wtorek, 27 października 2026

Zamilczanie II

 



nie będzie dziś nauki biologii, tylko ostre światło
przez przezierne powieki i rozmowy z wnętrzem liścia.
zapomniałam, czym kończy się fotosynteza,
ale pamiętam, jak boli zapach śniegu, który nie spadł.

mówili: nie zbliżaj się do mchu, kiedy rośnie w tobie córka.
ale co, jeśli mech to jedyna rzecz, która pamięta
nasze prawdziwe imiona?

dziś uczę Sophie nazwy dla określenia drżenia,
które przychodzi o szóstej rano, zanim obudzi ciało.
ona mówi: to jest żur-buzek, a ja milknę.
tak zaczyna się alfabet odejścia.

czasem chciałabym, żeby drzewa miały ręce,
i mogły mi pokazać, jak owad buduje światło, a później
wisi na pajęczynie pomiędzy moim żalem a twoją nieobecnością.

milczę, bo wszystko już zostało nazwane.
bo warkocz mojej babki był też kiedyś pajęczyną,
a ręce ojca nauczyły mnie mierzyć świat
odległością pomiędzy krzykiem a skórą.

czy mogę cię poprosić, abyś oddychał
ciszej? świat się jeszcze nie ułożył w sensowne warstwy,
a już zżerają nas kolory.

przysięgam, gdy ziemia po raz kolejny
zdecyduje się nas pochłonąć, przytrzymam twoją dłoń
i będziemy razem. Osypani pyłem,
nie gotowi do końca.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.