Ktoś mnie zapytał o wiersze, które nie weszły do książki powyżej. Ten wiersz nie pasował do cyklu. Moim zdaniem oczywiście. Wciąż mu się przyglądam i pewnie znajdzie w innej książce.
z trzewi, na zawsze
To było późne popołudnie, ciepłe, ale wietrzne.
Dłonie trochę wilgotne od trzymania się za ręce.
Szłyśmy razem, bez pośpiechu ulicą Cedarwood,
zna nas na pamięć.
Sophie miała dwa dobierane warkocze,
zaplotłam jej świat w symetrię. Czarne,
jednobarwne spodnie, pasiastą bluzkę,
ładny blur, mówi, bo biały z czarnym robi szary,
a szary to nasz kolor, babciu,
najlepszy ze wszystkich, pomiędzy wszystkim.
Na nogach różowe trampki, akcent, ślad, znak rozpoznawczy.
Na bluzce odrobinę wytarta nalepka Good job.
Szłyśmy bez plecaka, tylko z butelką wody.
I wtedy zapytała: Babciu, a ty jesteś średnio młoda czy stara?
Światło przeszło przez jej rzęsy i widziałam tylko drżenie.
Przeszył mnie wiatr, jakby sam chciał usłyszeć odpowiedź.
Odpowiedziałam, że jestem już dojrzała,
ale jeszcze nie stara.
Zatrzymała się. Spojrzała w górę,
prosto w moje oczy, jakby nic poza tym nie istniało.
I powiedziała: Jak umrzesz, to będziesz w moim sercu.
Zawsze. Bo jesteś najważniejsza.
I będę płakała. Długo, babciu, bardzo długo.
I wtedy to przyszło, fala, której nie sposób zatrzymać.
Uklękłam obok niej. Objęłyśmy się mocno, jakby świat
był czymś, co można objąć ramionami.
I powiedziałam, że to wszystko prawda,
i że zostanę w niej.
W tej chwili, w tym blasku,
w naklejce, mimo że odkleja się na rogu,
w cieniu naszych ulubionych kolorów.
W domu kawa na kuchennym blacie, ostygła,
a połówka jabłka brązowiała powoli,
jakby wiedziała, że dziś nie potrzebuję słodyczy.
Czerwiec 2025
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.