poniedziałek, 5 października 2026

Zastanawiam się

 




Lekcja świata (VI)

– o kolorach do wypicia, zaszeptania i zapomnienia
W jej palcach:
lilac dust i waniliowa sól,
przyklejają się do opuszków.
Dłonie jak paleta bez planu.
Obraz, który właśnie się zaczyna.

– To jest sorbetowy róż śpiącego lisa –
mówi, pokazując na cień za kanapą.

– A ten?
– Budyń z księżyca. Ale tylko z trzeciej nocy.

Stół jak mapa zmyśleń.
W misce pastelowe klocki.
Rozpoznaję: matcha,
słodkie shiso,
i coś, co przypomina smak ciszy po deszczu w Kioto.

Ona nie zna jeszcze nazw.
Mówi do mnie:

– Ten kolor ma dźwięk. Jakbyś dmuchała przez rurkę w mleko.
Uczę się od niej,
jak można widzieć świat, zanim się go wymyśli.
Słowa są późniejsze.
Smaki są pierwsze.
Między nimi: skórka z yuzu,
kiedy nikt nie patrzy.
Patrzę na nią.
Twarz ma w odcieniu mochi z różą.
Uśmiech – prawie przezroczysty.

Zastanawiam się,
czy Japonia wie,
jak bardzo na nią czeka.



Lekcja świata (VII)
(o zapachach, które robią dziury w czasie.
Zabawy w koniec i początek)


Dziś uczymy się nosami. Nie od razu wchodzimy w dzień.
Najpierw: zasłonięte oczy.
Cisza jak zakładka w starym komiksie.
Podaje mi zapach: rękaw koszuli po całym dniu.

– To jest... człowiek, który wraca.
Ale jeszcze się nie przywitał
– mówi.

Z pudełka wydobywa inne.
Skrawki powietrza, które zebrała pod łóżkiem:
cynamon z kąta książki kucharskiej,
zjełczały dżem figowy,
plastik nowej lalki bez imienia.

– Każdy z tych zapachów to osobna droga –
mówię, choć nie wiem, dokąd idziemy.
Zakręca mi pod nosem małą fiolkę.
Zanim cokolwiek powiem:

– To jest zapach, który ma kolor.
Szary z niebieskim końcem.
Jak chmura, która chce być deszczem,
ale nikt jej nie pozwala.

Przypomina mi się:
rękawiczka dziadka z wełny i smoły,
puder babci, który pachniał jak list.

Ona to wszystko zna,
choć nie była wtedy nikim poza przyszłością.

Siedzimy na dywanie, który od lat wchłania historie.
Zapach dnia dzisiejszego: ciepłe stopy i otwarte okno.
I sos sojowy, który rozlała.

Śmiejemy się. Pachnie, jakby coś się zaczynało,
choć nikt nie znał przepisów.


str. 51-53
Dla córki mojej córki


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.