Powinnam zacząć od koloru ale nie ma już koloru, jest tylko jego zużycie,
coś jak ślad po palcu na ekranie, który reaguje, ale już nie odpowiada.
W i ę c zaczynam od tego. Pewnego dnia przestałam potrzebować wyjaśnień
i to nie było olśnienie, raczej drobna awaria systemu
jakby ktoś wyłączył funkcję sens bez komunikatu
i wszystko działa dalej, tylko ciszej, bardziej wypłaszczone.
Ktoś kiedyś powiedział, nazwij to, a uratujesz.
I przez lata nazywałam rzeczy, ludzi, siebie w różnych wersjach,
nakładałam znaczenia jak warstwy farby, aż obraz przestał oddychać.
Teraz patrzę
i nie poprawiam.
To jest ten moment, w którym ręce nadal pamiętają gest
ale już nie mają powodu, żeby go wykonać.
Drżą nie z braku siły a z nadmiaru trzymania.
Był czas, kiedy wszystko było głośne,
uczucia miały objętość, zajmowały miejsce,
trzeba było się z nimi liczyć jak z ciężkimi meblami,
przesuwać, ustawiać, potykać się o nie,
aż w końcu można było powiedzieć: ż y j ę.
Teraz życie nie potrzebuje dowodu,
odbywa się bez świadków,
jak rozmowa, której nikt nie zapisuje.
I mylę ten spokój z czymś, co brzmi lepiej,
dojrzałość, równowaga, akceptacja,
wygodne słowa, miękkie krzesła
na których można siedzieć i nie czuć, że coś uwiera.
Jednak prawda wynika z techniki,
i jest mniej literacka, do pokazania:
to moment, w którym świat przestaje oferować wersję roboczą
i zostawia cię z tym, co jest
bez opcji edytuj,
i można jeszcze zaparzyć kawę, odpowiedzieć na wiadomość,
wyjść na spacer, gdzie nic nie woła po imieniu.
Nawet nie chodzi o pustkę, pustka była kiedyś wydarzeniem,
teraz jest narzędziem,
czymś, co pozwala funkcjonować bez przeciążenia.
W i ę c siedzę w tym,
jak w przestrzeni, która nie wymaga interpretacji
i myślę, że może tak właśnie wygląda koniec pewnej narracji,
bez puenty, dramatycznego światła,
raczej jak zdanie, które nagle traci czasownik.
I zostaje
już tylko coś
co trwa
bez potrzeby,
żeby znaczyć.
coś jak ślad po palcu na ekranie, który reaguje, ale już nie odpowiada.
W i ę c zaczynam od tego. Pewnego dnia przestałam potrzebować wyjaśnień
i to nie było olśnienie, raczej drobna awaria systemu
jakby ktoś wyłączył funkcję sens bez komunikatu
i wszystko działa dalej, tylko ciszej, bardziej wypłaszczone.
Ktoś kiedyś powiedział, nazwij to, a uratujesz.
I przez lata nazywałam rzeczy, ludzi, siebie w różnych wersjach,
nakładałam znaczenia jak warstwy farby, aż obraz przestał oddychać.
Teraz patrzę
i nie poprawiam.
To jest ten moment, w którym ręce nadal pamiętają gest
ale już nie mają powodu, żeby go wykonać.
Drżą nie z braku siły a z nadmiaru trzymania.
Był czas, kiedy wszystko było głośne,
uczucia miały objętość, zajmowały miejsce,
trzeba było się z nimi liczyć jak z ciężkimi meblami,
przesuwać, ustawiać, potykać się o nie,
aż w końcu można było powiedzieć: ż y j ę.
Teraz życie nie potrzebuje dowodu,
odbywa się bez świadków,
jak rozmowa, której nikt nie zapisuje.
I mylę ten spokój z czymś, co brzmi lepiej,
dojrzałość, równowaga, akceptacja,
wygodne słowa, miękkie krzesła
na których można siedzieć i nie czuć, że coś uwiera.
Jednak prawda wynika z techniki,
i jest mniej literacka, do pokazania:
to moment, w którym świat przestaje oferować wersję roboczą
i zostawia cię z tym, co jest
bez opcji edytuj,
i można jeszcze zaparzyć kawę, odpowiedzieć na wiadomość,
wyjść na spacer, gdzie nic nie woła po imieniu.
Nawet nie chodzi o pustkę, pustka była kiedyś wydarzeniem,
teraz jest narzędziem,
czymś, co pozwala funkcjonować bez przeciążenia.
W i ę c siedzę w tym,
jak w przestrzeni, która nie wymaga interpretacji
i myślę, że może tak właśnie wygląda koniec pewnej narracji,
bez puenty, dramatycznego światła,
raczej jak zdanie, które nagle traci czasownik.
I zostaje
już tylko coś
co trwa
bez potrzeby,
żeby znaczyć.

To obraz... zycia na emeryturze! :)))) Lub wieku dojrzalego, w ktorym nic juz nie musi sie udawadniac, nawet tego, ze sie jeszcze zyje.
OdpowiedzUsuńa może zwyczajnie wyrosłaś z tych potrzeb? i już nie musisz nic wyjaśniać, tłumaczyć się, czuć się w obowiązku, by kolory miały głębię?
OdpowiedzUsuńTo chyba właśnie dojrzałość, doświadczenie, świadomość siebie i swoich potrzeb, przychodzi taki czas i daje spokój...
OdpowiedzUsuń