poniedziałek, 18 maja 2026

Irysy

 



Byłam gdzie indziej.
Pomiędzy godzinami do oddania tekstów i kubkami niedopitej kawy.
Ciało chorowało, świat robił swoje.

I nagle otworzyły się czarne irysy.
Ciemne, dokładne.
Wychodzę do nich kilka razy dziennie, jakby mogły coś sprawdzić we mnie albo uspokoić rytm dnia.
Mówię do męża: patrz, moje piękne dzieci.
Śmieje się tym swoim spokojnym śmiechem, który niczego nie podważa.

Nie potrafię myśleć o nich inaczej.
Przywiązanie też jest formą wiedzy.
Nie trzeba tego tłumaczyć.







8 komentarzy:

  1. Wychodze do ogrodu kilka razy dziennie I mówię do kwiatkow "jakie jestescie piekne" ..... teraz wiem, ze nie tylko ja tak mówię

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja przemawiam do moich roślin domowych:-)
    To ważne mieć obok siebie kogoś, kto niczego nie podważa, a wspiera we wszystkim!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do domowych też mówię, to daje takie poczucie równowagi ;P

      Usuń
  3. Ja nie mogę chwalić moich pięknych pelargonii, bo zazdrosny clematis gotów udusić je ciemną nocą swymi długimi wąsami czepnymi. A jak pochwalę clematis, to mu aksamitka będzie smrodzić z zazdrości. I tak to leci u mnie na balkonie, muszę chwalić i głaskać wszystkich lokatorów po równo 🤷‍♀️😉

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój tato każdego ranka witał się ze wszystkimi kwiatami w ogrodzie, pytał jak im minęła noc, życzył pięknego dnia I chwalił ich urodę. Tak, rozumiem i uśmiecham się do tych wspomnień...

    OdpowiedzUsuń

Komentarze na blogu są moderowane i pojawiają się po zatwierdzeniu. Zależy mi na przestrzeni opartej na szacunku, uważności i rozmowie wokół treści, nie osób. Wpisy naruszające te zasady nie będą publikowane. Dziękuję za kulturę słowa i obecność.