
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. A może - taka mi się właśnie nasunęła refleksja - to definicja dobrej poezji? Czyli: dobra poezja to taka, która daje się przetłumaczyć. Czyli przekład nadal jest piękny i zrozumiały. Bo czyż nie jest prawdą, że bełkotu nie da się, tak naprawdę, na inny język przełożyć?
    Serdeczności, Literatko na wyspie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie Michałku, to nie jest tak jak napisałeś, tłumaczenia zawsze są różne od siebie, bo język jest czasami zbyt ubogi, żeby metaforę przetłumaczyć, związki frazelogiczne, idiomy, nie komplikuj skomplikowanego, powinno się czytać w oryginale. tłumaczenia Eliota, Audena - są tak inne, tak jak każdy inaczej czyta poezję, tak samo inaczej tłumaczy... Bełkotliwe wierszyki infantylne, kto chciałby to tłumaczyć? Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    2. Szczęśliwy naród, który ma poetę
      i w trudnych czasach nie kroczy w milczeniu.

      Ach, Małgoś, rzeczywiście. Jakie to wszystko skomplikowane :)
      Więc Komitet Noblowski czytał Miłosza i Szymborską po polsku?
      Po kiego grzyba ktoś zadał sobie trud i przetłumaczył Szymborską na 42 języki? :)

      Usuń
    3. Nie mam pojęcia... ani ja komitet noblowski ani tłumaczka. Po jakiego grzyba - dobre pytanie.

      Usuń
    4. Szczęściem jest rozumieć język obcy, myśleć w nim - to jeszcze większe szczęście. A czytać i rozumieć poezję w obcym języku, to już szczęście największe. Jednak nie do końca się zgadzam z Tobą, Małgosiu.
      Horacy, Dante, Villon, Petrarca, Boccaccio, Shakespeare, Goethe, Byron, Puszkin, Rilke, Okudżawa... I wielu innych. Czytałem ich po polsku jeszcze w czasach, kiedy moja znajomość języka obcego była na poziomie "żeby się z kurwą dogadać", i wiem, że czytałem ich właśnie. Dzięki dobrym tłumaczom funkcjonują w języku polskim, nie tylko dla szczęśliwców, którzy znają obce języki.

      Usuń
    5. Cieszę się, że masz takie uczucie, to jest najważniejsze. Jednak czytacze znający tylko angielski, którzy czytają przekłady na ten właśnie język mają inne zdanie. I pozwól im się tak czuć, Tobie nikt nic nie broni, im też :)

      Usuń
  3. Zgadzam się z Tobą Małgosiu, można tłumaczyć poezję, ale to juz nie będzie ten sam wiersz. Przetłumaczony utwór będzie miał dwóch autorów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, nawet jak większości to nie przeszkadza...

      Usuń
  4. Nie wyobrażam sobie moich ukochanych poetów czytać po niemiecku. Za to ciekawi mnie, jakby brzmieli po hiszpańsku albo rosyjsku. Na czeski bym się nie zdecydowała: Mickiewicz zostałby pewnie okrzyknięty mistrzem parodii.

    Zazdroszczę Ci jednego - tego celu. Tej pewności siebie nawet, jeśli jakieś rozterki się pojawiają.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że wiele czynników się na to składa... pewności siebie, no tak, można to tak nazwać :)

      Przeczytałam gdzieś ostatnio o tym, że tłumacz powinien cenzorować, to, co tłumaczy, więc nie mam pewności, czy rzeczywiście, to co czytam zostało wymyślone przez autora, czy tłumacza.

      Usuń
  5. Literatka zawsze kojarzy mi się ze szklanką, a szklankę tę trzyma literat - ale skoro ją trzyma, to ona nie jest już niezależna :) Gdyby jej nie trzymał, to nie byłaby literatką przecież.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze Ci się kojarzy, przecież byłaby szklanką :)

      Usuń
  6. Mag. To niesprawiedliwe, że nikt nie ma na Ciebie wpływu, a Ty masz! np na mnie ;P Stąd czuję się zniewolona czytając Twoje teksty, bo nie zawsze wiem, czy to aaaaby nie mnie chcesz zrugać, zawstydzić, nauczyć czegoś, przypomnieć, uwrażliwić itd. Tak, to niesprawiedliwe. hau ;D

    Poproszona o współistnienie? noo, znają się - wspaniale!

    PS, ten Anioł, wiesz, przydał się. Zresztą,
    sama jesteś Anioł. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, mają na mnie wpływ różni ludzie, spokojnie... wpłyń na mnie, spróbuj :***


      mój aniele :*

      Usuń
  7. Czlek ktory umie tak cudnie ubierac zycie w slowa wszedzie bedzie szczesliwy Gosiaku.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.