sobota, 15 września 2012

Tam gdzie nie dochodzi nóż



Czasami siadam i piszę. Innym razem nie mam kiedy i zapominam. Wtedy nie odpowiadam na listy, bo zamiast założyć buty i wyjść na spacer idę do niego. Przyciskam zieloną słuchawkę, a on gra akurat w szachy. Nie jest cienki, nie mów tak! Tylko dlatego, że nie chciał im powiedzieć, że umarło mu dziecko, a żona z rozpaczy wczołgiwała się wieczorami pod samochody?! Pomyślałam, że mogłabym jej ulżyć, ale zaraz wyrywało się ze mnie dies irae. Nauka nie poszła w las. Zostałam wyszkolona; tak się złożyło, że nie jestem wystarczająco idealna. Dla nikogo! A jak dla nikogo, to w ogóle. Zabrakło dla mnie tego rodzaju pamięci, a raczej puszczania w niepamięć. Kiedy inni zastanawiają się czy to musi boleć, mnie już dawno boli. Słucham ich i płaczę, pies liże moje stopy i tylko wtedy piję spokojnie piwo. Nie słyszałeś co powiedziałam? Nie, nie powtórzę, że jej ból czuję na wskroś, a może nawet bardziej. Oczywiście, że mija; późną nocą, kiedy wymęczona zrzucam jego trampki i skarpety z bambusa. Zmywam uśmiech i kładę się wzdłuż telefonów z budzeniem na szóstą. Zostaje mi trzy i pół godziny snu. Jedziemy do lasu, tam gdzie zawsze chcieliśmy zamieszkać na emeryturze. Dom jest duży i nikt się nie kręci po okolicy. Tylko ta wilgoć wśród soczystej zieleni. Nie mogę zrozumieć kiedy pytasz: "czy woda jest czerwona?" Wierzę w każde słowo zanim zdążysz je wypowiedzieć. Taka jestem, a ciągle udowadniasz mi, że to ja nie chciałam budzić się rano z nogą na twoim biodrze, a drugą między udami. Moglibyśmy mieć dziecko; brałbyś je za rękę i układalibyście żołnierzyki w szeregu. Wtedy nazywalibyśmy siebie rodziną. Nie czułabym tej zapadniętej ciszy. Nie miałabym za krótkich nóg, nie miałabym cięć na nadgarstkach. Nie mierzyłabym piekarnika. I tak nie wchodzę. Kiedy wrócimy do domu o piątej pięćdziesiąt dziewięć wyprowadzę psa na spacer. Ułożę się równo pod śmieciarką i kiedy będziesz wyjeżdżał nikt z nas nie będzie już mówił, że nic nie zrobiliśmy.

kwiecień nie ostatni, ani przedostatni 

21 komentarzy:

  1. tym razem bez cytowania, bez tłumaczenia, wyjasniania, po prostu: wzruszyłam się
    :*

    OdpowiedzUsuń
  2. czytałam na jednym wdechu zapominając, że umiem oddychać. przełknęłam ślinę razem z ostatnią kropką. zabolało. z przetrzymywania czy niemożności powiedzenia nic więcej.

    OdpowiedzUsuń
  3. czytałam na jednym wdechu zapominając, że umiem oddychać. przełknęłam ślinę razem z ostatnią kropką. zabolało. z przetrzymywania czy niemożności powiedzenia nic więcej.

    OdpowiedzUsuń
  4. ...tak gdzie nie dochodzi nóż nic już nie istnieje...

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy ja tu dostrzegam nutkę nostalgii, może nawet jakiegoś żalu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo widzisz, niektórzy mają zdjęcia, które im przypominają sytuacje, obrazy, ja mam słowa, którymi się prostuję :**

      Usuń
  6. Przenikasz tam, gdzie nie każdy ma dostęp. Ty masz klucze - są nimi słowa -jak zaklęcia. Chodzę otwarta i szukam rozmówcy. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zawsze się udaje... ale próbuję. Dziękuję

      Usuń
  7. Wszędzie wokół uczą nas przetrwania.
    U Ciebie uczę się na powrót wrażliwości, otwieram chociaż na krótkie chwile :)
    Tak, to prawda, Ty masz klucze do wnętrza.
    ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przetrwanie bez wrażliwości jest okrutne i nic dobrego z tego nie wynika.

      Usuń
  8. Często mówi się, że słowa ranią. Mało kto mówi, że bolą. Te bolą. Wzruszenie to mało...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami się boję pokazywać, co napisałam...

      Usuń
  9. taaa... bo coś robić trzeba!

    OdpowiedzUsuń

Moderowanie komentarzy, po zatwierdzeniu pojawią się na blogu.