Rzeczy robią się trochę większe, niż były wczoraj rano. Kubek po herbacie wciąż stoi na stole, krzesło przesunięte o kilka centymetrów, jakby ktoś właśnie wstał i miał zaraz wrócić, chociaż oboje wiemy, że z tym wracaniem jest ostatnio coraz gorzej. Otwieram okno. Nie po to, żeby przewietrzyć pokój. Chcę jedynie sprawdzić, czy świat nadal robi to, co zwykle, kiedy nikt na niego nie patrzy. Na jardzie obok kobieta trzepie koc. Robi to z taką złością, jakby koc był winny całemu jej życiu. Podoba mi się to. Chciałabym czasem też mieć coś takiego do otrzepania: dzień, który się nie udał, kilka słów, których nie powiedziałam, czyjąś śmierć, własną głupotę. Niestety wszystko zostaje w środku i nie pomaga nawet trzepanie od serca, które jest narzędziem dość prymitywnym. Myślę o tobie, wtedy, kiedy gotujesz wodę. Nie wiem dlaczego właśnie wtedy. Może dlatego, że woda zna drogę z jednej postaci w drugą i nie robi z tego żadnej filozofii. Para znika, wraca na szybę, spływa niżej. Tak powstaje historia, mówiłby ktoś mądrzejszy ode mnie, ale ja widzę tylko mokrą smugę i swój palec, którym rysuję po niej kreskę. Patrz, mówię, to jest człowiek. Nie wygląda szczególnie przekonująco. Później przypominam sobie twoje dzieciństwo. Nie całe, broń Boże, pamięć nie jest biblioteką, raczej szufladą, do której ktoś wrzucił guziki, rachunek za prąd, fotografię i jeden mleczny ząb bez żadnego opisu. Wyciągam go czasem. Nie z sentymentu. Chcę tylko wiedzieć, jak to możliwe, że coś tak małego mogło kiedyś należeć do ciebie. I wtedy robi mi się smutno, ale nie bardzo. Smutek też ma swoje stopnie naukowe i nie zamierzam robić doktoratu. Siadam przy stole. Kroję chleb. Zostawiam okruszki. Przez chwilę wydaje mi się, że właśnie tego trzeba pilnować: żeby po człowieku coś zostawało nie dlatego, że jest wielkie, tylko dlatego, że było potrzebne komuś przy śniadaniu. Może dlatego piszę. Nie dla pamięci. Pamięć jest podejrzana, przerabia wszystko po swojemu, zmienia twarze, poprawia dialogi, usuwa niepotrzebne sceny, jak kiepski redaktor, który dostał za dużo władzy. Piszę, żeby jeszcze raz usłyszeć głos, którego już nie ma, chociaż wiem, że papier jest głuchy i niczego nie przechowuje oprócz tego, co sami potrafimy mu wmówić. Kiedyś chciałam, żeby wiersz był miejscem, do którego można wejść i już nie trzeba wracać. Teraz wystarczy mi, jeśli będzie drzwiami. Nie muszą być ładne. Mogą się zacinać, mogą mieć odpryśniętą farbę, mogą prowadzić do kuchni, piwnicy, do lata sprzed dwudziestu lat, do człowieka, którego nie zdążyliśmy zapytać o najważniejsze rzeczy. Drzwi są dobre, bo niczego nie obiecują. Otwierasz je i już. Gdy milczę, myślę też o tym, co będzie z tobą, kiedy mnie nie będzie w tej wersji, którą znasz. To trochę śmieszne, że człowiek przez całe życie buduje siebie jak domek z rzeczy pożyczonych od innych, a potem oczekuje, że ktoś ten domek odziedziczy razem z instrukcją. No niestety, nie będzie instrukcji. Będzie może sweter, kilka książek, telefon z numerami ludzi, do których nie warto już dzwonić, i moje zdanie urwane gdzieś w połowie. Nie kończ go za mnie. To chyba najważniejsze, co mogę ci powiedzieć. Nie kończ za mnie tego, czego nie zdążyłam. Nie rób ze mnie pomnika. Pomniki są zimne i bardzo źle znoszą deszcz. Jeśli coś ze mnie ma ci zostać, niech będzie małe: sposób, w jaki trzymam filiżankę, kiedy jestem zmęczona, śmiech w najmniej odpowiednim momencie, upór, z którym poprawiam cudze przecinki, i ta dziwna potrzeba, żeby jeszcze raz otworzyć okno, chociaż wiadomo, że na zewnątrz jest dokładnie to samo. Gdy milczę, świat nie milczy za mnie. Lodówka pracuje, ktoś przejeżdża samochodem, pies szczeka na coś, czego nie widzę. Ziemia wykonuje swoje niewiarygodne czynności bez konsultacji ze mną. Podoba mi się to coraz bardziej. Nie wszystko musi mieć znaczenie. Nie wszystko musi zostać. Niektóre rzeczy mogą po prostu przejść przez nas jak światło przez firankę, trochę nas zmienić i zniknąć na ścianie. A jeśli kiedyś zapytasz, co właściwie chciałam powiedzieć, powiem: nic wielkiego. Serio. Chciałam tylko zostawić ci miejsce przy stole. Resztę zwyczajnie dopisz.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.